Coffee Flavoured ‘Buena Vista’ **** ‘Buena Vista’ o zapachu kawy

Buena Vista to malutkie miasteczko położone niespełna 100 km od Santa Cruz, wzdłuż nowej drogi do Cochabamby.  Aby dostać się do centrum ‘pueblito’, trzeba oczywiście z owej głównej drogi zjechać, ale z cala pewnością warto, bo miejsce to jest urocze. Swoim klimatem przypomina inne typowe osady boliwijskich tropików, powstale jako misje jezuickie, z niska zabudowa ‘adobe’ rozstawiona wokół placu-parku. W Buena Vista od razu uderza nas pełna organizacja oraz porządek, tak rzadko spotykany w Boliwii.

Buena Vista is a small town located less than 100 km from Santa Cruz, along the new road to Cochabamba. To get to the center of ‘pueblito’, you need to obviously drive off the main road, but it is certainly worth it. The place is charming. Its atmosphere resembles other typical villages in Bolivian tropics, funded as Jezuit missions, with low adobe buildings around the square park. In Buena Vista we were immediately struck by cleanliness and order, so rare in Bolivia.

Buena Vista

Zatrzymaliśmy się na obiad w jednej z restauracji, serwującej posiłki na zewnątrz, pod zadaszeniem z liści palmowych. Zajadając się pyszna fasolka z ryżem ala fasolka po bretońsku, oraz popijając świeży sok z brzoskwiń, delektowaliśmy się nasza sjesta, przerywana raz po raz głośnym buczeniem przejeżdżających motorów.

We stopped for lunch at one of the restaurants, serving its meals outdoors, under a roof of palm leaves. Gorging delicious baked beans with rice, and drinking fresh peach juice, we thoroughly enjoyed our ‘siesta’, interrupted from time to time by a loud hum of passing motors.

Buena Vista

Po lunchu postanowiliśmy zasięgnąć informacji o wycieczkach do pobliskiego Parku Amboro. W drzwiach biura turystycznego przywitał nas młody bokser, który z radości posikał się na nasze buty. Niestety, poinformowano nas, ze w porze deszczowej lepiej jest się nie zapuszczać w las własnym samochodem, bo po drodze trzeba by przekroczyć kilka rzek. A ponieważ do Buena Vista przyjechaliśmy tym razem na jeden dzień, to postanowiliśmy spróbować innej atrakcji regionu: wycieczki do plantacji kawy.

After lunch we decided to find out about trips to the nearby Park Amboro. We were greeted at the tourist office door by young boxer who was so happy to see us that he peed himself and our shoes. Unfortunately, we were informed that in the rainy season it is better not to venture into the forest with our car, because on the way there are several rivers to be crossed. And since we arrived to Buena Vista this time only for one day, we decided to try another attraction of the region: a trip to a coffee plantation.

Buena Vista

Wycieczka kawowa jest oferowana przez hotel ‘El Cafetal’, którego właściciel posiada własną plantacje kawy. Hotel znajduje się tylko 5 km od miasteczka, ale piaszczysta droga bez jakichkolwiek drogowskazów dłużyła nam się bardzo, choć nie mogliśmy narzekać na sielskie widoki oraz pomoc dobrych ludzi, napotkanych przy drodze.

Coffee tour is offered by the hotel ‘El Cafetal’, whose owner has its own coffee plantation. The hotel is located only 5 km from the town, but the sandy road without any signs seemed to be longer. However, we could not complain seeing the idyllic views and getting help form good people encountered along the road.

Buena Vista

Kiedy dotarliśmy na miejsce, naszym oczom ukazał się piękny widok. Hotel, zbudowany jest bowiem na wzgórzu, z którego rozlega się niesamowita panorama na tropikalne lasy Parku Amboro i góry, za którymi znajduje się Samaipata. Teraz już wiem, dlaczego miasteczko to nosi nazwę ‘Buena Vista’ – ‘Piękny Widok’, który w hotelu ‘El Cafetal’ można podziwiać zarówno z leżaka przy basenie, baru pod parasolem z liści palmowych lub ze specjalnie na te okazje wybudowanego ‘miradora’, czyli trzy-poziomowej drewnianej konstrukcji, wibrującej przy każdym podmuchu wiatru. Zwiedzanie umilały zaś dwa przyjacielskie psy.

When we got there, we saw the beautiful view. The hotel is built on a hill, from where stretches an amazing panorama of tropical forests and mountains of Amboro Park, with Samaipata behind them. Now I know why the town is called ‘Buena Vista’ – Nice View, which at the Hotel El Cafetal you can enjoy both lying in the sun by the pool, sitting at the bar under the palm roof, or climbing a specially built for the occasion ‘Mirador’, the three-level wooden construction, vibrating with every gust of wind. All activities comes with the companion of two friendly dogs.

Buena Vista

Buena Vista

Buena Vista

Miły właściciel przybytku w 15 minut zorganizował nam przewodnika, z którym wybraliśmy się na objazd części pokazowej plantacji kawy, zabierając również jego nastoletniego syna. Przyznam, nie jestem kawoszem, mój Freddy kawy również nie pije, ale zawsze interesowało mnie, jak rośnie kawa. A kawa w Buena Vista, co warto podkreślić, rośnie sobie pośród wysokich drzew, ekologicznie. Największe krzaki kawowe pięły się na wysokość około 2.5 metra, a pośród nich można było dostrzec malutkie gniazda ‘picaflores’, czyli kolibrów.

Friendly owner of the hotel  organized a guide for us in 15 minutes. I admit, I’m not a fan of coffee, nor is my Freddy, but I was always interested as it grows. A coffee in Buena Vista, which is worth emphasizing, grows among tall trees, ecologically. The largest coffee plants climbed to a height of about 2.5 meters, and among them you could see a tiny nest of ‘Picaflores’, the hummingbirds.

Buena Vista

Buena Vista

Buena Vista

W styczniu, owoce zebrane w grona oblepiające gałęzie kawowca, były jeszcze zielone, zbiór kawy następuje bowiem w okolicach kwietnia, kiedy owoce są czerwone.  Przewodnik znalazł dla nas kilka dojrzałych kulek i dal nam je do spróbowania. Cóż, białe ziarno w słodkim miąższu nie smakuje jak kawa, te bowiem trzeba najpierw wysuszyć a potem poddać procesowi palenia, by uzyskać czarne  aromatyczne ziarna.

In January, the fruits gathered in clusters sticked to coffee tree branches were still green, as the coffee collection starts around April, when the fruit are red. The guide found us some mature fruit and gave them to us to try. Well, white seeds in a sweet pulp does not taste like a coffee, because it must first be dried and then roasted to obtain aromatic black beans.

Buena Vista

W prażalni kawy dowiedzieliśmy się jak ten proces wygląda, i czy rożni się kawa amerykańska, europejska i arabska – czasem prażenia właśnie. Ciekawe jest, ze ja zawsze utożsamiałam kawę z Ameryka Południową, szczególnie z Kolumbia, a podczas lekcji historii kawowej okazało się, ze kawa dotarła na Nowy Kontynent z Afryki i krajów arabskich wraz z Europejczykami dopiero w XVIII wieku!

In the building where the coffee is roasted we learned how the process looks like, and that American, European and Arab coffee selection depends on roasting. Interestingly, I ‘ve always associated coffee with South America, especially with Colombia, and here we got a history lesson showing that coffee arrived in a New World from Africa and the Arab countries with the Europeans, just at the beginning of  the eighteenth century!

Buena Vista

Mimo tak krótkiej tradycji uprawy kawy, Boliwia z impetem wbiła się na światowe rynki, eksportując swój wysokiej jakości ekologiczny produkt do USA (Starbucks), Holandii i Japonii. W okolicach Buena Vista znajduje się około 1000 hektarów upraw kawowca, zapewniających dochód wielu okolicznym mieszkańcom. Najlepsza kawę produkuje się ponoć w Yungas, tropikalnym obszarze La Paz, gdzie kawa rośnie na wysokości około 2.300 n.p.m. Kawę produkuje się również w tropikalnych rejonach Cochabamby, Beni, Tarija i Pando.

Despite such a short growing tradition of coffee, Bolivia slammed into global markets by exporting its high quality ecological product to the US (Starbucks), the Netherlands and Japan. Only in Buena Vista area there are about 1,000 hectares of coffee, providing the income of many local families. The best coffee is reportedly produced in the Yungas, the tropical region of La Paz, where coffee grows at an altitude of about 2,300 above sea level. Coffee is also produced in tropical regions of Cochabamba, Beni, Pando and Tarija.

Buena Vista

Na zakończenie wycieczki, powróciliśmy do hotelu ‘El Cafetal’, na degustacje. Już zapomniałam, ze espresso smakuje lepiej bez cukru. Jeszcze jedno spojrzenie na piękną Buena Vista, i pognaliśmy z powrotem, uciekając przed nadchodzącą burzą.

At the end of the trip, we returned to the hotel ‘El Cafetal’, for the tasting and I forgot that the espresso tastes better without sugar. Another look at the beautiful Buena Vista, and we rushed back to escape the oncoming storm.

Buena Vista

Buena Vista

Buena Vista

Buena Vista

Informacje praktyczne/ Practical information:

  • Na wycieczkę do Parku Amboro, który można zobaczyć również z Samaipaty —> klik, lepiej jest wybrać się w porze suchej (kwiecień – październik) i w większej grupie, by podzielić koszty. Ceny za wycieczkę jednodniowa zaczynają się od 80 $ od osoby (i są niższe, gdy osób jest więcej).
  • W Buena Vista znajduje się kilka hotelów, w których rezerwacje można dokonywać tylko telefonicznie (zerknij tu—> klik). Doba w ‘El Cafetal’ dla dwóch osób to koszt ok. 300 bs.
  • 2-daniowy obiad w restauracji ‘La Cunumisita’ w Buena Vista kosztował 15 bs. (!) + 15 bs. za dzbanek soku (1 litr). Ale już danie ‘z karty’ kosztowało 60 bs.
  • 2-course lunch special at a restaurant ‘La Cunumisita’ in Buena Vista costs 15 bs. (!) + 15 bs. for a juice jug (1 liter). But the dish ‘a la carta’ costs from 60 bs.
  • In Buena Vista, there are several hotels where reservations can be made by telephone (take a look here—> click). Night in ‘El Cafetal’ for two people will cost approx. 300 bs.
  • For a trip to the park Amboro, which can be accessed also from Samaipata —> click, is better to go in the dry season (April – October) and in the larger group to share the cost. Prices for one-day trips start at $ 80 per person (the more people the cheaper).

Do Buena Vista można się dostać łatwo z Santa Cruz – autobusem bądź taksówką. Bez robot drogowych i korków można tam dojechać w godzinę. Nam podróż zajęła dwie godziny, bo zgubiliśmy się w Montero, gdzie nie ma żadnych znaków, a roboty drogowe również nam sprawy nie ułatwiły.  Poza tym, my trzymaliśmy się zasad ruchu drogowego, jadąc 60 km/g, tam gdzie mieliśmy ograniczenie prędkości do 30km/g, i 80 km/g, gdy ograniczenie na tyle wskazywało. Większość (jak nie wszyscy) kierowców nas wyprzedzała. Zresztą, zobaczcie sobie sami, jak kieruje się w Boliwii:

Buena Vista can be reached easily from Santa Cruz – by bus or taxi. Without the road works and traffic jams, the car can get there in an hour. However, the journey took us two hours, as we got lost in Montero. No signs to be seen and road works did not help the matters. Besides, we stuck to the rules of the road, driving 60 km / h, where the speed limit was 30km / h and 80 km / h, where restriction were as indicated. We were overtaken by most (if not all) drivers. Anyway, see for yourself, how to drive in Bolivia:

Jak to mówią w Boliwii – Feliz Viaje!/ As they say in Bolivia – Feliz Viaje!

P.S. Ciekawa jestem, jak Wam sie podoba nowy format bloga? Angielski tekst zaraz po polskim? Chetnie poznam Wasze opinie:)

P.S. I wonder how do you like the new format of the blog? English text immediately after the Polish? I would be very happy to hear your opinions :)

Quinoa Colada by Gabriela

Czy probowaliscie kiedys Quinoa Colada? Nie? No to do dziela! Dzieki temu intrygujacemu napojowi wyskokowemu 24-letnia mieszkanka La Paz, Gabriela Prudencio Claros, zostala finalistka miedzynarodowego konkursu ‘Jamie Oliver’s Search For a Coctail Star’. Konkurs konczy sie 8 pazdziernika, wiec macie jeszcze tydzien na to, by wyprobowac ciekawa propozycje Gabrieli oraz innych uczestnikow, i zaglosowac na te najlepsza —-> KLIK. Ja osobiscie uwazam, iz sympatyczna i charyzmatyczna Gabriela oraz jej oryginalny (i jakze pozywny!) koktail zajda daleko!

A oto przepis na Quinoa Colada wedlug Gabrieli:

  • 45 ml rumu Bacardi Gold
  • 45 ml mleczka quinoa (zmiksuj szklanke bialej ugotowanej quinoa ze szklanka wody i przecedz przez drobne sitko)
  • 30 ml soku truskawkowego
  • 30 ml soku z mandarynek
  • 3.5 ml soku imbirowego
  • 7.5 ml soku z cytryny
  • 7.5 ml syropu z trzciny cukrowej (pewnie mozna zastapic jakims innym)

Zmieszaj wszystkie skladniki z kawalkami lodu, przecedz jeszcze raz przez sitko i podawaj z kawalkami suchych galazek quinoa dla dekoracji (jajaja). Smacznego!

P.S. Gabriela podala przepis w uncjach, ja przemianowalam je na mililtry (tak mniej wiecej dokladnie). Dobra, ide szukac tych wszyskich sokow! Na razie:)

Zrodlo: 

&

http://www.paginasiete.bo/miradas/2014/9/25/joven-boliviana-finalista-concurso-internacional-cocteles-33258.html 

 ***

Have you ever tried Quinoa Colada? No? Well, let’s try! Thanks to this intriguing drink, 24-year-old resident of La Paz, Gabriela Prudencio Claros, became a finalist of the international competition ‘Jamie Oliver’s Search For a Cocktail Star’. The contest ends October 8, so you still have a week to try out entry of Gabriela and other participants and vote for the best one —-> CLICK. I personally think that nice and charismatic Gabriela and her original (and how nutritious!) cocktail will go far!

And here is the recipe for Quinoa Colada by Gabriela:

45 ml of Bacardi Gold rum
45 ml of quinoa milk (blend a cup of cooked quinoa with a cup of water and strain it through the fine strainer)
30 ml of strawberry juice
30 ml of tangerine juice
3.5 ml of ginger juice
7.5 ml of lemon juice
7.5 ml of the sugar cane syrup (you could probably replace it with the other sweet thing)

Shake all the ingredients with some ice-cubes, strain it once again and serve with pieces of colourful dry quinoa twigs for decoration (jajaja). Enjoy!

_MG_1298

P. S. Gabriela gave a recipe in ounces, but I renamed them to mililiters (more or less accurately). Ok, I am going to look for these juices! See you:)

Sources: Youtube, http://www.paginasiete.bo

boliviainmyeyes

Cotoca’s Secret Ingredient *** Sekretny skladnik obiadu w Cotoce

Kolejny raz zawitalismy w Cotoce, tym razem z okazji Bozego Ciala, w sam raz na obiad. Dzien byl cieply i sloneczny, wiec milo bylo posiedziec sobie na dworze, w jednej z rodzinnych restauracji kolo glownego placu. Przy jednym ze stolow rozstawionym wprost na chodniku, z widokiem na kosciol.

Obiad w Cotoce

Obiad w Cotoce

Lunch in Cotoca

Jak zwykle zamowilismy sosnos i arepas, ale postanowilismy takze sprobowac pieknie pachnacego majadito, gotowanego na ogniu w wielkim blaszanym garze.

DSCN0270

sonso

DSCN0269

majadito

W karcie dan byly rowniez szaszlyki z miesa wolowego oraz zeberka, wprost z rusztu (paquumuto?), ale sobie darowalismy, bo mieso zawsze wydaje nam sie za twarde. Za to do picia zamowilismy sobie zbyt slodkie, ale ozezwiajaco zimne mocochinchi.

mocochinchi

mocochinchi

Caly obiad kosztowal nas jakies 20 bs. od osoby, a majadito bylo najlepszym, jakie mialam okazje kiedykolwiek sprobowac. Na sam koniec, Freddy zauwazyl cos, co moglo byc ‘sekretnym skladnikiem’ tego dania – kucharka jak nigdy nic zgarnela resztki z innych talerzy do wielkiego gara. I zamieszala:)

Nie zostalo nam nic innego, niz odwiedzic naszego znajomego leniwca – ‘sekretnego skladnika’ Cotoki.

leniwiec z Cotoki

leniwiec z Cotoki

P.S. Co ciekawe, pomimo swieta religijnego, miasteczko bylo calkiem wyludnione i … o wiele przyjemniejsze niz w niedziele.

***

So we went to Cotoca again, this time to celebrate Corpus Christi and just in time for lunch. The day was warm and sunny, so it was nice to sit outside, in one of the mamas & papas restaurants nearby the main square, with the view on church. We sat at one of the tables put directly on the sidewalk.

Cotoca

Cotoca

As usual, we ordered some sosnos and arepas, but decided to also try a tasty looking majadito, cooked on the fire in a big tin pot. They also offered skewers of beef and ribs, straight from the grill (paquumuto?), but we gave it a pass as the meat usually is too hard for us to bite. To drink we ordered a very sweet but refreshing mocochinchi.

Lunch in Cotoca

Lunch in Cotoca

Lunch in Cotoca

The whole lunch cost us about 20 bs. per person, and majadito was the best I’ve ever eaten. At the end, Freddy noticed something that could have been the ‘secret ingredient of’ this dish – the cook had scooped the leftovers from the other plate to the big pot. And stirred it in :)

majadito

majadito

There was nothing more left for us but to visit our old friend – the sloth – Cotoca’s secret ingredient.

Where is sloth?

P.S. Despite the religious holiday, the town was quite empty and… nicer than on busy Sundays.

 

G 77 + China in ‘Pluronacional’ Santa Cruz *** ‘Ksiezycowa’ Santa Cruz

Mielismy dzis niepowtarzalna okazje zobaczyc prezydenta Boliwii – Evo Moralesa na zywo. No wlasnie, okazja byla, ale jej nie wykorzystalismy. Bylismy wlasnie w Parque Urbano w Santa Cruz de la Sierra, gdzie odbywala sie ‘Feria Intercultural de los Pueblos‘, promujaca rozne regiony pastwa, kiedy uslyszelismy konferansjera zapraszajacego zwiedzajacych do bramy glownej parku, gdzie prezydent mial oficjalnie zapowiedziec otwarcie szczytu panstw G 77 i ChinBoliwijskie pojecie czasu jest jednak wzgledne, a patrzac na (zadne) reakcje przechodniow, doszlismy do wniosku, ze prezydent rownie dobrze moze pojawic sie w parku za 10 – 20 minut jak i za godzine (kiedy poszlismy wieczorem na spacer, okazalo sie, ze wciaz na niego czekaja;). My bylismy juz troche przemarznieci – tak, mamy w tropikach prawdziwa zime, ktora zaskoczyla chyba wszystkich, szczegolnie gosci z Zachodu – i glodni, a jedzenie znajdowalo sie po drugiej stronie parku.

DSCN0068 DSCN0069

Wyboru nie zalowalismy, zajadajac sie soczystym udzcem jagniecym z kukurydza mote i ziemniakiem. Najlepszym jaki do tej pory mielismy okazje probowac w Boliwii. Pieczonym tradycyjnie w ogniu i dymie, przez mieszkancow Tarija, ktorzy przybyli do Santa Cruz reklamowac swa mala ojczyzne. Zreszta, prezentacja tego regionu wzbudzala najwieksze emocje i zachwyty. Nie tylko jedzeniem, ale i tancami, pieknymi i ciekawymi kostiumami, rekodzielem artystycznym i przepysznymi slodkimi empanadami. Ja zaopatrzylam sie w tone ulotek turystycznych, bowiem w Tarija jeszcze nie bylam. Ale juz nie moge sie doczekac odwiedzic te, podobno, najpiekniejsza i najbardziej goscinna kraine Boliwii, graniczaca z Argentyna.

DSCN0086 DSCN0087

A co jeszcze ciekawego wydarzylo sie na targach? Ano, mialam okazje zobaczyc rosline koki w doniczce, przy ktorej robiono mi zdjecia, niczym vip-owi.

BoliviaInMyEyes

Porozmawiac z niesmiala i strachliwa alpaka, a moze i lama, sami nie bylismy pewni. Zreszta, lamy tez widzielismy:)

BoliviaInMyEyes

Pomacac welne z vicunii – podobno najbardziej miekka i kosztowna ze wszystkich.

BoliviaInMyEyes

Podziwiac wielokolorowe ziarna quinoa.

BoliviaInMyEyes

Skosztowac mocochinchi i ‘Coca-Colla’ (eee tam, tylko zrobilam zdjecie:).

BoliviaInMyEyes

BoliviaInMyEyes

Porozmawiac z przemilymi przedstawicielami roznych departamentow Boliwii – w tym z chlopakami z Chaco Tarijeno, ktorych nie moglam zrozumiec, oraz z mieszkancami rodzinej wioski Evo Moralesa w Oruro.

BoliviaInMyEyes

Ale wiecie co bylo najlepsze? To, ze ‘zamerykanizowana’ na co dzien Santa Cruz zamienila sie w te dni w… Boliwie. I to taka prawdziwa – Wielokulturowa.

BoliviaInMyEyes

Koniec koncow, szczyt G77 i Chin okazal sie nie takie straszny, jak go malowano. Nie bylo blokad drog, sprawdzania paszportow przy kazdej okazji, a wrecz przeciwnie – policjanci zawsze okazywali sie pomocni. Miasto przygotowalo imprezy kulturalne – jak wspomniana feria turystyczna, czy bezplatne zwiedzanie niektorych galerii i muzeow, ktore normalnie sa w weekendy zamkniete.

BoliviaInMyEyes

Niestety, pogoda nie dopisala. Wczoraj caly dzien lalo, a dzis jest strasznie zimno. Byc moze jutro, na zakonczenie szczytu, wyjdzie slonce.

BoliviaInMyEyes

Niektorzy, jak prezydent czy sekretarz generalny ONZ – Ban Ki- Moon, mieli okazje ‘uciec’ helikopterem przed deszczem i zimnem w cieplejsze rejony Santa Cruz. Nam zas pozostalo podziwianie wielkiego ksiezyca na pochmurnym niebie:)

BoliviaInMyEyes

***

Today I had unique chance to see the president of Bolivia – Evo Morales. I had an opportunity, but I did not see him after all. We were in the Parque Urbano in Santa Cruz de la Sierra, where ‘Feria Intercultural de los Pueblos’, promoting the various regions of the country, was taking place, when we heard the announcer inviting visitors to the main gate of the park, where the President supposed to officially announce the opening of the Summit G 77 + China. We are, however, in Bolivia where time is a relative concept, and by looking at the reactions of other passers, we came to the conclusion that the president could appear in the park in 10 – 20 minutes or an hour (when we went to the park for a walk in the evening, they were still waiting for him;). We were already a little cold – yes, we have a real winter in the tropics that surprised just about everyone, especially the visitors from the West – and hungry. And the food was on the other side of the park.

DSCN0067 BoliviaInMyEyes

The choice was simple – we loved our juicy leg of lamb with potato and mote (corn). The best so far I had a chance to taste in Bolivia. Traditionally cooked in fire and smoke by residents of Tarija, who came to Santa Cruz advertise their homeland. Moreover, the presentation of their region aroused the greatest excitement and admiration. Not only with food, but also dances, gorgeous costumes, interesting arts and crafts, and excellent sweet empanadas. I took a handful of tourist leaflets, as I haven’t been to Tarija, bordering with Argentina yet. But I can’t wait to visit this, apparently, the most beautiful and most hospitable place in Bolivia.

BoliviaInMyEyes

What else interesting happened at the fair? Well, I had a chance to see the real coca plants while photographers were taking picture of me (as if I was some VIP). I also talked with cute but shy and fearful alpaca? and llama.

BoliviaInMyEyes

I touched the vicuna wool – supposedly the most soft and expensive of all wools and admired multi colored quinoa seeds. I also drank some mocochinchi and ‘Coca-Colla’ (nah…only took a picture of it:).

BoliviaInMyEyes

I chat with representatives of various departments of Bolivia – including the guys from Chaco Tarijeno, whom I could not understand, and the people from the same village as Evo Morales.

BoliviaInMyEyes BoliviaInMyEyes

BoliviaInMyEyes

But you know what was the best? That ‘americanized’ Santa Cruz de la Sierra had changed during these days in … Bolivia. Real Estado Pluronacional.

BoliviaInMyEyes

After all, G77 + China turned out not as bad as I thought it would be. There was no road blockades nor constant passports checks. On the contrary, the police was very helpful in giving an information and the city had prepared various cultural events – as mentioned ‘feria‘, or free of charge tours of some galleries and museums, which normally are closed on weekends.

BoliviaInMyEyes

Unfortunately, the weather wasn’t as kind. Yesterday was raining and today is being terribly cold.

BoliviaInMyEyes

Perhaps tomorrow, for ending of the summit, the sun will come out. Some people, such as president together with Secretary-General of  the United Nations – Ban Ki-Moon, had a chance to ‘escape’ by helicopter from the rain and cold to the warmer regions of Santa Cruz. Meanwhile, we could admire the big moon in the cloudy sky :)

BoliviaInMyEyes

‘Sopa de maní’ + Quinoa *** Orzeszkowa zupa rodem z Boliwii à la Danu

Zupa z orzeszkow ziemnych to jedna z najsmaczniejszych potraw kuchni boliwijskiej. Najlepsza jadlam na bazarku w Potosi, za cale 5 bs.! W Santa Cruz probowalam kremowej wersji, ale jakos mi nie zasmakowala – wole, kiedy w zupie cos plywa. A w tradycyjnej sopa de mani plywa duzo, troche za duzo – oprocz miesa i warzyw, znajdziemy w niej rowniez rozgotowany makaron, rozmoczone frytki, a nawet ryz!

sopa da mani

Tradycyjna ‘sopa de mani’: yelp.com

Postanowilam wiec pokombinowac i stworzyc wlasna wersje tej potrawy. Po odrzuceniu trzech powyzszych skladnikow, ktore wedlug mnie wcale do siebie nie pasuja, zupa bylaby za bardzo wodnista. Wpadlam wiec na pomysl (moze nie wcale taki oryginalny) na sopa de mani z quinoa, ktora to ma doskonale wlasciwosci zageszczajace:)

Eksperyment sie powiodl i potrawa ta weszla na stale do naszego jadlospisu, stajac sie ulubionym daniem Freddiego. Szczegolnie kiedy za oknem szaro-buro i zimno jak dzis.

A tak mniej wiecej wyglada przepis (na okolo 4 porcje):

1 szklanka zmielonych surowych orzeszkow ziemnych
1 biala cebula i zabek czosnku
1 marchewka i ziemniak (opcjonalnie)
1/2 szklanki groszku
1 lodyga selera (mozna sie bez niej obejsc)
1/2 czerwonej papryki

okolo 1/2 szklanki czarnej quinoa

wolowina z koscia, kawalki kurczaka lub bulion warzywny  (wersja dla wegetarian)
sól, pieprz, kumin, oregano, natka pietruszki i szczypta locoto do smaku.

Oczywiscie zapytacie – skad wziac zmielone surowe (biale) orzeszki ziemne? Ano, ja takowe kupuje w sklepie, ale doszlam do wniosku, ze o wiele lepiej =  bardziej wyraziscie smakowalaby zupa z mielonych prazonych orzeszkow! Oczywicie, bez soli. Przeczytalam tez, ze mozna uzyc masla orzechowego, z ktorym na pewno bede eksperymentowala po powrocie do Europy, bo tu jest za drogie.

_MG_9710

Zamiast ostrego locoto, mozna zas uzyc ostrej papryki w proszku, a czarna quinoa zastapic biala. Ja wole ciemne odmiany (czarna lub czerwona), bo maja one bardziej wyrazisty orzechowy smak oraz ciekawiej prezentuja sie w ”bezowej’ zupie:) Zupe mozna rowniez podkolorowac, dodajac pomidora lub przecier (przysmazonego wczesniej na patelni wraz z warzywami).

_MG_4649

Przygotwanie jest proste: najpierw gotuje mieso i orzeszkowy mix, rozprowadzony w odrobinie wody (przypadkiem dowiedzialam sie, ze surowe orzeszki trzeba dlugo gotowac przed spozyciem!). Mieso po ugotowaniu oddzielam od kosci i kroje na kawalki. Do wywaru dodaje warzywa pokrojone w kosteczke i przysmazone na patelni oraz ziarna quinoa. Wszystko to gotuje przez okolo 20 minut, po czym doprawiam do smaku.

Proste, prawda? Zupe podaje z ‘polskim’ chlebem posmarowanym boliwijskim maslem, ale mozna ja podawac z czymkolwiek:) Jezeli nastepnego dnia zupa troche za bardzo sie zagesci (quinoa wciaga wode), dodaj odrobine wody i dopraw do smaku.

_MG_9336

Smacznego!

Wiecej o super – odzywczej quinoa —> tu.

***

Peanut soup is one of the tastiest Bolivian dishes. The best so far I ate at ‘mercado‘ in Potosi, for 5 bs.! In Santa Cruz I was trying cream soup version, but it wasn’t my favourite – I prefer when something swims in the soup. And there are lots of swimming ingredients in a traditional sopa de mani, too many – beside the meat and vegetables, we find there also some overcooked pasta, soggy french – fries, and even rice!

I decided to experiment a bit and create my own version of this dish. After rejecting the last three ingredients, which according to me don’t go together, the soup would be too watery. So I came up with the idea (maybe not so original after all) of the sopa de mani with quinoa, which has an excellent thickening properties:)

The experiment was successful and this soup stayed in our weekly menu, becoming my Freddy’s favourite dish. Especially, during the grey, wet and cold days like today.

And so, the recipe for about 4 – 6 servings looks more less like this:
1 cup of raw powdered peanuts
1 white onion and 1 garlic clove
1 carrot and 1 potato (optional)
1/2 cup peas
1 stalk of celery (optional)
1/2 red bell pepper

about 1/ 2 cup of black quinoa
beef on the bone, pieces of chicken or vegetable broth (for vegetarian version)
salt, pepper, cumin, oregano, parsley and a pinch of locoto to taste.

You may ask – where do you get raw (white) powdered peanuts? Well, I buy it  in the store, but I came to the conclusion that much better = more tasty would be a soup with roasted peanuts! Unsalted, of course. I also read that peanut butter can be used, with which I will certainly experiment when I return to Europe, because here the peanut butter is way too expensive.

Instead of locoto you can use chilly powder, and in place of of black quinoa – the white one. I prefer the dark variety (black or red), for their more distinct nutty taste. Dark grains look also more interesting in the ”beige’ colour soup:) You can also ‘colour up’ your soup by adding some tomato (or tomato paste) together with other vegetables.

The preparation is simple: first I cook a meat and the nutty powder, previously diluted in a bit of water (I learnt that raw nuts should be cooked for a long time before eating!), then I separate meat from the bones and cut into pieces. I add them to the broth together with vegetables cut into cubes and fried briefly in the frying pan and then quinoa. I boil all this for about 20 minutes and season the soup to my taste.

Easy, isn’t it? I serve the soup with the ‘Polish’ bread and Bolivian butter but you can serve it with everything you like:) If the soup gets too dense the next day (quinoa absorbs the water) – just add more water add spices.

Bon appetit!

More about super(food) nutritious quinoa —> here.