Trembling South America *** W Boliwii tez trzesie sie ziemia

Wtorkowe silne trzęsienie ziemi w Chile to efekt tego samego mechanizmu, który wywołał najsilniejszy w historii wstrząs sejsmiczny zarejestrowany w tym samym regionie w 1960 roku. Za oba zdarzenia odpowiada proces subdukcji, czyli wciągania jednej płyty tektonicznej pod drugą. To przemieszczanie się olbrzymich fragmentów litosfery z prędkością nawet 8 cm na rok skutkuje również innymi zmianami geologicznymi wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej – podaje portal TVN24.

W Boliwii rowniez zdarzaja sie trzesienia ziemi – ja sama dwukrotnie odczulam gniew Matki Ziemi w Cochabambie w 2012 roku. Mieszkancy Cochabamby oraz La Paz i Oruro, poczuli rowniez ostatnie trzesienie ziemi w Chile, ale na cale szczescie tym razem obylo sie bez strat.

W 1998 roku, potezne wstrzasy o sile 6.8 w skali Richtera, majace swoje epicentrum w Departamencie Cochabamba, zniszczyly w 80% miasteczko Aiuqile. Takze sasiednie miasteczka Totora and Mizque zostaly powaznie zniszczone.  84 osoby zginely, wiele zostalo rannych. Do tak duzej smiertelnosci przyczynilo sie specyficzne budownictwo na tym terenie, gdze domy budowane sa glownie z ‘adobe’ – czyli blotnych blokow. W 2011 roku, trzesienie ziemi o sile 6,2 w skali Richtera nawiedziło srodkowa czesc Boliwii – Trinidad. W zeszlym roku wstrzasy odnotowano z kolei w Santa Cruz de la Sierra, ale na szczescie nie przekroczyly one 5 stopni w skali Richtera.

Grafika, zamieszczona na stronie TVN24 Meteo wyraznie pokazuje, ze zachodnia czesc Boliwii znajduje sie w pasie dosyc duzej aktywnosci sejsmicznej (kolor pomaranczowy), podczas gdy w czesci tropikalnej trzesienia nie powinny byc juz tak bardzo odczuwalne. Niby mnie to uspokoilo, bo mieszkam w Santa Cruz, lecz jak pokazuje mapka zamieszczona ponizej, takie schematyczne wystepowanie trzesien wcale nie jest norma. Moge wiec miec tylko nadzieje, ze Pachamama juz sie uspokoila i pozostanie w spokoju na dlugo!

Fot: TVN24 Meteo

Fot: TVN24 Meteo: Tempo nasuwania się płyt tektonicznych jest różne na północy i na południu Rowu Atakamskeigo. Czerwony kolor oznacza najwyższe zagrożenie sejsmiczme, jasnozielony – najmniejsze.

***

Tuesday’s massive earthquake in Chile is the result of the same mechanism that caused the strongest of recorded seismic shock in the history in the same region in 1960. The  both events were caused by the subduction process, or pull one tectonic plate under another. This movement of huge portions of the lithosphere at a speed of up to 8 cm per year also results in other geological changes along the west coast of South America – reports news portal TVN 24 .

Bolivia has been also affected by earthquakes – I’ve experienced twice the ‘anger of Mother Earth’ in Cochabamba in 2012. Cochabambinos as well as residents of La Paz and Oruro also felt recent earthquake in Chile, which thankfully this time did not affect people.

In 1998, the powerful earthquake of 6.8 degrees on the Richter scale had its epicenter in the Department of Cochabamba, destroying 80% of the town of Aiquile. The neighboring towns of Totora and Mizque were also seriously damaged. 84 people died and many more were injured. Such large mortality was caused by specific way of construction in the area, where houses are built mainly of ‘adobe’ – that is, mud blocks. In 2011, an earthquake with a strength of 6.2 on the Richter scale struck central part of Bolivia – Trinidad, and last year the shock was reported in Santa Cruz de la Sierra, but luckily it didn’t exceeded 5 degrees on a Richter’s scale.

The graphic on the website Meteo TVN 24 (above) shows clearly, that the western part of Bolivia is located in the zone of quite large seismic activity (orange color) while the tropical part of the country suppoused to be much tranquil (green colour). This news should be comforting to me, because I live in Santa Cruz, but unfortunately, this schematic of earthquakes is not a norm, as the graphic below shows. Therefore, I can only hope that Pachamama has already calmed down and will stay in peace for a long time!

Seismicity Map of Bolivia - 1900 to March 2012: earthquake.usgs.gov

Seismicity Map of Bolivia – 1900 to March 2012: earthquake.usgs.gov

Superfood – Quinoa

Czy wiedzieliscie, ze rok 2013 zostal oficjalnie nazwany przez ONZ (Organizacja Narodow Zjednoczonych) ‘Miedzynarodowym Rokiem QUINOA’?

Czy wiedzieliscie, ze Boliwia jest drugim po Peru producentem QUINOA na swiecie?

Czy  wiedzieliscie, ze QUINOA zostala uznana za ‘superfood‘, czyli pozywienie o bardzo duzych walorach odzywczych? Wykorzystywana jest miedzy innymi przez NASA do produkcji odzywek dla astronautow.

Czy wiedzieliscie, ze QUINOA jest blisko spokrewniona z pospolicie wystepujaca w Polsce KOMOSA BIALA? Coz, tego to nawet ja nie wiedzialam!

Nasiona QUINOA bogate sa w pelnowartosciowe bialko, zawierajace wszystkie aminokwasy potrzebne czlowiekowi oraz sole mineralne i witaminy. Nie zawieraja natomiast glutenu i maja niski indeks glikemiczny.

_MG_1291

QUINOA uprawiana przez ponad 5 tysiecy lat, byla glownym pokarmem Inkow i Aztekow. Choc przez tysiaclecia uprawiana byla przez kultury andyjskie w surowym klimacie wysokogorskim, dzis prowadzone sa prace nad przystosowaniem ‘komosy ryzowej’ do uprawy w Europie, takze w Polsce.

Prawde mowiac, nie moge sie tego doczekac, poniewaz spopularyzowanie QUINOA na pewno przyczyniloby sie do polepszenia zdrowia milionow ludzi na calym swiecie, ale rowniez spowodowalo spadek cen.

W Europie Zachodniej QUINOA jest juz dostepna w kazdym supermarkecie za stosunkowo niska cene, ale prosze sbie wyobrazic, ze w Boliwii i Peru ceny sa tak wysokie, ze przecietna rodzina nie moze sobie pozwolc na zakup produktu, ktory jeszcze kilkanascie lat temu stanowil podstawowy skladnik ich diety! Wynika to oczywiscie z ogromnego popytu na QUINOA w USA i w Europie. Do dzis Boliwia nie opracowala przepisow dotyczacych wewnetrznego marketingu, a przeciez wystarczyloby uchwalic przepis zobowiazujacy producentow QUINOA do sprzedazy chociazby 10% produktu na rodzimy market, za cene nizsza niz dla krajow wysoko rozwinietych. A moze to wcale nie jest takie proste? Nie wiem, nie znam sie na prawach rynku, tylko tak sobie dywaguje:)

A wiec – z czym TO sie je?

Nasiona QUINOA gotuje sie tak jak ryz – po oplukaniu (zazwyczaj quinoa sprzedawana w sklepie jest juz oczyszczona z gorzkiej powloki, lecz mozna dla pewnosci jaszcze raz ja przeplukac) zalewamy nasiona zimna woda w stosunku 1:2 (pol szkalanki quinoa na 2 osoby i szklanka wody) i gotujemy pod przykryciem na malym ogniu przez okolo 15 minut.

Ugotowana quinoa wyglada jak kielkujace nasionko i ma ‘orzechowy’ posmak, ktory moze byc jeszcze bardziej podkreslony przez uprzednie uprazenie nasion. Quinoa moze z powodzeniem zastapic ryz, kuskus, makaron czy kasze jeczmienna. Aby zaostrzyc jej smak, mozna ja ugotowac z dodatkiem kostki rosolowej.

My sprobowalismy quinoa z nasza potrawka chinska, zastepujac nia ryz.  Pycha! A w dodatku, z kazdym kesem nasz organizm ‘odzywal’!

QUINOA moze miec rozne kolory – za najbardziej wartosciowa uznaje sie czerwona. W Boliwii, oprocz nasion mozna zakupic  quinoa w postaci ‘platkow sniadaniowych’, ktore wygladaja jak ‘ biale nadmuchane kuleczki’. Czesto sa doprawione miodem. W sklepach ze zdrowa zywnoscia mozna rowniez dostac sproszkowana quiona, przeznaczona do przygotowania orzezwiajacych i odzywczych napojow (o smaku orzechow, oczywiscie:).

Polecam sprobowac – kiedy jezeli nie teraz, w ‘Miedzynarodowym Roku Quinoa'”?!

***

Did you know that the year of 2013 has been officially declared by the UN (United Nations) ‘The International Year of Quinoa “?

Did you know that Bolivia is the second producer of QUINOA after Peru in the world?

Did you know that QUINOA is considered a ‘superfood‘ –  the food of a high nutritive value? It is used, among others, by NASA to produce taunts for astronauts.

Did you know that QUINOA is closely related to the commonly occurring in Poland ‘Komosa biala’? Well, I didn’t know that!

QUINOA seeds are rich in wholesome protein, containing all the amino- acids needed for a human body, as well as minerals and vitamins (e.g. E). On the other hand, QUINOA do not contain gluten and have a low glycemic index. Quinoa has also anti-inflamatory benefits.

Since 3000 BC consumption of QUINOA became widespread in the Andes mountains regions of South America and it became the main food of the Incas and the Aztecs. Although it was cultivated by the Andean cultures in the harsh Andean climate, today research is conducted to adapt quinoa to the growing on a large scale in Europe.

To tell the truth, I can’t wait to see this coming because popularization of quinoa will certainly help to improve the health of millions of people around the world, but also will result in lowering its’ price. In Western Europe, quinoa is already available in any supermarket for a relatively low price, but in Bolivia and Peru prices are so high that the average family can not afford to buy the product that has been a basic component of the diet for ever!

This is due, of course, the huge demand for quinoa in the U.S. and Europe. However, it would be enough if Bolivian goverment pass a legislation requiring big farmers to sell at least 10% of the product on the domestic market, for a price lower than in developed countries. Or maybe it is not that simple? To be honest,  I don’t know anything about the laws of the market, I just ‘think out loud’:)

So – how to eat it?

QUINOA seeds can be boiled the same as a rice – after rinsing the seeds with cold water (usually quinoa sold in the store is already cleared of the bitter coating, but to be sure, you can always rise it again), cook it covered, on a low heat for about 15 minutes (1/2 cup of quinoa for 2 persons for 1 cup of water).

Cooked quinoa looks like a sprouting seed and has a ‘nutty’ flavor, which can be even more emphasized if we roast seeds bfore cooking.

Quinoa can easly replace rice, couscous or pasta in our diet. To ‘enrich’ its’ taste a bit more, cook it with a stock cube.

We tried quinoa first time with our Chinese dish, simply replacing rice.  And we felt with every bite that our bodies ‘revive’!

Quinoa can have different colours – red one is said to be the most nutritious. In Bolivia, in addition to seeds you can buy quinoa ‘cereales’, which look like ‘small white inflated balls’. They are often flavored with honey. In health stores you can also get powdered quiona, designated to prepare refreshing and nutritional ‘nutty’ drinks.

I could highly recommend it to try – when if not now –  during the ‘International Year of Quinoa’ ​​”?

_MG_1298

‘Little Paradise’ of Santa Cruz *** Kawalek boliwijskiego raju

Tropikalna Santa Cruz de la Sierra z pozoru moze sie wydawac rajem. Nic bardziej mylnego – zycie w ogromnym, zatloczonym miescie pelnym smogu, kurzu, komarow i innych insektow dalekie jest od sielskiego. Ah, zapomnialam dodac, ze srednia temperatura powietrza (w cieniu) wynosi ponad 30 stopni Celsjusza – co w lecie przeklada sie na 40 z kawalkiem. Przy ponad 60 % wilgotnosci powietrza to mieszanka wybuchowa..  i bardzo klejaca.

Da sie jednak przezyc – w mieszkaniu zawsze chodzimy/siedzimy w bieliznie, w nocy wlaczamy klimatyzacje (trzeba oszczedzac), komary zabijamy lub odstraszamy smarujac sie kremami i podlaczajac specjalne ‘zapachowe’ tabletki do pradu. Zainfestowane jedzenie wyrzucamy, a pojedyncze robale ubijamy w miare mozliwosci – szybkie sa skubance… Mrowki, ktore okazaly sie czyms innym, niemal wyginely po zjedzeniu specjalnego zelu kupionego w amerykanskim sklepie (szkoda tylko, ze go wycofali ze sprzedazy). Przyznam, w walce z ‘natura’pomaga mieszkanie na 8 pietrze (nawet nie chce myslec, co to musi byc na parterze!), ale tutaj dochodzi jeszcze jeden wrog: sasiadka z gory chodzaca po wykafelkowanym mieszkaniu na obcasach… Coz, budynek w ktorym mieszkamy mimo iz ‘mlody’, powoli zaczyna sie sypac, a sciany cienkie jak karton w tym pomagaja. Zreszta widac tutaj fuszerke na fuszerce. Ale nie jest zle – i tak mamy duze szczescie, w postaci basenu, choc to nie nazywa sie szczescie, a ‘pieniadze’.

Nie dziwi wiec, ze mieszkancy Santa Cruz czasem chca sie wyrwac z tego utopionego w sloncu miasta – dokad? Otoz wczoraj – wtorkowy dzien wolny od pracy z niewiadomych powodow – spotkalismy polowe miasta w oddalonym o niecale 15 minut – ‘Biocentro Guembe’. Musze tutaj dodac, ze te bardziej zasobna polowe, poniewaz bilet wstepu do tego kawalka raju wynosi 120 bs. od osoby, a to niemalo. Dlatego tez na kazdym kroku mozna bylo spotkac ‘biale twarze’, a jezykiem dominujacym byl… portugalski.

Spedzenie upalnego dnia w tym miejscu warte jest jednak swojej ceny! Osrodek polozony na 24 hektarach oferuje bowiem rozne atrakcje – oprocz kapieli w wielu ‘naturalnych’ basenach oraz wylegania sie na lezakach lub hamakach z piwem w reku (piwo nie jest wliczone w cene biletu), mozna rowniez poplywac kajakiem po prawdziwym jeziorze, wybrac sie do ‘Mariposario’ – czyli raju dla milosnikow latajacych egzotycznych motyli, ‘Tortugario’ – z zolwiami czy ‘Aviario’ – kawalka dzngli przyslonietej siatka, z wieloma ‘gadajacymi’ papugami. Jest jeszcze ‘Orquideario’ z orchideami, ale te kwitna chyba tylko w pazdzierniku?

DSCN0856

DSCN0841

(Moje spodnie susza sie po kajakach:)

DSCN0830

DSCN0833

(Widok z ‘wiezy’ ‘Avionario’ na okolice Santa Cruz de la Sierra)

Oprocz tego, ‘Guembe’ organizuje przejazdzki karoca zaprzezona w konie do miejsca zwanego ‘Swamp’- ‘Bagno’ (z tego nie skorzystalismy’, ale chetnie wybierzemy sie nastepnym razem na przejazdzke rowerami).

Ale wiecie co bylo najlepsze w ‘Guembe’ i dzieki czemu mozna tam cieszyc sie przyroda i wszystkimi atrakcjami bez zadnych przeszkod? – nie, lunch i napoje nie sa wliczone w cene biletu, ale za to nie ma tam KOMAROW!!!!! A dzien bez komarow jest pieknym dniem:)

Wracajac do rzeczywistosci –  do ‘Guembe’ ludzie wybieraja sie na caly dzien i tak okolo poludnia dopada ich glod. Wnosic jedzenia nie mozna, bo przeszukuja plecaki przy wejsciu (!), trzeba wiec przetrzymac uporczywe burczenie i skorcze zoladka, albo zakupic posilek w jednym z kilku punktow gastronomicznych. Do wyboru mamy – bufet w restauracji za 100 bs. od osoby lub fast (slow) – food za 30-40 bs. Mozna tez oszukac glod piwem za 18 bs., woda czy lodami. My wybralismy fast – food z oczywistych powodow. W koncu, kto chcialby placic 100 bs. za zimny bufet! Nasze burgery tez do cieplych nie nalezaly, ale za polowe ceny najedlismy sie oboje, i jeszcze zapilismy zimnym piwem:) Ah, te 30 minutowa kolejke da sie przezyc!

A potem zostaje tylko wylegiwanie sie w ‘naturalnych’ basenach z lazurowa woda i patrzenie na blekitne niebo usiane bialymi obloczkami:)

DSCN0849

P.S. Calkowity koszt wyprawy jednodniowej do RAJU to ponad 250 bs. (okolo 30€) od osoby:
120 bs. wstep
30 burger
18 piwo
15 woda
60 taksowka (koszt w jedna strone).

Warto zabrac ze soba przyjaciol i podzielic sie kosztami transportu, a przy okazji umilic sobie czas – bo w grupie zawsze razniej!

DSCN0842

***

Tropical city of Santa Cruz de la Sierra may seem like a paradise. However, that couldn’t be any further from the truth – living in a huge, crowded city full of smog, dust, mosquitoes and other insects is far from idyllic. Ah, I forgot to add, with an average air temperature of more than 30 degrees Celsius (in a shade) – which in summer translates into 40 and with more than 60% of humidity, this is an explosive mixture … and very sticky one.

However, one can survive – we always walk around the apartament wearing only underwear and at night turning on the air conditioning. We kill or deter mosquitoes with creams and special plug – in ‘scent’; throw away infested with bugs food and whenever possible, kill those fast-moving monsters… Ants, which proved to be something else, almost all died after eating a special gel that we bought in the American store (recently they stopped selling it so they better won’t come back). I admit, in the fight against the ‘nature’ is better to live on the 8th floor (I do not even want to think what it must be living down there), but here comes another enemy: the top floor neighbor walking on the tiled floors in her heels …

Well, the building in which we live, despite being relatively ‘young’, is slowly starting to fall apart, and the walls thin as cardboard seem to be helping in this process. I don’t even want to go into leaks and mould.
But all in all, it’s not so bad – and we are very lucky that we live in a city centre and can use a big pool (however that isn’t called luck but money).

Not surprisingly, the inhabitants of Santa Cruz sometimes want to get away from the sun drowned city and where do they go? Yesterday – Tuesday day off from work (for unknown reason) – we met half the city in a ‘Biocentro Guembe’ – only 15 min. drive from city centre. This richer half, because an admission to this piece of paradise is 120 bs. per person and that’s quite a lot. Therefore, the place was packed with ‘white faces’ and the dominant language was … Portuguese.

Spending a hot day in this place is however worth the price! The resort is located on 24 acres and filled with many different attractions – besides bathing in many ‘natural’ pools and laying down on the sun loungers or hammocks with beer in hand (beer is not included in the price of the ticket), you can also do kayaking on a real lake, go to ‘Mariposario’ – a paradise for lovers of an exotic butterflies, ‘Tortugario’ – full of turtles or ‘Aviario’ – a piece of jungle covered with a net with many ‘talking’ parrots. There is also an ‘Orquideario’ with orchids, but they probably only bloom in October?
There are also organised rides on horse-drawn carriage to a place called ‘Swamp’ (which we did not try, but we would happily next time go for a bike ride.

But do you know what ‘Guembe’  has to offer so we could enjoy nature and all the activities? – no, lunch and drinks are not included in the fare, but there was NO MOSQUITOES!! And a day without mosquitoes is a good day :)

But back to reality – people go to ‘Guembe’ for a whole day, and so about noon they are strike with hunger. You can’t bring your own food, because they search backpacks at the entrance (!), so you have to choices: to last those persistent rumble and stomach spasms or purchase a meal in one of several dining points. The choice was between – buffet in a restaurant for 100 bs. per person or fast (slow) – food for 30-40 bs. Of course you could also deceive hunger with beer for 18 bs., a cup of water or ice – cream. We chose fast – food for obvious reasons. In the end, who wants to pay 100 bs. for a cold buffet! Our burgers also weren’t too warm, but for half the price we both filled our stomachs, and yet we could enjoy cold beer :) Ah, and this 30 minute queue wasn’t so bad!

And then we could just float in the ‘natural’ pools with azure water, looking at the blue sky dotted with white clouds :)

P.S. The total cost of a one-day trip to PARADISE is about 250 bs.(€ 30) per person:
120 bs. admission
30 burger
18 beer
15 water
60 taxi (the cost of one-way).

It would be better to go there with friends and share the costs of transport and at the same time have more fun – because in the group is always merrier!

Always ‘Coca-Cola’ * Zawsze ‘Coca-Cola’

Jak wspomnialam w poprzednim wpisie, Boliwia jest panstwem ‘koki’ i ‘coli’. Dzis wiecej o ‘Coca – Coli’boliwijskim napoju ‘narodowym’.

Moze trudno w to uwierzyc, ale ‘Cole’ pija tutaj wszyscy (wyjatkow szukac nalezy ze swieca w reku) i wszedzie. Do dzis pamietam zdziwienie rodziny Freddiego, kiedy podczas obiadu poprosilismy o szklanke wody, zamiast musujacej czarnej cieczy. ‘Nie lubicie ‘Coli’??? Nie. Dzis wszyscy nasi goscie wiedza, ze jezeli chca wypic sobie ‘Cole’ do obiadu/kolacji, to musza sobie ja sami przyniesc. Nie zebysmy byli niegoscinni, ale my po prostu gazowanych napojow w domu nie trzymamy (no moze oprocz piwa:)

Ostanio wybralismy sie do calkiem przyjemnej restauracyjki niedaleko naszego apartamentu, na hamburgery. Zapowiadalo sie ciekawie – pomyslowy wystroj, czysto, dobre recenzje w internecie. Przy zamowieniu okazalo sie, ze w cenie jest szklanka napoju. Fajnie:) Wybor: ‘Coca – Cola’, ‘Fanta’, ‘Sprite’ – oczywiscie moglismy sie tego spodziewac. Poprosilismy wiec o 2 szklanki wody niegazowanej zamiast sody, ale zdziwiony kelner powiedzial, ze nie mozna zamienic, a jezeli chcemy pic wode, musimy za nia dodatkowo zaplacic. Coz, zgredy jestesmy, wiec postanowilismy na wode poczekac az wrocimy do domu. Zamowilismy jednak  ‘Cole’. A co, w koncu jest w cenie, wiec moze sobie postac na stole, az do czasu gdy skonczylismy jesc nasze burgery, po czym zaplacilismy i wyszlismy nie zostawiajac napiwku.

Znow, nie zebysmy byli wredni – po prostu napiwek wedlug nas nalezy sie za WYJATKOWA obsluge. Dodam tylko, ze nawet poczciwy ‘McDonalds’ czy ‘Burger King’, w ktorych zdazalo nam sie stolowac w sytulacjach kryzysowych, zawsze zamienialy nam napoje gazowane na wode czy nawet sok pomaranczowy. Ot tak, bez problemu, klient nasz pan, woda pitna powinna byc dostepna kazdemu i wszedzie.

Nieelastyczne praktyki niektorych tutejszych restauracji dziwia tym badziej, ze woda zazwyczaj jest tansza niz napoje gazowane, a w dodatku w Boliwii butelkowana jest ona wlasnie przez ‘Coca- Cola Company’! Az nie chce myslec o tym, co bedzie jak zabraknie nam wody butelkowanej – czy wszyscy bedziemy zmuszeni pic ‘Coca – Cole’?

Tak sie rospisalam o piciu, a mialam pisac o czyms innym!

Przegladajac zdjecia, zrobione przez mame Freddiego podczas wycieczki do Cotoki (niedaleko Santa Cruz), natafilam na taki oto rodzynek:

IMG_9850 (2)

Nie wiem, jak moglam to przeoczyc podczas naszej wycieczki do tego miasteczka, widocznie bylam bardziej zaoferowana bazarem i leniwcem, niz znakami drogowymi:)

Tak, te w Cotoce sa sponsorowane wlasnie przez ‘Coca-Cole’. Sponsorowanie znakow przez rozne firmy, jak niegdysiejszy ‘Aero Sur’, jest praktyka powszechnie spotykana w Boliwii, ale to mnie zaskoczylo totalnie. Dlaczego? Polityka zagraniczna Boliwii jest bowiem od kilku lat raczej antyamerykanska, tak przynajmniej sie slyszy i czyta, poniewaz ja zadnych negatywnych nastrojow tutaj nie zauwazylam.

Jak widac, slychac i smakowac – bardzo ceni sie tutaj rowniez ‘Coca – Cole’, zapewne ze wzgledu na nazwe i propagowanie koki, ktora jest dla Boliwii bardzo istotna roslina uprawna, a jej lisc nieoficjalnym symbolem panstwowym, ktory mozna kupic w postaci breloczkow i innych pamiatek.

Boliwijczycy koke uwielbiaja – podobno zucie lisci pomaga pozbyc sie objawow choroby wysokosciowej, lokomocyjnej, pozbyc sie uczucia glodu oraz zmeczenia:) Prawde mowiec nie probowalam, bo podobno przebarwia zeby, ale bardzo lubie pic koke w postaci herbatki ‘mate de coca’:) Te polecam zawsze  – na goraco lub na zimno! Najlepiej smakuje bez dodatku cukru.

P.S. Znak firmowy ‘Coca – Coli’ wiaze sie Boliwijczykom nie tylko z napojami gazowanymi, woda butelkowana czy znakami drogowymi w Cotoce, ale rowniez ze Swietami Bozego Narodzenia! Firma sponsoruje bowiem dekoracje uliczne w postaci wielkich dmuchanych butelek ‘Coli’, rozswietlonych drzewek swiatecznych zwieczonych logiem ‘Coca – Coli’, czy dekoracji ‘przestrzennych’ na placach, w postaci czerwono bialych ogromnych lizakow, Swietego Mikolaja z butelka w reku, czy wreszcie wielkiego bialego niedzwiedzia znanego nam z reklamy.

Tutaj Swieta zupelnie sie ‘zcocalizowaly’.

***

As I mentioned in a previous post, Bolivia is a country of ‘coca’ and ‘cola’. Today I would like to say more about ‘Coca – Cola’ – Bolivias’ ‘national’ drink.

It may be hard to believe, but everybody here drink ‘Coke’ (you can search for exceptions ‘with a candle in your hand’). I still remember how surprised was Freddy’s family when at the dinner table we asked for a glass of water instead of sparkling black liquid. ‘You don’t like’ Coke’??? Nope. As for today, all our guests know, that if they want to drink ‘Coke’ with their lunch / dinner, they must bring it themselves. No, we are not inhospitable, but we just don’t keep sparkling drinks at home (well, maybe except for beer:)

Recently we went to a quite nice little restaurant near our apartment, to eat ‘home made’ burgers. At first we liked it – interesting decor, clean, good reviews in the internet. While ordering, it turned out that drink is included in a price. Selection: “Coca – Cola ” ‘Fanta ‘ and ‘ Sprite ‘. So, we asked for two glasses of still water instead of soda, but surprised looking waiter said that we cannot change it and if we want to drink water we would have to pay for it extra. Well, we are not greedy but we decided to wait until we get home to drink our water. We also ordered ‘Coke’ – in the end we payed for it, so it can ‘sit’ on the table while were’re eating burgers. At the end, we payed our bill and didn’t leave any tip.

Again, we are not mean people – we jus think that a tip should be given for an exceptional service. I will only add that even ‘McDonald’s and ‘Burger King’ back in Ireland, where we happened to dine in crisis situations, always had changed our soda drinks for a water or even an orange juice. Just like that, no problem, the customer is a king, drinking water should be available to everyone and everywhere.

Inflexible practices of some of the local restaurants surprise me more, especially considering that water is generally cheaper than fizzy drinks and in addition, in Bolivia water is bottled by ‘in – famous’ ‘Coca – Cola Company‘! I don’t want to think what it would be like if we run out of bottled water – will we all be forced to drink ‘Coca – Cola’?

Damn, I am writting and writting about drinking when I wanted to write about something else!

When Freddy’s parents went to Cotoca, they took a picture of a street signs sponsored by… Coca-Cola! I do not know how I could miss that during our trip to this town, apparently I was interested more in Sunday’s market and a sloth than the street signs :)

Yep, these in Cotoca are sponsored by ‘Coca-Cola’. Sponsorship of the signs by various companies, as a former Bolivian aerline ‘Aero Sur’, is a practice commonly found in Bolivia, but this totally surprised me. Why? Bolivia’s foreign policy during last couple of years is rather anti-American or at least that’s what can be heard and read, because I didn’t notice negative mood towards USA.

As one can see, hear and taste – American ‘Coca – Cola Company’ is also greatly appreciated here. Why? While trying to find an answer to that question, I thought that probably it’s because of the name and the promotion of coca – which is a very important plant cultivated in Bolivia. Its leaf is an unofficial symbol of the state, which can be bought in the form of key chains and other tourist souvenirs.

Bolivians worship coca plant – apparently chewing the leaves helps to get rid of the symptoms of altitude sickness, motion sickness or even hunger and fatigue:) I have not tried this remedy, because I heard coca leaves could discolored teeth, but I really like to drink coca tea (mate de coca)! Always recommended –  hot or cold! Best served with no added sugar.

P.S. Bolivians associate “Coca – Cola’ trademark not only with soda, bottled water and road signs in Cotoca but also with Christmas! The company sponsors the street decorations as a big balloons in the form of bottles of ‘Coke’, huge sparkling Christmas Trees crowned with ‘Coca – Cola’ logo or city plazas’ decorations in the form of red and white huge lollipops, Santa Claus with a bottle in his hand, and finally the great white bear known from advertisement.

Completly Cocalised’ Christmas.

Laguna Alalay

Jezioro, o spiewnej nazwie ‘Alalay’ Cochabambie, zajmuje obszar okolo 2.5 km2. Niestety ten wysokogorski (2.686 m.n.p.m) zbiornik slodkowodny nie przypomina krystalicznie czystego jeziora – przez niemal caly rok pokryty jest bowiem brunatnozoltymi glonami i porosniety trzcina.

Na szczescie, wladze miasta podejmuja sporadyczne akcje oczyszczania Laguny Alalay, wiec moze w przyszlosci zamieni sie ona w naturalne kapielisko? Marzenia, marzeniami, ale dla Boliwijczykow odcietych od morza, utraconego na rzecz Chile w Wojnie o Pacyfik, byloby to cos naprawde wspanialego:)

Na razie jednak, jest to przyjemne miejsce na niedzielny spacer i przejazdzke rowerem (kto takowy posiada), bowiem wokol jeziora utworzono sciezke rowerowa i drozke dla pieszych. Co prawda, nie jest to najbezpieczniejsze miejsce – wokol bowiem paletaja sie bezdomne psy oraz ‘cleferos’ (narkomani), najlepiej jest wiec wypoczywac przy Lagunie Alalay w wiekszej grupie.

_MG_1011 _MG_1019 _MG_1027 _MG_1035 _MG_1042 _MG_1003 _MG_1038 _MG_1007 _MG_1045

***

The lake of melodious name ‘Alalay’, located in the center of Cochabamba, has approximately 2.5 km2. Unfortunately, this high-altitude (2.686m) freshwater reservoir is not like a crystal clear mountain lake and for almost the whole year being covered with brownish algae and overgrown reeds.

Thankfully, the city authorities occasionally clean up the lagoon, so maybe in the future it will turn into a natural swimming pool? Dreams, dreams, but for Bolivians cut off from the seaside, lost to  Chile in the War of the Pacific, it would be something really magnificent :)

However today, this is an ideal spot for a Sunday walk or bicycle, as a special pedestrial and cycling routes were created around the lake. However, the lake is better enjoyed with a group of people as the area isn’t very safe – there are many homeless dogs and ‘cleferos’ around.