Learning Spanish in Bolivia *** Nauka hiszpanskiego w Boliwii

Kiedy dwa lata temu przybylam do Boliwii, umialam mowic troche po wlosku, myslalam wiec, ze hiszpanski zalapie w mig! Z doswiadczenia wiedzialam rowniez, ze najlepszym sposobem nauki nowego jezyka jest mieszkanie w kraju, w ktorym uzywa sie go na codzien. Niestety, przez pierwsze dwa miesiace nie moglam pogadac sobie z ani z nowa rodzina, ani z nowymi znajomymi, ktorzy nie rozumieli mojej ‘wloszczyzny’. Prawdziwy przelom nastapil kiedy rozpoczelam prywatne lekcje hiszpanskiego, choc szczerze mowiac, uzywac jezyka zaczelam dopiero po nastepnych dwoch miesiacach! Tak sie sklada, ze poliglota to ja  nie jestem i potrzebuje duzo czasu, praktyki i odwagi, zanim zaczne z siebie wydawac obco brzmiace dzwieki.

Wkrotce potem przenieslismy sie do innego miasta, gdzie nie bylam juz w stanie placic za lekcje. Pozostalo mi wiec wziac sie w garsc i studiowac samemu z ksiazek, co okazalo sie piekielnie trudnym zadaniem! Koniec koncow, moge za pomoca mojego ‘lamanego’ hiszpanskiego komunikowac sie ze sprzedawczynia w sklepie czy na bazarze, a nawet rozmawiac z moimi studentami czy oplacic rachunki w banku. A hiszpansko-jezyczna wersje mojego zyciorysu opanowalam do perfekcji rozmawiajac z taksowkarzami, ktorzy za kazdym razem pytaja: skad jestem? i co tutaj robie? Prawda jest jednak taka, ze moj hiszpanski pozostawia wiele do zyczenia, a jedynym efektywnym sposobem na jego poprawe jest systematyczna i uporzadkowana nauka.

Jak mowia, Boliwia jest jednym z najlepszych miejsc (poza Hiszpania oczywiscie) na szlifowanie jezyka Cervantesa. Dlaczego? Najwyrazniej Boliwijczycy do dzis uzywaja tradycyjnej formy castellano, w przeciwieństwie do Argentynczykow, a nawet Czilijczykow. Pewnie mozna by sie spierac w tej kwestii, ale ja osobiscie bardzo lubie dzwiek boliwijskiego hiszpanskiego.  Oczywiscie, Boliwia jest krajem bardzo zroznicowanym etnicznie i akcent oraz slownictwo roznia sie w zaleznosci od wplywow jezykow Indian Aymara, Quechua czy Guarani, ale od czegos trzeba przeciez zaczac!

  • Szkoly jezykowe mozna znalezc w kazdym wiekszym miescie, ale najlepszym miejscem wydaje sie byc ulubione przez wszystkich Sucre, gdzie za okolo 400 $ miesiecznie mozna uczestniczyc w kursie jezykowym, mieszkajac u boliwijskiej rodziny i poznajac piekna architekture, historie i tradycje boliwijskiej stolicy. Podobne oferty sa dostepne w La Paz, Cochabambie, a nawet tropikalnej Santa Cruz de la Sierra. Ceny wahaja sie od 250 do 500 dolarow miesiecznie, w zaleznosci od lokalizacji i warunkow mieszkalnych.
  • Jesli nie masz zbyt duzo czasu, a chcialbys podszkolic jezyk przed dalsza podroza po Ameryce Poludniowej – mozesz uczyc sie jezyka w drodze. Prywatne lekcje hiszpanskiego oferowane sa przez niektore hostele, jak np. Hostel Jodanga w Santa Cruz, gdzie stawka zaczyna sie od 7 $ za godzine. Przy odrobinie szczescia mozna przebic te cene, korzystajac z uslug studentow czy mniej doswiadczonych nauczycieli lub wybierajac lekcje grupowe.
  • Dobrym sposobem na podszkolenie jezyka jest rowniez wolontariat przy projektach pomocy lokalnej spolecznosci czy zagrozonych zwierzat (np. Inti Wara Yassi). Niestety wiekszosc organizacji non-profit w Boliwii wymaga od zainteresowanych dobrej znajomości jezyka hiszpanskiego oraz … wsparcia finansowego.
  • Istnieja takze miejsca, jak Hostel Andorina w pieknej Samaipacie, ktore oferuja tymczasowe prace w restauracji, na farmie czy w ogrodzie, w zamian za zakwaterowanie i wyzywienie. Mozna wiec zrobic sobie przerwe w podrozy, popracowac, poobcowac z natura i pogawedzic z tubylcami, podszkalajac jezyk za darmo! Zajrzyj rowniez na workaway.info, aby znalezc wiecej ofert.

Jak juz wspomnialam, dla mnie szkoly jezykowe i prywatne lekcje byly poza zasiegiem. Jako nauczycielka jezyka angielskiego w jednym z instytutow zarabialam raptem 25 bs. na godzine, nie moglam wiec pozwolic sobie na dwukrotnie drozsze lekcje hiszpanskiego! Zaczelam wiec przegladac

  • kursy on-line i w koncu natknelam sie na ‘Lexikeet, ktory opracowuje plan zajec dostosowany do potrzeb i zainteresowan raczej mlodego studenta, a istota programu jest ‘repetitio‘ – systematyczna nauka, zaczynajaca sie od 15 minut dziennie. Cwiczyc jezyk mozesz wszedzie – na przerwie w szkole, na spacerze w parku, w kawiarni lub… w domu. Wszystko czego potrzebujesz to internet i narzedzie – laptop czy smartfon. Pamietaj:

    ‘repetitio est mater studiorum!’ 

    Niestety, kurs ten jest dostepny tylko w jezyku angielskim. Jezeli wiec chcesz dowiedziec sie wiecej na jego temat, zapraszam do kontynuowania angielskiej wersji bloga dostepnej ponizej.

Kurs, ktory moge smialo polecic bardziej doroslym studentom to LANGMaster, majacy w swojej ofercie trzy poziomy zaawansowania. Wazne: dostepny jest rowniez w wersji polskiej! Bardzo podoba mi sie rozplanowanie tego kursu – po odrobieniu cwiczen, zawsze wracamy do klarownego ‘spisu tresci’ (choc niestety bez ‘tresci’;). Aby wrocic do nauki, musimy tylko zalogowac sie w systemie, uzywajac chociazby konta facebookowego i mozemy kontynuowac lub wrocic do materialu, ktory chcemy powtorzyc. Program LANGMaster oferuje rowniez platna opcje, ktora rozszerzona jest o wyjasnienie zagadnien gramatycznych oraz inne materialy pomocnicze. Co prawda, mozna sie bez niej obejsc, ale mysle, ze opcja ta skraca czas, marnowany inaczej na samodzielne wyszukiwanie informacji.

Ja wlasnie zaczelam poziom sredniozaawansowany (choc pewnie powinnam konczyc zaawansowany:) i musze przyznac, ze troche lepiej rozumiem juz te wszystkie czasy! Niestety, nie jestem przykladna studentka i robie za duze przerwy pomiedzy lekcjami a poza tym, nie uzywam hiszpanskich znakow, czasem konczac zadania z zerowa punktacja… Ale nie ma to znaczenia dla przebiegu kursu – mozna go spokojnie kontynuowac, zwracajac baczniejsza uwage na wymowe, konstrukcje gramatyczne czy slownictwo, niz przejmowac sie ‘kreskami’. Zreszta, jak moze zauwazyliscie, polskich znakow tez nie uzywam,  bo mam ustawiona ‘angielska’ klawiature:)

I w koncu, kurs on-line, ktory odkrylam niedawno poszukujac informacji gramatycznych: Study Spanish. Kurs ten jest tylko po angielsku, ale informacje w nim zawarte sa bardzo przystepne. Posiada rowniez sporo cwiczen. Ja na razie zagladam do niego od czasu do czasu, aby zasiegnac konsultacji, ale w planach mam przerobienie go od deski do deski, w ramach powtorki z rozrywki:)

Study Spanish dziala na podobnej zasadzie jak LANGMaster, czyli posiada darmowy kontent (dostepny po registracji) oraz platny, bardziej rozszezony. Wybor nalezy do ciebie.

Vamos a estudiar español, chicos?  ¡Vámonos!

***

When I came to Bolivia two years ago, I could speak some Italian, but my Spanish was non existent. I knew from my experience that the best way to learn new language is to live in the country where the specific language is spoken. Needless to say, I could not communicate with my new family, friends and random people for the first two months, until I started my private classes. And to be honest, it took me another 2 months of everyday classes to start speaking! Yeap, I am not a polyglot and I need a lot of time, practise and courage to make a move:)

Soon I moved to another city and wasn’t able to pay for a Spanish classes anymore, so I was left with my books, trying to be my own teacher. And it was hard! I could communicate using ‘broken’ Spanish with the shop keepers and street vendors, I could even speak with my English students, pay the bills in a bank and get around the city by myself, practice ‘the story of my life’ thousands of times with taxi drivers, who always ask: ‘where do you come from?’ and ‘what do you do here?’. But, let’s be honest, I needed to improve my Spanish and the only way I could achieve this was to start some systematic and structured Spanish classes.

There are many options to learn Spanish in Bolivia, which as many say, is one of the best countries besides Spain of course, to do so. Why? Apparently, Bolivians still use quite traditional kind of castellano, as opposed to Argentinians or even Chileans. Is it true? Well, I am sure many people would argue, but I like the sound of Bolivian Spanish the most. Of course, Bolivia is a diverse country and the accent vary from city to city, as well as some vocabulary, depending on Aymara, Quechua or Guarani influence. But hey! You need to start somewhere!

  •  You can find language schools in every bigger Bolivian city. The best place seems to be everybody’s favourite Sucre (eg. Sucre School of Spanish), where you can enroll with the school, staying with Bolivian family and discovering the beautiful architecture and tradition of this historic capital city. But similar offers are available in La Paz, Cochabamba and even tropical Santa Cruz de la Sierra. Prices vary from 250 to 500 $ per month.
  • If you don’t have much time but would like to grasp a bit of the language before going further into South American continent – you can learn Spanish while travelling, taking private classes offered by schools and some hostels (eg. Hostel Jodanga in Santa Cruz). Hourly rate starts from 7$, but sometimes you can make better deal, finding less experienced tutor or taking group classes.
  • You can also volunteer to help local communities or endangered animals (like in Inti Wara Yassi), but  most of the non-profit organisations in Bolivia require good command of Spanish and … substantial financial donation in order to take part in their volunteering projects .
  • However, in some places like beautiful Samaipata, you could do farming and gardening or work in restaurant (check out Hostel Andorina or visit workaway.info site for more), that would cover your living expenses and allow you to grasp or practice your Spanish with local people for free!

As I said at the beginning, for me language schools and private classes were out of reach. As an English teacher, I was earning as much as 25 bs. per hour, so I couldn’t spend double that on classes. That’s when I started to look at

  • online Spanish courses and came acrossLexikeet.

I’ve started with Basic Spanish and I found it way too simple (well, at the end I’ve been studying Spanish for a while now!), but aside from reading, listening and speaking drills, that program consist of, I found supplementary games like ‘Lexis’s Verb Munch’ – verbs review game, which is great tool to review all I’ve learned before. In fact, the program remembers my mistakes and makes me repeat the exercise as long as I get everything right! Yay, I even learnt the ‘vosotros‘ form of the verb that is not in use in Bolivia, but will be useful if I go to Spain:)

The graphics of Lexikeet are clear, simple and not distracting, however a bit infantile, which on the other hand makes it a great learning tool for younger students, who would love the site’s ikons – birds, interacting with the learner during the class.

LexikeetSpanish_VerbMunch

What I like the most about Lexikeet is the fact that it motivates me to study every day, to ensure that I retain what I’ve learnt. If I’ve chose 30 min., it will show me the time I have left to complete my schedule and it will count only the time used on actual learning, so if I make a coffee break, the lesson will pause with me! Program will also send me reminder on my e-mail if I miss the class or show me my progress review – just like a real teacher would!

I would encourage to try Lexikeet to anybody who would like to start learning Spanish, especially children. You could try Lexikeet by signing up for a free trial before upgrading to pay option. And remember:

 repetitio est mater studiorum!

A Spanish on-line course, which I can recommend to more adult students is: LANGMaster, that offers three levels of learning. I really like how it’s arranged – after finishing exercises, you always come back to clear ‘table of contents’ (though unfortunately without a ‘content’;). To go back to the study, you only need to log in to the system, for example, using the Facebook account, and you can continue with the program or repeat some content. LANGMaster has also a pay option, which offers an extended explanation of grammar rules and extra materials. You can do without it, but I think that this option reduces the time otherwise wasted in searching for the information.
I’ve just started an intermediate level (though I should rather be ending the advanced:) and I have to admit, with each class I understand a little better all these tenses! Unfortunately, I am not an exemplary student and sometimes I am having too big gaps between lessons and also, I do not use Spanish characters, therefore sometimes ending tasks with zero points … But it doesn’t matter for my progress – I can continue the course, paying more careful attention to pronunciation, grammatical structures and vocabulary, rather than to worry about all these ‘dashes’​​. Besides, I don’t even use, Polish characters anymore as I have set to ‘English’ keypad :)

And finally, an on-line course, which I have discovered recently seeking grammar information: Study Spanish.  It contains very clear info and also has a lot of exercises. I look into it from time to time for ‘consultation’, but I plan to redoit it in a future for a extra practice. Study Spanish works in a similar way that LANGMaster, having a free content (available after registration) as well as payed one, much more extended ‘. The choice is yours.

Vamos a estudiar español, chicos?  ¡Vámonos!

Bolivian ‘Eiffel Tower’ *** Boliwijska ‘Wieza Eiffla’

90 lat temu zmarł jeden z najbardziej znanych inżynierów i architektów na swiecie – Gustave Eiffel (05 XII 1832 – 27 XII 1923), tworca slynnego projektu Wieży Eiffla, zbudowanej w 1889 w Paryżu i Statuly Wolności w Nowym Jorku z 1886 roku. 

Ktoz by jednak spodziewał sie znaleźć budowle zaprojektowane przez tworce Wiezy Eiffla, w Boliwii ?

Cóż, sama widzialam komiczna kopię Statuly Wolnosci w Santa Cruz, ale aż do wczoraj nie mialam zielonego pojecia o “prawdziwych’ dzielach francuskiego architekta w tym Wielonarodowym kraju. Podczas poszukiwan w ‘przestworzach’ interenetu okazało się, że w calej Ameryce Poludniowej istnieje wiele budowli projektu Eiffela – większość z nich w Chile i Peru, ale także w Meksyku, Argentynie, Puerto Rico oraz w Boliwii.

Jedna z nich stoi dumnie w stolicy La Paz , witając codziennie tysiące turystów oraz miejscowych podroznych. To dzisiejszy Dworzec Autobusowy ‘Estacion de Buses’, zbudowany ze stali. Wiadomo, że jego metalowe elementy zostaly wyprodukowane we Francji, a następnie przetransportowane do Boliwii. Brzmi to niewiarygodnie, prawda?

800px-Terminal_de_Autobuses_(4)

fot. Wikipedia

Konstrukcja metalowa dawnego dworca kolejowego w La Paz zostala sfinansowana przez Spółkę “Bolivia Railway Company“. Budowe dworca w latach 1913-17 nadzorowal konstruktor kataloński Miguel Nogué. Prez przeszklony luk w elewacji glownej mozna zobaczyc przestrzeń wewnętrzną z dwuspadowa metalową rama, podtrzymujaca dach.

lp11

fot. Tranvias de La Paz

Od 1925 roku w budynku miescil sie Urzad  Celny, a w 1980 r. zostal  on przebudowany i dostosowany do potrzeb Dworca Autobusowego. Co roku, 16 listopada ta majestatyczna budowla obchodzi swoje “urodziny”, celebrowane Msza Swieta w glownej nawie dworca.

Muszę przyznać, że nie widzialam tego budynku na własne oczy (do La Paz przylecialam samolotem), więc nie mogę wiele powiedzieć o jego architekturze, ale fasada przypomniala mi Dworzec Atocha (1892) w Madrycie, który został zbudowany w czasach odnowy stylu kutego żelaza przez Alberto de Palacio Elissagne, przy współpracy z Gustavem Eiffelem.

~

Jedną z najbardziej uderzających rzeczy w mieście La Paz jest jego europejska architektura, która dzis często popada w ruinę. Przypomina ona podroznym o bogatej historii kolonialnej Boliwii. Trudno jest jednak ogarnac i uporządkowac to zagmatwane połączenie wielu stylów architektonicznych , które nawarstwialy sie w ciągu prawie dwustu lat boliwijskiej panstwowosci.*

Wzdłuż jednej z reprezentacyjnych ulic La Paz ‘El Prado’, wśród nowszych (ale bardziej zdewastowanych) obiektów możemy zobaczyć prawdziwe klejnot -odrestaurowany palac z XIX wieku (jeden z czterech zachowanych), ze szklanym dachem i witrazami zaprojektowanych przez samego Gustava Eiffela.

La-Paz-61

La-Paz-4

Palac został zbudowany ponad sto lat temu jako rezydencja arystokratycznego rodu, ale dziś mieści się w nim Muzeum Sztuki Współczesnej (Museo de la Arte Contemporanea).

Wikipedia wymienia jeszcze jeden budynek zaprojektowany przez wielkiego inzyniera w La Paz – “Gas works” z 1873 (Fabrica oraz Puente?). Ale nie znalazlam żadnych informacji na jego temat.

~

Największym zaskoczeniem byla dla mnie natomiast informacja, iz smieszna kopia (jak myslalam) Wieży Eiffla, która stoi w innej boliwijskiej stolicy – Sucre, jest w rzeczywistości prawdziwa! Zaprojektowana przez tego samego człowieka, który stworzył paryski pomnik! Co prawda, moja kolezanka Ester cos mi tam wspominala, ale ja na widok zadzerwialej konstrukcji, sluzacej jako plac zabaw dla dzieciakow i romantyczne tlo dla zakochanych miast, jakos nie chcialam w to wierzyc.

IMG_8363

Zelazna struktura”Torre Eiffel”, dzis położona jest w samym sercu Parku Bolivar. Mimo powszechnej opinii (o tak!), wieza ta nie jest replika paryskiej- przeciwnie, jest tak wyjatkowa, jak jej francuska siostra. Boliwijska wieża została zamówiona przez Instituto Médico Sucre jako Obserwatorium Meteorologiczne. Jej konstrukcja metalowa  wyprodukowana zostala we Francji i zlozona w Sucre 1909 roku.

EiffelSucre

Po 16 latach, Torre Eiffel została przeniesiona do Parque Bolivar, z okazji 100-lecia istnienia Republiki Boliwii, gdzie stoi do dzis.

I kto by pomyślał, że te niepozorne dzis miejsca mają taką ciekawą historię? 

Źródła: Torre Eiffel Sucre, Gustave Eiffel (Wikipedia ), Muzeum Sztuki Współczesnej (Laura Itzkowitz* dla Untapped Cities), La Paz Terminal de Buses fotografie starego La Paz ( Tranvias De La Paz ).

Fot. Wikipedia

***

90 years ago died one of the most word famous engineers and architects – Gustave Eiffel (5 December 1832 – 27 December 1923), the best known for the Eiffel Tower, built for the 1889 Universal Exposition in Paris and Statue of Liberty in New York (1886).

But, who would have expected to find a building designed by the same man who created the Eiffel Tower, in Bolivia?

Well,  I’ve seen a poor copy of the Statue of Liberty in Santa Cruz, but until yesterday I didn’t know about ‘real’ works by French architect in this Andean country. After a small research it appears that there are numerous buildings and constructions in South America, made by the genius of Eiffel – most of them in Chile and Peru, but also in Mexico, Argentina, Puerto Rico and in Bolivia.

One of them stands proudly in capital of La Paz, greeting daily thousands of visitors and commuters. It is today’s Bus Station, built of steel. Unfortunately, I couldn’t find much information about this striking building, but it is known that the metal elements of the construction were first produced in France and then transported to Bolivia. Sounds incredible, isn’t it?

The metallic structure that shelters the old Raliway Station in La Paz, financed by ‘Bolivia Raliway Company’, was built between 1913 – 1917. It was in fact designed by Gustave A. Eiffel and built by the Catalan constructor Miguel Nogué.

The original facade allows to see through its glazed arch the interior space with gable roof, highlighting the majestic metal frame brought from Pittsburg.

In 1925 it was used as Customs and in 1980 the property was adapted and remodeled as a Bus Terminal. The Bus Terminal , as we know it today, celebrates its ‘birthday’ on every November 16 th, with a Mass and offering in the central nave.

I must admit, I haven’t seen this building with my own eyes (I came to La Paz by air), so I can’t say much about its architecture,  but the outside with main entrance reminded me of Atocha Train Station (1892) in Madrid, that was built in a times of  a wrought iron renewal style by Alberto de Palacio Elissagne, who collaborated with Gustave Eiffel. So, there is some connection!

~

One of the most striking things about the city of La Paz is its European architecture that’s often crumbling in disrepair. It immediately reminds visitors of Bolivia’s colonial history. Yet, as an outsider looking in, it’s hard to sort through the overwhelming combination of architectural styles that have collided over the course of nearly two hundred years of Bolivian independence.*

Along one of the representative streets of La Paz  ‘El Prado‘, among newer (but more devastated) buildings we could see a real jewel –  a restored 19th-century mansion (only one of four left on the Prado) with a glass roof and stained-glass panels designed by mentioned Gustave Eiffel.

The mansion was built over one hundred years ago as a home for important aristocratic families but today it houses the Museo de Arte Contemporaneo.

Wikipedia lists one more building designed by the great architect in La Paz – ‘Gasworks‘ from 1873 (Puente and Fabrica?). But I haven’t find any information about it.

~

The biggest surprise was for me, however, to find out that this funny little copy (as I thought) of the Eiffel Tower, that stands in other Bolivian capital of Sucre, is in fact a real thing! Designed by the same man who created Parisian monument! To be honest, my friend Ester mention something about it, but I just couldn’t believe that this rusty construction, used as a monkey bars by local kids and a romantic background for loving couples, can be of any importance.

The ‘Torre Eiffel‘, as it’s called here,  is an iron structure, located in the heart of the ‘Bolivar Park‘. On the contrary to what many think (oh yes), this tower isn’t a replica of the Parisian Tower, as they are very different in design, being as unique as its French sister. Tower was ordered by Instituto Médico Sucre to serve as a Meteorological Observatory. It was ‘put together’ from metal structures produced in France and put together one year later in 1909.

After 16 years, the ‘Torre Eiffel’ was moved to ‘Parque Bolívar‘, as a tribute to the 100 years anniversary of the Republic of Bolivia, where it stands til today.

Who would have thought that these places have such an interesting history? (Shame on you, Danu…)

Sources: Torre Eiffel Sucre, Gustave Eiffel (Wikipedia), Museo de Arte Contemporaneo (Laura Itzkowitz* for Untapped Cities) & photographs of old La Paz (Tranvias de La Paz).

_MG_3778

Bolivian Cuisine II *** Kuchnia boliwijska II – ‘La Region de los Valles’

Po kuchni Orientu boliwijskiego, przechodzimy do potraw tradycyjnych dla ‘Region de las Valles’ – czyli terenow polozonych na wysokosci 2000-3000 m n.p.m,  w dolinach tj.: Cochababa, Sucre i Tarija. Te trzy departamenty charakteryzuja sie lagodnym klimatem w ciagu calego roku, doskonalym dla uprawy zboza, kukurydzy oraz roznych warzyw i owocow. Cochabamba slynie na przyklad z jablek i pomidorow, a region Tarija z uprawy winorosli i produkcji wina. Wino produkuje sie rowniez w Samaipacie, ktora lezy w departamencie Santa Cruz. Regiony te zamieszkale sa w wiekszosci przez ludnosc Quechua, wiele potraw ma wiec pochodzenie rodzime, co widoczne jest przede wszystkim w ich nazewnictwie (czasem trudnym do rozszyfrowania).

Cochabamba, uznawana za kulinarna stolice Boliwii, lezy mniej wiecej w samym centrum kraju. Mieszkancy La Llajta, jak sami przyznaja, zyja aby jesc. Widoczne jest to golym okiem – w tym trzecim co do wielkosci miescie Boliwii, jak grzyby po deszczu wyrastaja nowe restauracje, serwujace kuchnie i tradycyjna, i miedzynarodowa. Natomiast na popularnych mercados, mozna najesc sie do woli, za okolo 12 pesos (uwierzcie, nawet nasz portier z Santa Cruz, wspominal o tym fakcie z rozrzewnieniem). Co wiecej, podobno do kazdego dnia przypisane jest inne danie, i tak np. we wtorek wszystkie mercados w miescie serwuja ‘sopa de mani i picante de pollio’. W odroznieniu od Tierras Bajas, poszczegolne potrawy znacznie sie od siebie roznia, sa tez bardziej kolorowe.

Sucre (Chuquisaca), najpiekniejsze miasto Boliwii, slynie przede wszystkim z deserow i przepysznej czekolady, o ktorej juz kiedys pisalam. Nie jest ona najtansza – tabliczka kosztuje ok. 15 bs., ale naprawde bardzo dobra.

Tarija natomiast,  posiada podobno najczystsze Mercado Central w kraju, na ktorym (jak mowia) bez obaw mozna delektowac sie niedrogim jedzeniem, popijajac je jednym z wielu regionalnych win (lub Singani). Nas jeszcze tam nie bylo (troche daleko), ale marzy nam sie weekendowy kurs wina, oferowany przez lokalne winnice.

Oto lista niektorych potraw regionow sub-andyjskich:

  • Llajua: bardzo pikantny sos z locoto, pomidorow i ziolem kilkinii w Cochabambie i wakataya (Huacatay, czarna mieta) w innych miastach regionu. Podawana z kazda potrawa.
  • Ch’aqi de quinua: rosol z quinoa i ziemniakami.
  • Chicharrón de cerdo: kawalki miesa wieprzowego dlugo smazone we wlasnym tluszczu, podawane z bialym serem quesillo (na ktory trzeba uwazac!), kolba bialej kukurydzy, lub mote i la llajua.

IMG_1094

  • Chhanqa de conejo: gotowany zajac lub krolik, doprawiona mieta i zielona cebulka, podawana z fasola, ziemniakami, Chuño (totalnie wysuszone ziemniaki) i locoto.
  • Cuy: Pieczona lub gotowana swinka morska. Czasem zamiast swinki morskiej uzywa sie kurczaka:)

Cuy_Guinea_Pig_Dish_SG

Fot. Wikipedia.

  • Enrollado: kiełbasa wieprzowa z przyprawami, podawane z marynowanymi warzywami (cebula, papryka).
  • Escabeche de patitas de cerdo = marynowane swinskie nogi.
  • Habas pejtu: kawalki suchego miesa, z bialymi ziemniakami, podsmazana cebula i aji (pikantne papryczki).
  • Humitas: pasta z maczki kukurydzianej, gotowana w sakiewkach z lisci kukurydzy, nadziewana serem (w Santa Cruz nazywana tamal).

Humitas_en_chala_tipicas_de_Argentina8

Fot. Wikipedia

  • Jak’alawa: bulion ze skorek wieprzowych, z kukurydza i ziemniakami.
  • Jauri uchu: rosół z mięsa króliczego, wołowiny i baraniny, z ziemniakami, jajkiem, papryczka aji (uchu) i zielona cebulka. Podaje sie tradycyjnie w dniu pogrzebu.
  • K’allu: salatka z grubo krojonych pomidorow, cebuli i locoto.
  • Pique macho: czyli danie z resztek – mieszanka wolowiny lub innego miesa, kielbasek (a raczej parowek), pomidorow, jajek, frytek, locoto (stad nazwa – pikantny). Poany sosem z musztardy, ketchupu i majonezu. Bardzo popularne w barach i pubach, szczegolnie ze wzgledu na ogromne porcje! Danie powstalo w restauracji Miraflores w Cochabambie, ktora przypomina zawsze pelen hangar fabryczny. Restauracja ta jest troche droga, zwazywszy na jej skromny wyglad i serwis.

450px-Pique_macho

Fot. Wikipedia.

  • Pulpito frito: smazony wolowy zoladek z bialymi ziemniakami lub bulionem z nerek.
  • Sillp’anchu (silpancho): cienki kotlet wolowy, smazony w panierce, podawany ze smazonymi ziemniakami, ryzem, jajkiem i salatka z pomidorow, cebuli i locoto. O tym popularnym i smacznym daniu pisalam wczesniej.

contenidos_silpancho600

Fot. Wikipedia.

  • Trancapecho: kanapka z silpancho.
  • Chorizos chuquisaqueños: slynne kielbaski z Sucre, podawane z chlebem, maslem, salatka z salaty, pomidora, cebuli i locoto.
  • Chanfaina: gulasz z krwi i miesa jagniecego, z ziemniakami.
  • Charque – suche kawalki miesa z mote, ziemniakami w lupinach, jajkiem, podane z locoto i llayua.

312890_285520661463576_2045425_n

Fot. Wikipedia.

  • Empanadas y saltenas: pieczone pierozki z miesnym nadzieniem z warzywami. Trzeba na nie uwazac, poniewaz czasem przygotowuje sie je z resztek nieswiezego miesa i duzo osob sie po nich rozchorowalo. Ja za nimi nie przepadam.

800PX-~1

Fot. Wikipedia.

  • Picante de pollo: kawalki kurczaka, gotowane w sosie wlasnym z cebula, colorante (czerwonym barwnikiem i przyprawa w jednym), groszkiem, podawane z ryzem i makaronem. Jedno z moich ulubionych dan – bez makaronu:)

DSCN3112-001

  • Chirriadas: cienkie nalesniki smazone na goracym kamieniu.
  • Sopa de mani: zupa z orzeszkow ziemnych, z ziemniakami, marchewka, makaronem i frytkami. Pycha! Choc mocno rozgotowany makaron i rozmoczone frytki raczej do siebie nie pasuja. Czasem mozna spotkac krem ‘sopa de mani’. Polecam!

sopa da mani

Fot. Wikipedia.

  • Surubi, trucha – ryby rzeczne.
  • Falso conejo – jak sama nazwa wskazuje, zamiast zajaca, uzywa sie w tej potrawie innego miesa, zwykle wolowego.
  • Aji de lengua – jezor wolowy, gotowany w pikantnym sosie wlasnym z cebula, pomidorami, pietruszka, podawany z ryzem i salatka warzywna. Smakuje i pachnie dobrze, ale wygladem nie zacheca, szczegolnie jezeli gotuje sie jezory ze skorka i w calosci…

Desery (postres) i napoje (bebidas):

  • Misk’iq’eta (Arrope): deser z maki kukurydzianej i cukru, jeden ze skladnikow chicha.
  • Chicha cochabambina: napoj alkoholowy uzyskiwany z fermentacji kukurydzy (takie niskoprocentowe piwo kukurydziane). O chicha mozna by pisac dlugo i szeroko, jako ze kazdy region ma wlasnu przepis. Jezeli ktos chce sprobowac, to tylko ze sprawdzonego zrodla, bo to troche jak z naszym rodzimym bimbrem – nigdy nic nie wiadomo. Ja ‘zostalam zmuszona’ do wypicia miseczki na potancowce w Torotoro (taki to juz zwyczaj, ze pani domu czestuje gosci chicha z wiaderka) i po kilku lykach bylo mi juz niedobrze. Slyszalam, ze niekiedy do jej przygotowania uzywa sie brudnej wody, oraz, zeby szybciej fermontowalo, przezutych i wyplutych ziaren kukurydzy. Smacznego!
  • Garapiña: podobna do chicha, ale zmieszana z lodami cynamonowymi, kremem z kokosa i sporadycznie z truskawkami. Chicha nie zawsze jest napojem alkoholowym.
  • Ajenjo: alkohol pity w czasie karnawalu.
  • Mistelas: likier z owocow zanurzonych w alkoholu.
  • Singani: brandy produkowana w okolicach Tarija. Narodowy alkohol Boliwii.
  • Te de canela – herbatka z dlugo gotowanych lasek cynamonu. Pyszna!

Zrodla: www.cocinaboliviana.com, Wikipedia, doswiadczenie wlasne.

***

After the Bolivian Orient cuisine, it’s time for traditional dishes of ” Region de las Valles ‘ – that is, areas located at an altitude of 2000-3000 meters above sea level in the valleys, ie. Cochababa, Sucre and Tarija. These three departments are characterized by a mild climate throughout the year, perfect for growing cereals, corn and various vegetables and fruit. For example, Cochabamba is famous for its apples and tomatoes, and Tarija for vineyards. The wine is also produced in Samaipata, which lies in the department of Santa Cruz. These regions are mostly inhabited by Quechua population, therefore many dishes are of indigenous origin, which is evident primarily in their terminology (sometimes difficult to decipher).

Cochabamba, considered the culinary capital of Bolivia, is located roughly in the center of the country. Residents of La Llajta,  confess that they live to eat. This can be seen with a naked eye – in the third largest city of Bolivia, like mushrooms sprout new restaurants, serving traditional and international cuisine. What’s more, in the popular mercados, you can ‘eat like a pig’ for about 12 pesos (trust me, even our porter from Santa Cruz has recalled this fact with sentiment). Also, different dish is assigned to each day, and so for example, on Tuesday all mercados in the city serve ‘sopa de mani and picante de pollio. In contrast to the Tierras Bajas, traditional dishes of las Valles are significantly different from each other and they are more colorful.

Sucre (Chuquisaca), Bolivia’s most beautiful city , is famous especially for its delicious desserts and chocolate, which I wrote about before. It’s not the cheapest – bar costs about 15 bs., but  it’s worth it.

Tarija, has apparently the cleanest Mercado Central (Central Market) in the country, where (as they say) you don’t need to worry about bacterias enjoying affordable food with a glass of the many regional wines (or Singani). We weren’t there yet, (it’ s a bit far away), but we dream of a weekend’s wine course organised by local wineries.

Here’s a list of some tipical food of sub- Andean region:

Llajua : very spicy sauce made of locoto, tomatoes and herb of kilkinia in Cochabamba and wakataya (Huacatay or black mint) in other cities. Served with each dish.

_MG_4670
■ Ch’aqi de quinua : broth with quinoa and potatoes.
Chicharrón de cerdo : long pieces of pork fried in its own fat, served with white cheese quesillo (be careful!) , a whole white corn or mote and la llajua.

IMG_1099

■ Chhanqa de conejo: cooked bunny or rabbit, seasoned with mint and green onions, served with beans, potatoes, chuño ( totally dehydrated potatos) and locoto.
Cuy : Baked or boiled guinea pig . Sometimes, instead of guinea pigs, chicken is being used :)
■ Enrollado : pork sausage with spices, served with marinated vegetables (onions, peppers).
Escabeche de patitas de cerdo = pickled pig’s feet .
■ Habas pejtu : pieces of dry meat, with white potatoes , fried onions and aji (spicy peppers).
■ Humitas : pasta with corn meal, cooked in pouches from the leaves of corn, stuffed with cheese (in Santa Cruz called tamal) .
■ Jak’alawa : broth with pork skins , with corn and potatoes.
■ Jauri ear : chicken soup with rabbit meat , beef and/or mutton, with potatoes, egg, aji and green onions. Is traditionally eaten on the day of the funeral.
■ K’allu : coarsely chopped salad with tomatoes , onions and locoto .
Pique macho : that is, a dish of leftovers – a mixture of beef or other meats, sausages, tomato , eggs , french fries, locoto (hence the name – spicy). Poured with ketchup, mayo and mustard sauce. Very popular in bars and pubs, because of its big portion. The “Pique Macho” was created by Mr. Honorato Quinones and his wife Evangelina Gomez Quinones, owners of “Restaurante Miraflores” in Cochabamba, that reminds of huge hangar, always full of customers and quite pricey for its look and service.
■ Pulpito frito : fried beef stomach with white potatoes and broth from the kidneys .
Sillp’anchu (silpancho  : thin beef cutlet , fried in batter, served with fried potatoes, rice, egg and salad with tomatoes, onions and locoto . I wrote about it earlier.
■ Trancapecho : silpancho sandwich.
Chorizos chuquisaqueños : famous sausages  from Sucre served with bread, butter, salad with lettuce, tomato, onion and locoto.
■ Chanfaina :stew of lamb blood  and meat  with potatoes.
Empanadas y Saltenas : baked dumplings stuffed with meat and vegetables. One needs to watch out, because sometimes they are prepared from the remaining, old meat and a lot of people got sick after eating them. I do not like them myself.
Picante de pollo : chicken pieces cooked in gravy with onions, colorante (red dye and flavoring in one) , peas , served with rice and noodles  One of my favorite dishes – without the pasta:)
■ Chirriadas : thin pancakes fried on a hot stone.
Sopa de mani : soup made with crushed peanuts, with potatoes, carrots, pasta and french fries. Yum! Although I don’t like overcooked pasta and soggy fries. Sometimes you can taste cream of ‘sopa de mani’ . Recommended!
■ Surubi , trucha – river fish .
■ Falso Conejo – as the name suggests , instead of the rabbit , they use different meat, usually beef .
Aji de lengua – beef tongue, cooked in a spicy gravy with onions, tomatoes, parsley, served with rice and vegetable salad. Tastes and smells good, but its look  isn’t very appetizing, especially if it’s cooked whole and with the skin…

Desserts (postres) and drinks (bebidas):

■ Misk’iq’eta (Arrope) : dessert with corn flour and sugar, one of the ingredients of chicha.
Chicha cochabambina : alcoholic beverage obtained from the fermentation of corn (maize beer) . I could write long and wide about it , as every region has its own recipe. If someone wants to try it , it’s reccomended to get it from a trusted source, because it’s a bit like our Polish ‘bimber’ – you never know what it is . Once, I ‘was forced’ to drink the cup of chicha at the party in Torotoro (it is a tradition, that the lady of the house treats visitors with chicha from the bucket), and after a few sips I was already sick. I’ve heard that sometimes it’s produced with dirty water and for faster fermontation, the corn is chewed and split in a mix . Enjoy!
■ Garapin : similar to chicha, but mixed with cinnamon ice-cream, cream of coconut and occasionally with strawberries. Chicha is not always an alcoholic beverage .
■ Ajenjo : alcohol drunk during the carnival .
■ Mistelas : a liqueur with fruit dipped in alcohol.
■ Singani – brandy produced in Tarija . National beverage of Bolivia.

  • Te de canela – ‘tea’ made by boiling cinnamon sticks. Love it!

Sources:  www.cocinaboliviana.com, Wikipedia, own experience.

‘Tea Time’

Do Boliwii przyszla zima – ktora szczegolnie daje sie nam we wznaki w normalnie upalenej Santa Cruz. Temperatura utrzymuje sie okolo 20 stopni C w dzien, ale przy wilgotnosci powietrza powyzej 70% wydaje sie, ze jest duzo zimniej. A moze po prostu przyzwyczailismy sie do temperatur powyzej 30 stopni? Przeraza mnie troszke wizja powrotu na Stary Kontynent, pod wzgledem pogodowym oczywiscie:)

Temperatury zimowe wplynely bardzo na nasze zycie – w  nocy spimy pod kocem i kurtkami, ubrani w spodnie, swetry i skarpetki; nie plywamy od jakiegos czasu w basenie,  nie wypijamy juz hektolitrow wody z lodem i nie pocimy sie przez 24 godziny na dobe:)

Niezastapionym remedium na chlody stala sie goraca herbata!

_MG_3136

Boliwia oduczyla mnie picia herbaty po ‘irlandzku’ – bardzo mocnej, niemal czarnej i zawsze z dodatkiem mleka. Tutaj takiej herbaty po prostu nie ma. Musialam wiec zastapic moj ulubiony napoj czyms miejscowym i na szczescie nie szukalam zbyt dlugo, bowiem od razu przypadla mi do gustu czarna herbata ‘Windsor’ z cynamonem i gozdzikami. ”Windsor’ to bodajze najpopularniejsza marka herbat w Boliwii, o szerokim asortymencie. Z herbatek ziolowych niezastapiana jest oczywiscie ‘koka’ i ‘anyzowka’ – dzialajace zbawiennie na ukladpokarmowy. Trudniej natomiast jest tutaj znalezc dobra herbatke mietowa…

W Santa Cruz, gdzie osiedlilo sie wielu Chinczykow, znalezlismy za to najpyszniejsza zielona herbate. Przy okazji dowiedzielismy sie, ze za najlepsza trzeba placic grube pieniadze, ale nam wystarczyla ta kupiona w supermarkecie za okolo €3 – z dodatkiem kwiatu jasminu.

Ostatnio na bazarku zas przebojem staly sie ‘jamajskie kwiaty’ – czyli po prostu kwiaty hibiskusa, ktore kupujemy na sztuki (5 za 10bs.) – a w domu przyzadzamy z nich cudnie aromatyczna, lekko kwaskowata, krwistoczerwona herbatke – podobno niesamowity antyoksydant.

_MG_3145

A co do herbatki?

Nie ma to jak ‘Ciasteczka Freddiego’! Domowej roboty – kruche, lekko waniliowe i z duza iloscia najlepszej ciemnej czekolady ‘Para Ti’ z Sucre. Najsmaczniejsze sa zaraz po wystygnieciu, kiedy czekolada znajduje sie w stanie pol-plynnym:).

_MG_3450

***

Winter came to Bolivia and although the temperature remains above 20 degrees C during the day, with the humidity above 70% it feels a lot colder. Or maybe we just got used to temperatures over 30 degrees? I am scared a bit about coming back to Europe, in terms of weather, of course :)

Winter temperatures affected of our lives a lot – at night we sleep under the blanket covered with our jackets, wearing pants, sweaters and socks. We stopped swimming in the pool some time ago, don’t drink hectoliters of water with ice as we no longer sweat for 24 hours a day: )

And when cold – there is nothing better than a cup of hot tea!

In Bolivia I quit drinking ‘Irish’ style tea – very strong (almost black) and always with milk. Here the tea is different. So I had to replace my favorite drink with something local and luckily I wasn’t looking for it too long, because I immediately fell in love with black tea ‘Windsor’ with cinnamon and cloves. ” Windsor ‘is probably the most popular brand of tea in Bolivia and offers a wide range of products. From herbal teas we drink ‘coka‘ and ‘anis‘ – great for digestion problems. I only miss a good mint tea…

In Santa Cruz, where many Chinese people live, we found the best green tea. We also learned that for the best chineese tea you have to pay a lot of money, but for us was enough the one we bought at the supermarket for about € 3 – with the addition of jasmine flower.

Winter is probably a season for ‘Jamaican flowers’ (Hibiscus) that are sold on every street fruit stand. We buy them by the piece – 5 for 10 bs.  and at home we prepare a wonderfully aromatic, slightly sour, bloody-red tea – apparently great antioxidant.

And what we serve with tea?

There is nothing like ‘Freddy’s Cookies’! Homemade – crisp, light, with a slight vanilla scent and with a lot of the best dark chocolate from ‘Para Ti’ of Sucre. The best are eaten when the chocolate is hard on outside and melted inside :)

_MG_3476

Sucre IV – Niespodzianki blizsze i dalsze *** Closer and Farther Surprises

Wracajac ze zwiedzania atrakcji turystycznych miasta, spacerowalam po rynku starajac sie zabic troszke czasu, ktory mi pozostal do obiadu ze znajomymi. Przechodzac obok jakiegos urzedu, postanowilam wejsc do srodka i zapytac, czy moge pozwiedzac i zrobic zdjecie ogromnego witraza, ktory przyciagnal moja uwage. Ku mojemu zdziwieniu, pan straznik nie mial nic przeciwko, a nawet wiecej – zaprowadzil mnie na gore, gdzie moglam sfotografowac wieze jakiegos kosciola!

Przyznam, ze bylam z siebie bardzo zadowolona, nie tylko z uwagi na to, ze udalo mi sie zwiedzic miejsce, ktorego nie bylo na mapie, ale dlatego, ze potrafilam bez wiekszych problemow poprowadzic konwersacje w jezyku hiszpanskim! Tak – po 2 miesiacach intensywnej nauki moge poslugiwac sie nowym jezykiem – co prawda pokaleczonym, ale najwazniejsze, ze sie dogadam:)

Tak przy okazji zauwazylam niestety, ze wraz ze wzrostem znajomosci hiszpanskiego, zanikly moje zdolnosci porozumiewania sie po wlosku, no ale coz – cos za cos……

Idac za ciosem, weszlam w kolejna brame, by tym razem znalesc sie na przestronnym oszklonym dziedzincu, z blyszczaca posadzka przypominajaca tafle wody. Po chwili zblizyl sie do mnie pan, pytajac w czym moze mi pomoc. Zapytalam wiec, co to za miejsce i czy moge popstrykac troche zdjec, po czym dowiedialam sie, ze kiedys w budynku miescil sie bank, a obecnie nalezy on do uniwersytetu. Po opowiedzeniu milemu panu skroconej wersji mojego zyciorysu, dostalam wolna reke na sfotografowanie obiektu:) Piekne to miejsce, nieprawdaz?

Po chwili stalam zas w bramie budynku rzadowego, z ktorego zostalam odprawiona z kwitkiem dzien wczesniej, pytajac o zgode na krotkie zwiedzanie. Magiczny musial byc to dzien (badz moj lamany hiszpanski tym razem brzmial bardziej przekonywujaco), bowiem pan straznik powiedzial, ze tak! Moglam wiec wejsc do srodka, na dziedziniec i porobic zdjecia. Na zakonczenie dowiedzialam sie, ze w przeciagu kilku tygodni dostepny bedzie dla zwiedzajacych dach budynku, z ktorego bedzie mozna podziwiac panorame miasta. Bede o tym pamietac przy nastepnej wizycie:)

Innym razem, spacerujac po bocznych uliczkach Sucre, weszlam w brame budynku, ktory okazal sie byc Wydzialem Prawa – i oto przede mna widnial niemal zupelnie pusty i ogromny dziedziniec – miejsce nie tylko piekne, ale przede wszystkim zupelnie odciete od gwaru miasta.

Ostatniego dnia mialam szczescie wybrac sie na wycieczke, zorganizowana na zakonczenie konferencji lingwistycznej, przez studentow uniwersytetu w Sucre, ktora zaoszczedzila mi duzo czasu i pieniedzy (placilam wstepy dla miejscowych, nie dla gringos), ale takze dala mozliwosc spedzenia czasu w gronie przyjaciol. Chociaz jak sie pozniej okazalo – moj zapal do robienia zdjec wyalienowal mnie z grupy przez wiekszosc czasu.

Najpierw udalismy sie do ‘Glorietty‘ –  polozonego za miastem zamku, bedacego spadkiem po czasach wielkiego bogactwa i swietnoci miasta ery republikanskiej. Dzis budowla ta miesci sie w obrebie szkoly kadetow, ale dostep do niej jest dosyc swobodny.

Pamietacie ‘ Palacio Portales’ w Cochabambie? Otoz, Trip Advisor pisze o nim, jako ‘bezgustnym polaczeniu stylow architektonicznych’. Nie zgadzam sie zupelnie z ta opinia, mysle takze, ze autorzy tego komentarza nie widzieli ‘Glorietty’ – ktora jest najdziwniejsza budowla, jaka przyszlo mi kiedykolwiek ogladac. Meskla gotyku, renestansu, baroku, klasycyzmu i elementow architektury arabskiej w ogromnej skali. Jedna czesc budynku przypomniala mi nawet koszary w Kwidzynie – na szczescie owe nie posiadaja dodatku w postaci minaretu, gorujacego nad caloscia.

Tak pastwie sie nad gustem dawnych wlascicieli, a musze wspomniec, ze ich historia jest dosyc ciekawa. Malzenstwo Francisca Argandoña i Clotildy Urioste, ktore wzbogacilo sie na kopalni srebra, zalozylo wlasny bank oraz przejechalo niemal cala Europe (Francisco zostal nawet ambasadorem Boliwii we Francji), spotykajac sie z wybitnosciami owczesnego swiata i przenoszac Oswiecone idee na grunt boliwijski. Jedno trzeba im przyznac – wycieczka w ich posiadlosci, to jak przekrojowa lekcja z zakresu historii architektury i historii stosunkow politycznych XIX wieku.

Ciekawostka jest to, ze Francisco i Clotilda zostali uznani oficjalna bulla papieska za jedyna pare ksiazeca w historii Boliwii. Poniewaz nie mieli wlasanych dzieci – utworzyli w poblizu zamku sierociniec opiekujacy sie ponad setka dzieci. Na pamiatke ich dobrego serca, mozemy ogladac dzis pomnik, postawiony tuz przed glownym wejciem do zamku (ciekawe, ze jest na nim przedstawiony jedynie Francisco).

Przyznaje jednak, ze ta eklektyczna budowla zaskakuje swoim niezwykle ‘fotogenicznym’ wnetrzem – ktore zaspokoiloby kilkadziesiat sesji fotograficznych, szczegolnie w klimacie ‘couture’.

*

Po drugiej stronie miasta ulokowana jest fabryka cementu.

Nie byloby w tym jednak nic ciekawego, gdyby nie fakt, ze odnaleziono na jej terenie slady dinosaurow, ktore dzis mozna ogladac w specjalnie na te okazje wybudowanym ‘Parco Creatico’. Wspaniale miejsce dla dzieci, ktore moga do woli dotykac ‘zywych rozmiarow’ figury wielkich jaszczurow. Same slady, widoczne na pionowej scianie jedynie przez lunete (lub dobry zoom:) nie robia wielkiego wrazenia, chyba ze jest sie paleontologiem. Mnie bardziej podbal sie szkielet dinozaura, wystawiony w jednej z sal muzeum.  Najbardziej oblezony byl zas sklepik z pamiatkami, w ktorym rowniez ja zakupilam pocztowki.

I to by bylo na tyle z Sucre – miasta o wielkiej historii i wspanialej architekturze, niezwyklym rekodziele, przemilych straznikow, zamknietych kosciolow, przepiekniej w swej brzydocie Glorietty i dinozaurow. Jest to jedno z tych miejsc, do ktorych chce sie wracac – w koncu jest tam tyle jeszcze do zobaczenia – blizej i dalej!

***

Returning from visiting tourist attractions, I was walking through the market place, trying to kill a little time, which I I had left to the lunch with friends. Passing next to some office, I decided to enter its gate and ask if I can get a quick peak and take some pictures of a huge stained-glass window, which attracted my attention. To my surprise, Mr. Guard had nothing against it, and even more – he took me upstairs, where I could take a picture of some tower!

I must admit that I was very pleased with myself, not only due to the fact that I managed to visit this place, which was not on the map, but because I could without major problems lead the conversation in Spanish! Yes – after 2 months of intensive studies I am able to use the new language – quite broken, but most importantly, understandable :)

Unfortunately I’ve also noticed that with increasing knowledge of Spanish, my ability to communicate in Italian is disappearing, but well – something for something…

Following up, I decided to enter another gate, to find myself this time in the spacious glass-enclosed courtyard, with a glossy floor, resembling water pool. After a while some man came up to me, asking what he can help me with. So, I asked, what is this place and if I can take some pictures. I found out that the building once housed a bank, and now it belongs to the university and after telling him a short version of my resume, I got a free hand to photograph the object :)

After a while I stood in the gate of a government building, to which I was denied an access the day before, asking for permission to enter. It had to be magical day (or my broken Spanish this time sounded more convincing), because the guard said – yes! So I could enter the mansion and its courtyard to take pictures. Leaving, I found out that within a few weeks the building’s roof will be available for visitors, from where they would be able to admire the panorama of the city. I will remember that for my next visit :)

Another time, walking around the side streets of Sucre, I entered the gate of the building, which turned out to be the Faculty of Law – and here in front of me was almost completely empty and huge courtyard – a place not only beautiful, but also cut off from the bustle of city life.

On the last day, I was lucky to take a trip organized by the students of the University of Sucre, which saved me a lot of time and money (I paid admission for locals, not for gringos), but also the opportunity to spend time with friends. However, as it turned out – my enthusiasm for taking pictures alienated me from a group for most of the time.

First, we went to ‘Glorietta’ – a castle located outside the city that is a legacy of the great wealth of Republican era. Today this building is located within the cadet school, but access to it is quite easy.

Do you remember ‘Palacio Portales’ in Cochabamba (https://boliviainmyeyes.wordpress.com/2012/05/10/palacio-portales-39/)? Well, Trip Advisor writes about it as ‘kitschy’ combination of architectural styles”. I totally disagree with this opinion. I also think, that the authors have not seen ‘Castillo Glorietta’ – which is the strangest building that I’ve ever seen. Blend of Gothic, Renaissance, Baroque, Classical and Arabic architecture in a large scale. One part of the building reminded me even of barracks in Kwidzyn – fortunately these do not possess the additions the form of a minaret…

Ok, I might laugh at the taste of the former owners but I have to mention that their story is quite interesting. Marriage of Francisco Argandoña and Clotilda Urioste, became rich thanks to the silver mines; they set up their own bank, travel across Europe (Francisco was the ambassador of Bolivia in France), met the contemporary celebrities and brought back the enlightened ideas to Bolivians. There are some positives in this place – one trip to the castle is like a cross-sectional lesson of the art, architecture and history of political relations in the XIX century.

It’s also interesting that Francisco and Clotilda were considered by an official papal bulla the only royalty in the history of Bolivia. Also, because they didn’t have their own children – they built near the castle an orphanage, taking care for over 100 children. In memory of their good hearts, the statue was erected just before the main entrance to the castle (interestingly it depicts only Francisco).

I must say that this eclectic building has very surprisingly ‘photogenic’ interior – which would satisfy tens of fashion photo shoots, especially in a atmosphere of ‘couture‘.

On the other side of the city, the cement factory is located. There would be nothing interesting, if not for the fact that in this place were found footsteps of dinosaurs, which today can be viewed in a specially built for the occasion, ‘Parco Creatico’.

This is a great place for kids, who can touch ‘life size’ figures of those gigantic lizards. Foot marks, visible on the vertical wall only through a telescope (or with a good zoom :) are not very impressive unless you are a paleontologist. I liked more skeleton, exhibited in one of the rooms. The most crowded place in a museum was a souvenir shop, where I bought some postcards myself.

And that’s all from Sucre – a city of great history and wonderful architecture, unusual handicrafts, nice guards, closed churches, beautiful in its ugliness Glorietta and dinosaurs. This is one of those places to which I would like to come back – in the end, there is so much more to see – closer and farther!