Nadejszła wiekopomna chwila * The Big MOVE!

Drodzy Czytelnicy,

Nadszedł czas byśmy razem z blogiem, który tworzyłam i dopieszczałam przez ostatnie trzy lata (!), zrobili krok naprzód, przeprowadzając się do nowego, własnego dominium!

Przeprowadzka poszła dosyć sprawnie (choć nie obyło się bez potu i łez); teraz powoli się urządzamy i rozpoznajemy teren. Oczywiście, będziemy tęsknić za bezpieczną przystanią wordpress.com oraz naszymi wordpressowymi sąsiadami, ale jednocześnie nie możemy doczekać się nowych wyzwań i obowiązków, wiążących się z pójściem na swoje.

Serdecznie zapraszamy do odwiedzin pod nowym adresem —> www.boliviainmyeyes.com

Do zobaczenia!

*

Dear Readers,

The big day has come for myself and the blog, that I’ve been creating and miding for almost three years (!), to make a next step, becoming a masters of our own domain!

Relocation went quite well (though not without some sweat and tears); now we are slowly settling up and exploring new terrain. Of course, we will miss the safe haven of wordpress.com and our wordpress’ neighbors, but at the same time, we can’t wait for the new challenges and responsibilities that come with this big move.

You are always very welcome to visit us at —> www.boliviainmyeyes.com

See you there!

 

Mennonites: Life on the Edge of Time * Mennonici: życie na krawędzi czasu

Gdyby nie kilka agresywnych psów, mennonicka Kolonia Santa Rita byłaby doskonałym miejscem do wędrówek pieszych i rowerowych. Ten znak może temu zaprzecza*, ale boliwijscy mennonici to raczej przyjacielsko nastawieni ludzie, żyjący blisko Boga i natury.

If not for some vicious dogs, the Mennonite Colony of Santa Rita would be a great place to cycle and walk around. This sign may say otherwise*, but Bolivian Mennonites are rather friendly and welcoming people, living in peace, close to God and nature.

boliviainmyeyes

Krajobraz Santa Rity przypomina moją ‘małą ojczyznę’ i jej wioski z ceglanymi domami, rozproszonymi wśród zielonych pól, przetykanymi rzędami drzew, kanałów i piaszczystymi drogami, na których z rzadka pasą się  krowy mleczne i konie.

Somehow, the landscape of Santa Rita reminds me of my ‘little homeland’ and its villages – red-brick farm houses scattered over a wast landscape, green fields divited by rows of trees and canals, dirt roads, milk cows and horses. 

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

I powoli odpływamy w przeszłość  / And slowly we drift back into the past…

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

odpływamy w przeszłość

boliviainmyeyes

Raz po raz będąc przywoływanym do teraźniejszości / Once in a while being brought back to present…

boliviainmyeyes

‘The clash of the Titans’ / Zderzenie tytanów

boliviainmyeyes*P.S. Oto, co rzecze, połamanym hiszpańskim, powyższy znak: Uwaga, Kolonia Santa Rita jest zajęta, posiada swój tytuł (własności) i nie jest na sprzedaż. Ktokolwiek tu przybywa, szuka kłopotów. Źródła tego znaku najpewniej trzeba szukać w historii, którą opisałam dokładnie rok temu —> klik.

*P.S. The sign above says in ‘broken Spanish’: ‘Warning, Santa Rita Colony is taken, it has its title (of ownership) and isn’t for sale. Who comes here is looking for troubles.’ The most probable source of this sign is in a story, which I had recalled exactly a year ago —> click.

boliviainmyeyes

‘Evopolio’ – Game of Bolivia *** Boliwijski monopol

Graliscie kiedys w Monopol? Pewnie tak, ja Monopol pamietam jeszcze z dziecinstwa. Oststnio zakupilismy boliwijska wersje tej gry planszowej, zwana ‘Evopolio’, od imienia dlugoletniego prezydenta Boliwii. Z poczatku ptrzestraszeni bylismy dluga ‘instrukcja obslugi’ po hiszpansku, ale w koncu okazalo sie, ze boliwijski monopol rzadzi sie wlasnymi prawami, ktore moze i na pierwszy rzut oka wygladaja skomplikowanie, ale maja jedna wspolna ceche – brak zasad:)

boliviainmyeyes

Kazdy dostaje od banku kilkaset bolivianos i robi to co chce – kupuje tereny, te komercyjne jak i bedace pod ochrona, na ktorych moze zbudowac domy, bloki, hotele. Ja na przyklad postawilam sobie taki apartamentowiec w samym srodku Parku Narodowego Madidi, a co!

Szczescie w nieszczesciu, zostalam przemytnikiem narkotykow i innych nielegalnych substancji, co pozwolilo mi na szybkie wzbogacenie sie i kupno kolejnych nieruchomosci. Niestety, szczescie nie trwalo dlugo, bo okazalo sie, ze co jakis czas musze dawac w lape a to policji, a to innemu graczowi, zeby siedzieli cicho. Az w koncu, stracilam wszystko! No prawie, bo razem z Freddym postanowilismy przymknac oko na te nieszczesna karte. W koncu bylo nam wolno, bo gralismy tylko we dwoje:)

Dalej wiec wiodlam ryzykowny zywot narkotrafikanta i szmuglera, co jakis czas placac podatki, pozyczajac pieniadze rodzinie czy… tracac ziemie, bo ktos sobie na niej zamieszkal. (A musicie wiedziec, ze w Boliwii wciaz obowiazuje prawo, ktore zezwala na przywlaszczenie sobie czyjegos terenu, jezeli pierwsi wybudujemy na nim dom! Coz, przynajmniej ziemia nie lezy odlogiem:)

W pewnym momencie przylaczylam sie takze do strajkujacych cocaleros, ustawiajac blokade drogi. Gra zawiera nawet prawdziwe kamienie!

W ciagu kilku godzin zgarnelam kilka tysiakow, w gotowce i w inwestycjach, latwo wygrywajac z Freddym, ktory w tym samym czasie zarabial glownie na pobieraniu ode mnie czynszu, czyli w sposob calkiem legalny.

I tak oto wyglada Evopolio – czyli jak dla mnie calkiem swojsko! A sama gra z cala pewnoscia kryje jeszcze wiele niespodzianek;)

P.S. Gra planszowa ‘Evopolio’ jest do kupienia w sklepach z pamiatkami za okolo 100-120 bs., ale mozna ja takze dostac w supermarkecie Hipermaxi za 70 bs. Mieszkajacy za granica, moga gre zamowic na stronie internetowej producenta —> klik.

***

Have you ever played ‘Monopoly‘ game? Probably yes; I still remember it from my childhood. Recently we bought a Bolivian version of this popular board game, called ‘Evopolio’, named after long-time president of Bolivia. At first we were a bit scared by the long ‘manual’ in Spanish, but in the end, it turned out that the Bolivian monopoly comes with its own laws that maybe at first glance look complicated, but have one thing in common – no rules :)

So, you get from the bank a few hundred bolivianos and do what you want – buy land, commercial as well as protected areas, where you can build houses, apartment buildings and hotels. I, myself, built an apartment block in the middle of Madidi National Park, and why not?!

Fortunately, or not, I became a drug smuggler, which allowed me to get rich quickly and purchase more land. Unfortunately, happiness didn’t last long, because it turned out that from time to time I have to pay off the police officers and fellow player, to ‘shut them up’. And in the end, I lost everything! Well, almost, because together with Freddy, we decided to turn a blind eye to an evil card and, being the only players, no one tried to stop us:)

Therefore I continued my risky life of ‘narcotraficante y contrabandista‘, from time to time sharing my assets with tax collectors, lending money to family or … losing my land to a random settler. (You have to know that being a land owner in Bolivia is a headache, because according to a law, if someone builds a house on a non-guarded land, the lawful owner has to give it up!)

At some point, I also joined the group of cocaleros by setting the road blockade. The game even provides real stones!

Within a few hours of gathering of couple of tousand of Bolivianos, in cash and investments, I easily won with Freddy, who at the same time, was earning mainly on collecting rent from me, in quite legal way.

And that’s how ‘Evopolio‘ works – quite familiar, if you ask me! And I am sure, the game yet hides many surprises :)

P.S. Board game ‘Evopolio’ can be bought in souvenirs shops for 100-120 bs., but one can find one in a local supermarket ‘Hiparmaxi’ for 70 bs. You could also order it on the producer’s website ––> click.

 

‘Mi Sucia Santa Cruz!’ – Bolivia Drowns in Garbage *** Boliwia tonie w smieciach

Cruceños kochaja swoje miasto Santa Cruz, spiewajac peany na jej czesc przy kazdej okazji – Mi linda Santa Cruz, mi tierra bella maravillosa! (moja sliczna Santa Cruz, moja piekna ziemio, itp.) Ja sama lubie to miasto, choc czasem jest to naprawde trudne.

Od jakichs 2 miesiecy, codziennie rano spaceruje dla zdrowia w pobliskim Parque Urbano, ktore jest jednym z niewielu miejsc w tej ponad dwumilionowej metropolii, gdzie mozna pooddychac swiezym powietrzem, cieszac oczy zielenia pieknych tropikalnych drzew.

Niestety, czasem chcialoby sie oczy zamknac, by nie wpadly w nie smieci walajace sie po parku. Tak jak dzis. Obeszlam park tylko jeden raz i postanowilam wrocic do domu, bo nie moglam zniesc widoku wszechobecnego plastiku, rozwiewanego na wszystkie strony przez wiatr. Sprawe pogorszyli pracownicy, koszacy trawe, ktorzy kosiarkami zrobili ze smieci sieczke. Tak, moi drodzy, nikt nie pomyslal, by najpierw smieci pozbierac, a potem skosic trawe…

DSC01414

boliviainmyeyes

DSC01415

Jeden z naszych znajomych zapytal kiedys osobe w parku, ktora rzucila butelke plastikowa na trawnik, dlaczego nie wyrzuciala jej do kosza? Odpowiedz go zaszokowala.

Otoz logika mieszkancow Santa Cruz jest taka, iz jezeli bedziemy sami po sobie sprzatac, to ludzie zatrudnieni w parku, straciliby prace. Smiecimy wiec, by inni mogli zarobic na chleb. Proste, prawda?

I tak, po kazdym weekendzie, podczas ktorego park zamienia sie w jeden wielki plac zabaw, zielone trawniki pokrywaja tysiace plastikowych butelek, siatek i Bog wie czego jeszcze. Niekiedy widok ten pozostaje niezmienny az do piatku, kiedy to pracownicy w pospiechu sprzataja park, by przygotowac go na kolejny koniec tygodnia.

Taka szkoda, bo Parque Urbano z powdzeniem mogloby stac sie prawdziwa atrakcja Santa Cruz. Gdyby tylko regularnie sprzatano smieci, naprawiono chodniki, lawki i stoliki piknikowe oraz od czasu do czasu zrobiono rewizje podniebnej silowni, z ktorej co tydzien ubywa jeden sprzet.  Wowczas, wszyscy byliby bardziej szczesliwi, z leniwcami wlacznie.

Niestety, smieci nie sa tylko problemem najwiekszego miasta Boliwii. Cochabamba rowniez tonie w smieciach, a co gorsza, smieci te tona w rzece bedacej glownym zrodlem wody pitnej tego miasta. Jeden z mieszkancow powiedzial nam niedawno, ze nawet najwiekszy przetworca drobiu w kraju, Imba, majacy swoja siedzibe wlasnie w Miescie Wiecznej Wiosny, wylewa swoje nieczystosci wprost do kanalu. I nie tylko on, bo podobno wiele przedsiebiorstw w okolicy robi to samo. Nie wiem, na ile jest to prawda, na ile miejska legenda, ale na pewno wyjasnilo by to dlaczego powietrze w miascie smierdzi sciakami, a woda w kranie jest tak brudna, ze czesto nie nadaje sie do uzytku.

Zmiany zaczac trzeba jednak od mentalnosci samych mieszkancow, ktorym caly ten syf zdaje sie nieprzeszkadzac (z pewnymi wyjatkami, oczywiscie). Wracajac do ‘mojej brudnej Santa Cruz’, niektorzy mieszkancy mowia, ze jest jak jest, poniewaz ludnosc naplywajaca do miasta z innych regionow kraju, nie poczuwa sie do odpowiedzialnosci spolecznej. Coz, nie raz widzialam bogatych Cambas, wyrzucajacych smieci z samochodu wprost na ulice, wiec ten argument raczej mnie nie przekonuje.

Jakos nie zauwazylam takze, by ktos z naszego sasiedztwa zbulwersowal sie na widok wielkiego kontenera na smieci, postawionego na srodku chodnika.* Ja, jak Boga kocham, jeszcze dzis zabiore sie za pisanie skargi, abym nie musiala sie denerwowac w Nowym Roku. Zmiany trzeba bowiem zaczac od wlasnego chodnika!

DSC01416

* Po przeprowadzeniu malego sledztwa, okazalo sie, ze smietnik w tym miejscu postawila i zostawila sama Alcaldia, czyli urzad miasta! 

***

Cruceños love their city of Santa Cruz, singing praises about it at every opportunity – Mi linda Santa Cruz, mi tierra bella, maravillosa! (my gracious Santa Cruz, my beautiful land, etc.) I myself like this city very much, although sometimes it is a really difficult task.

Since 2 months, every morning I have been walking in a nearby Parque Urbano, which is one of the few places in one of the fastest growing  metropolis in the world, where you can breathe the fresh air, enjoying the beautiful greenery of tropical trees.

Unfortunately, sometimes I would like to close my eyes so the junk, cluttering the park, wouldn’t hurt them. Just like today. I walked around the park once and I decided to go back home because I couldn’t stand the view of the ubiquitous plastic, scattered everywhere by the wind. There were some workers, cutting the grass, who shreded the rubbish into pieces. Oh yes, no one thought to pick the garbage up first and then mow the lawn …

DSC01413

DSC01411

One of our friends once asked someone who threw a plastic bottle on the ground in the same park, why not to throw it into the bin? The reply shocked him.

The logic of people living here is, that if we will clean up after ourselves, the people working in the park would lose their jobs. Therefore, we litter, so that the others could earn their living. Simple, isn’t it?

And so, after every weekend, during which the park turns into one big playground, green lawns are covered by thousands of plastic bottles, meshes, and God knows what else. Sometimes this view remains unchanged until Friday, when the workers clean up the park in a hurry, to prepare it for the next end of the week.

Such a shame, because the Parque Urbano could  easily become a highlight of Santa Cruz. If only there was regular garbage collection, sidewalks, benches and picnic tables repairs, and from time to time, revisions of outdoor gym, which every week looses some equipment. Then everyone would be happier, including the sloths.

Unfortunately, not only the biggest city of Bolivia has problem with contamination. Cochabamba also sinks in garbage, and worse, the ton of rubbish swims in the river, which is the main source of drinking water for The City of Eternal Spring. One of the residents told us that even the largest poultry producer in the country, Imba, based there, dumps their waste into the river. And they are not alone, as many other businesses are doing the same. I don’t know if this is true, but it would surely explain why the air in Cochabamba gets so smelly and the tap water so dirty and disguisting!

The change, however, has to start in the minds of the people, who in majority seem not to be disturbed by this whole situation. As for ‘my dirty Santa Cruz’, some residents say, that the city is how it is, because poor population flowing here from other parts of the country, don’t feel social responsibility. Well, I can’t count how many times I saw the rich Cambas throwing the rubbish from their cars onto the streets, so this argument doesn’t convince me.

Moreover, I haven’t noticed even one person on my street, questioning a big garbage container, placed in the middle of the sidewalk.* I swear to God, I’ll write a complaint today, so I wouldn’t have to stress in New Year. The change has to start from our own sidewalk!

* After a small investigation, it turned out, the damper was placed and left by Alcaldia, which is the City Hall!

Christmas 2014 *** Kolejne Boze Narodzenie w Boliwii

Wesolych Swiat, kochani! Ostatnio troche u nas pada, wiec atmosfera bardziej przypomina te swiateczna z Europy:) A dekoracje swiateczne w Santa Cruz de la Sierra w tym roku sa przepiekne (choc sama szopka jest dosyc standardowa, nie to co w zeszlym roku —> klik).

_MG_4909 _MG_4880 _MG_4948 _MG_4895

A dzis, przesylam Wam wirtualna kartke, ktora ma taka przewage nad ta prawdziwa, ze na pewno do Was dojdzie i to w tym samym dniu!

boliviainmyeyes

*

A oto nasza skromna Szopka Bozonarodzeniowa. Niestety, w tym roku zabraklo nam Maryi i Jozefa, ale mamy za to Trzech Kroli i nowe zwierzatka:) Jak dobrze sie przyjrzycie, to zauwazycie, ze Jezus urodzil sie w Boliwi w drzewie toborochi, ktore, jak moze pamietacie, nazywane jest tu —> ‘drzewem ciazowym’.

boliviainmyeyes

Toborochi to taka nasza choinka w tropikach, choc zamiast igiel, jego pien i galezie obrastaja tysiace kolcow.

boliviainmyeyes

***

Merry Christmas, everybody! In recent days we got some rain, so the Christmas atmosphere is more like in Europe :) And the city of Santa Cruz de la Sierra this year is really beautifully decorated (however, Nativity scene isn’t as cute as last year’s –> click).

_MG_4879 _MG_4847 _MG_4938 _MG_4931 _MG_4974

And today, I am sending you a virtual card, which has this advantage over real one, that I am sure you will receive it and that it will arrive the same day it was ‘sent’!

The picture shows our humble Nativity Scene. Unfortunately, this year we ran out of Mary and Joseph, but on the other hand, there are three kings in the background and few new animals :) If yu look closer, you will notice that Jesus in Bolivia was born in Toborochi tree, which is called here, as you may remember, the —-> ‘pregnant tree’.

Toborochi could be a Christmas tree of the tropics, although instead of needles, its trunk and branches are covered by thousands spikes.

And that’s a litte Wonderland created in gallery ‘Manzana Uno‘:

_MG_4954 _MG_4950 _MG_4963