Apote: Trekking in Cochabamba *** Szlakiem wodospadów Cochabamby

Kilka jest miejsc w Cochabambie, gdzie można pooddychać świeżym powietrzem, napawając oczy pięknymi widokami. Jednym z nich jest wzgórze San Pedro, na którym wznosi się gigantyczny Cristo de la Concordia (o którym pisałam tu —> klik), mający przed sobą piękną panoramę miasta.

There are couple of places in Cochabamba, where you can breathe the fresh air, savoring the beautiful view. One of them is the hill of San Pedro,where a giant Cristo de la Concordia stands (—>click), starying at the beautiful skyline.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Innym miejscem jest —> Laguna Alalay, wokół której można sobie spokojnie pospacerować asfaltowa ścieżką, uważając jedynie na rowerzystów, cleferos oraz bezdomne psy. W lecie, z powodu wyższych temperatur, jezioro pokrywa warstwa glonów, czasem przyjmująca różne kolory. Dzięki temu, można się tu poczuć jak nad słynną ‘Laguna Colorada’ (gdyby nie ten zapach zgnilizny!)

Another place is the —> Laguna Alalay – you can have a walk around the lake, using unpaved or paved path. You only have to look out  for cyclists, cleferos and stray dogs. In the summer, because of the higher temperatures, the lake is covered with a layer of algae, sometimes of different colors. Last time it remeinded me of the famous ‘Laguna Colorada’ (if not for a smell)!

boliviainmyeyes

A ci, którzy maja trochę więcej czasu, siły i odwagi, mogą wybrać się w góry, otacząjące Cochabambe. Nas, już kolejny raz, zabrali tam znajomi z klubu Bicis Verdes, organizujący wycieczki krajoznawcze i rowerowe, również dla turystów. Tym razem wybralismy sie do Apote, miejscowości położonej niedaleko Tiquipaya w prowincji Quillacollo, którego glówną atrakcją są malownicze wodospady, otoczone pierwotnym lasem. By do nich dotrzeć, trzeba się  jednak wspiąć w górę rzeki. Trasa, oczywiście nieoznaczona, bo nieoficjalna, prowadzi głownie korytem rzeki, a czasem obok. Warto jest mieć ze sobą  wygodne obuwie ( i inne na zmianę) – niekoniecznie nieprzemakalne, ale z gruba i antypoślizgową podeszwa. Przyda się również lina, bo w niektórych miejscach trzeba wdrapywać się na strome skały, innym razem schodzić ze skarpy. To powiedziawszy, spotkaliśmy po drodze osoby w japonkach czy wspinające się z dziećmi. Wszystko jest wiec możliwe!

And those who have a little more time, strength and courage, they can go to the mountains surrounding Cochabamba. We went there with our friends from the club Bicis Verdes, who organize from time to time sightseeing and cycling tours, also for tourists. This time we went to town of Apote nerby Tiquipaya in the Province of Quillacollo, which main attraction are the picturesque waterfalls, surrounded by primary forest. To reach them, one has to climb up the river. The route, unmarked of course, runs mainly through riverbed and sometimes alongside it. You need to bring comfortable shoes – not necessarily waterproof, but with thick and non-slip sole. The rope also comes useful, because in some places you have to climb the steep rocks, another time descend down the slope. That said, we met on the way people in flip-flops and climbing with small children. So, after all, everything is possible!

boliviainmyeyes

Wszelkie trudy wynagrodzone sa niesamowitymi widokami, wielkimi emocjami oraz duma z przejścia samego siebie!

My dotarliśmy do przedostatniego wodospadu, bo na więcej wspinaczki nie mieliśmy sil/czasu (niepotrzebne skreślić). Z apetytem zjedliśmy marraquetas z mortadelą, susząc na słońcu nasze ubrania po kąpieli w lodowatej wodzie wodospadu.

All efforts will be rewarded with amazing views, great emotions and pride of  surpassing oneself!

We got to the second last waterfall, because we didn’t have enough strength / time (delete the appropriate). In such beautiful natural circumstances, we ate our lunch consisting of fresch marraquetas with mortadella and cheese, sun drying our clothes after swimming in the icy waters of the waterfall.

Untitled_Panorama11 Untitled_Panorama14-2

*

Do Apote można wybrać się na własną rękę, ale jako osoba ‘przewrażliwiona’ (pamiętacie moj ‘przewodnik dla przewrażliwionych’? —> klik) nie polecałabym tej opcji. Zawsze bezpieczniej oraz łatwiej jest podróżować z kimś, kto ma obeznanie w terenie. Jeżeli jesteście w Cochabambie, możecie skontaktować się z naszymi znajomymi  z Bicis Verdes – Xtremegreenbicycles – Club Cochabamba —> facebook, którzy takie ekstremalne eskapady pomogą wam zorganizować za niewielka oplata. Mimo iż Apote znajduje się niedaleko Cochabamby, a sam spacer trwa 4 godziny (w obie strony) warto sobie zarezerwować jednak cały dzień – nigdy bowiem nie wiadomo jakie nas mogą spotkać przygody na szlaku:)

You could get to Apote waterfalls on your own, but as an ‘oversensitive’ person (do you remember my guide for oversensetive people? —> click), I don’t recommend this option. It’s always safer and easier to travel with someone who knows the route. If you are in Cochabamba, you can contact our friends from Bicis Verdes – Xtremegreenbicycles – Club Cochabamba —> facebook, who have an experience in such extreme escapades and will help you arrange it for a small fee. Although Apote is near Cochabamba, and the walk (climb) itself takes 4 hours (round trip) it is worth to reserve the whole day – you never know what adventure will find you on the trail:)

Zobacz galerię – naprawdę warto! / See the gallery – it’s really worth it!

‘Carnival terrorists’ in Bolivia ***’Karnawałowi terrorysci’

Jak może pamiętacie, karnawał nie należy do moich ulubionych boliwijskich świat. A to za przyczyna tzw. ‘karnawałowych terrorystów’, którzy opanowują ulice miast i miasteczek nie na jeden, ale na cztery dni! A czasem, jak to ma miejsce w Cochabambie, z ukrycia samochodu, rzucają wodne balony przez cały niemal miesiąc luty. W Santa Cruz i części tropikalnej, do wody i piany, która ponoć czasem jest toksyczna, dochodzi jeszcze farba, która zastąpiła niegdysiejsze błoto i ekskrementy. I dlatego tez, większość mieszkańców wielkich miast ucieka  od zgiełku, brudu i pijactwa karnawałowego, na prowincje, lub spędza te dni w zaciszu domowym.

How may you remember, Carnival does isn’t my favorite Bolivian holiday. And this is mostly for ‘carnival terrorists’, who ran the streets of cities and towns for not one, but four days! And sometimes, as in Cochabamba, theyhide in the cars throwing water balloons during almost the entire month of February. In Santa Cruz, and other tropical parts,together with water and foam, which is sometimes toxic, they use paint, which replaced the mud and excrements from the past days. And this is why most of people leave the big cities, escaping the craziness, dirtiness and drunkness of carnival days in the countryside ora spends these days in tranquillity of their homes.

boliviainmyeyes

My podczas tegorocznego karnawału tradycyjnie wybraliśmy się do Cochabamby, gdzie karnawałowe szalenstwo jest troche mniejsze. Nie udało nam się uciec jednak od wodnych balonów. Na szczęście, karnawałowi terrorysci nie maja dobrego cela – oberwałam tylko raz, w buta (choć spodnie miałam brudne do kolan, bo akurat szłam po zakurzonym chodniku).

We, during this year’s carnival, traditionally went to Cochabamba, to escape the carnival maddness (which is kind of smaller there)! However, we were unable to avoid the water balloons. Thankfully, ‘carnival terrorists’ don’t have a good aim – I got hit only once, in the shoe (although my pants got dirty to the knee, as I was walking on the dusty sidewalk).

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

W tym roku przegapiliśmy jednak Corso de Corsos w Cochabambie –  paradę tradycyjnych tancow, odbywającą się tydzień po oficjalnym karnawale, na którą przybył sam prezydent Evo Morales, nie wspominając o aktorze brytyjskim Jude Law, który celebrował tegoroczny karnawał w Oruro i Santa Cruz, zaproszony przez Browary Boliwijskie (szczęściarz!)

This year, we missed Corso de Corsos in Cochabamba, held a week after the carnival, with the president Evo Morales as a special guest, not to mention the famous British actor, Jude Law, who celebrated Carnaval de Oruro and Santa Cruz, invited by Bolivian Broweries (Lucky bum!)

boliviainmyeyes

Zobaczyliśmy za to ‘Entrada de los Ninos’, czyli paradę dzieciaków, które na jeden dzień zawładnęły centrum miasta, strzelajac z wodnych pistoletow i piankowych puszek. Dzieciaki jednak, w odróżnieniu od dorosłych, nie atakują bezbronnych przechodniów, prowadząc walki tylko pomiędzy sobą. Wyszliśmy wiec z całego zdarzenia sucha stopa;)

However, we saw ‘Entrada de los Ninos’, the parade of kids, who for one day took over the city center, shooting the water from plastic guns and foam from cans. Although, children, unlike adults, don’t attack innocent pedestrians, fighting only between themselves, so we walked out of the entire event with dry foot;)

boliviainmyeyes

*

Po drodze zajrzeliśmy do namiotu, w którym odbywała się adopcja psów i gdzie spędziłam dobry kwadrans na głaskaniu pięknych bobasów rożnej maści i wielkości. W tym czasie zauważyłam, ze ludzie przychodzili i pytali się ile kosztują psiaki, po czym, dowiedziawszy się, ze nic, odchodzili. Tak to już niestety jest, ze dla niektórych ‘cos’ darmowego jest równoznaczne z ‘czymś’ nie wartościowym. Ludzie przeważnie wola zapłacić grube pieniądze za psa rasowego, choć bez dokumentów, chwaląc się później znajomym, ile za niego zapłacili, niż adoptować takiego samego zwierzaka, za darmo. A powiem tylko, ze widzieliśmy w namiocie szczeniaki trochę pomieszanych, ale jakże pięknych i niepowtarzalnych owczarków niemieckich czy border collie!  Gdybym mogła, przygarnęłabym je wszystkie!

On the way, we popped into the tent with dogs for adoption, where I spent a good fifteen minutes stroking these beautiful babies of various breeds and sizes. During this time, I noticed  people coming and asking how much the dogs cost, and, having learned that nothing, going away. Unfortunately, for certain people ‘something’ free is equivalent to ‘something’ not valuable. Therefore, they prefer to pay a lot of money for a pedigree dog, though undocumented, boasting later their friends of how much they paid for it, than to adopt the same pet, for free. And let me just say that we have seen in the tent the puppies of ‘almost’ pure breeds – the beautiful and unique German shepherds or border collies! If I could, I would adopt them all!

boliviainmyeyes

Candy-like ‘Villa Albina’ in Pairumani * Rezydencja ‘Andyjskiego Rockefellera’

Być może pamiętacie moje opowieści o cynowym baronie – Simon Patiño – jednym z najbogatszych ludzi wszechczasów, o którym pisałam przy okazji —>  Palacio Portales w Cochabambie i —> Modelowej Farmy w Pairumani? Otóż w końcu udało nam się zobaczyć jego słynna ‘wiejska’ rezydencje, w której, w odróżnieniu do pałacu w Cochabambie, faktycznie pomieszkiwał.

Perhaps you remember my stories about tin baron – Simon Patiño – one of the richest peopl of all times, about whom I wrote on the occasion of visiting —> Palacio Portales in Cochabamba and —> Model Farm in Pairumani? In the end, we were able to see his famous ‘rural’ residence, where he actually lived.

boliviainmyeyes

Simón Iturri Patiño, który wzbogacił się na wydobyciu cyny z kopalni w Llallagua w departamencie Potosi, wybudował piękną posiadłość w stylu francuskiego klasycyzmu w roku 1920, dla swojej zony Albiny Rodriguez. Niestety długo nie nacieszył się nowym domem, bo od 1924 roku z powodów zdrowotnych musiał przenieść się na stale za granice. W chwili śmierci, baron cynowy mieszkał w Buenos Aires. Jego doczesne szczątki wróciły jednak do ukochanej ojczyzny i spoczeły w mauzoleum rodzinnym w Pairumani.

Simón Iturri Patiño, who got rich on mining tin in Llallagua (Potosi), built a beautiful estate in French classicism style in 1920, for his wife Albina Rodriguez. Unfortunately, he didn’t enjoyed his new home for too long, because in 1924 for health reasons he had to permanently relocate abroad. At the time of death, tin baron lived in Buenos Aires, but his mortal remains were returned to his beloved homeland, were he was buried in the family mausoleum in Pairumani.

boliviainmyeyes

Spadkobiercy ogromnej fortuny założyli Fundacion Patiño, która sprawuje piecze nad majątkiem rodzinnym w Cochabambie, finansuje zagraniczne stypendia naukowe dla uzdolnionych boliwijskich studentów oraz wspomaga boliwijska kulturę, sztukę i naukę. Choć żaden z członków rodziny Patiño nie mieszka dziś na stale w kraju swojego słynnego przodka, spędzają oni jednak od czasu do czasu wakacje w Villa Albina w górach Cordillera de Cochabamba.

The heirs of family fortune founded the Patiño Foundation, which takes care of the estates in Cochabamba, finances scholarships for gifted students and supports Bolivian culture art and sience. Although none of the Patiños lives today permanently in the country of their famous ancestor, they spend from time to time holiday at the Villa Albina in the mountains of Cochabamba.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Sam pałac robi duże wrażenie, nie tyle swoim przepychem i wielkością, ile kontrastem z otaczającą go boliwijska rzeczywistością. Rezydencja, położona w górach, otoczona polami uprawnymi oraz pięknie utrzymanym ogrodem, jest  prawdziwą oazą spokoju, w odróżnieniu od hałaśliwego wielkiego miasta w dolinie. Moj Freddy powiedział, ze chętnie by tu zamieszkał. Ja tez nie miałbym nic przeciwko. Zamiast cukierkowego pałacu wybrałabym jednak mniejszy kamienny domek, zapewnie ogrodnika, chociaż przyznaje, zakochałam się bez pamięci w jasnym i przestronnym patio głównej rezydencji, z subtelnie ‘pluskająca’ fontanna pośrodku, oraz w niektórych elementach wyposażenia małych acz z przepychem urządzonych salonów, w stylu ‘arte nouveau’.

Palace itself makes a big impression, but not so much for its splendor and greatness than for a contrast with the surrounding Bolivian reality. The residence, located in the mountains, surrounded by fields and beautifully kept garden, is the true refuge of tranquility, so different from the noisy big city in the valley. My Freddy said he gladly would settle here. I, frankly, also wouldn’t mind. However, I would rather inhabit a smaller stone house that probably was built for the gardener, instead of candy-coloured palace. Athough I admit, I fell in love with a bright and spacious patio of the main building, with a subtle ‘splashing’ a fountain in the middle, as well as some furnitures  in the ‘art nouveau’ fashion, that could be admired inthe small yet sumptuous salons of the ground floor.

Villa Albina

Niestety, turyści nie maja za wiele czasu, by rozkoszować się urokami tego zakątka. Zwiedzanie pałacu i ogrodu, choć darmowe, możliwe jest tylko w określonych godzinach (Pon. – Pią. 15.00 do 15.45, Sob. od 9.00- 11.00).

Unfortunately, the tourists do not have much time to enjoy this charming oasis. Visiting the palace and garden, although free of charge, is only possible at certain hours (Mon. – Fri. 15.00 to 15.45, Sat. from 9.00 11.00, Holidays closed).

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Bez ograniczeń można za to pospacerować zacienioną palmową aleją, prowadzącą do marmurowego mauzoleum lub wybrać się do pobliskiego Parku Ekologicznego Pairumani (również należącego do Fundacji Patiño) pachnącego eukaliptusem.

Without limitation one can have a walk in the palm shaded avenue, leading to a family marble mausoleum or in a nearby Pairumani Ecological Park (also belonging to the Foundation Patiño) among fragrant eucalyptus trees. 

boliviainmyeyes

Huayculi – Bolivian Pottery Village *** Boliwijska wioska garncarzy

Huayculi jest niewielką osadą położoną 5 kilometrów od miasteczka Tarata, znaną jako wioska garncarzy (pueblo de la ceramica). Podobno 114 rodzin, mieszkających w okolicy, trudni się wyrobem ceramiki – profesją przekazywaną z dziada pradziada.

Huayculi is a small village situated 5 kilometers from the town of Tarata, known as the village of pottery (‘el pueblo de la ceramica’). They say that more than 114 families living in the area work in ceramics – a profession passed down from forefathers.

boliviainmyeyes

Udając się do Huayculi, mieliśmy sielska wizje  miasteczka pełnego pięknych wyrobów garncarskich sprzedawanych na każdym rogu, podobnie jak w Cotoka (Santa Cruz) —> klik. Możecie wiec sobie wyobrazić nasze rozczarowanie, gdy na miejscu nie zastaliśmy nic oprócz opustoszałego kościołka o pobielanych ścianach, usytuowanego tradycyjnie koło małego placu – parku, a napotkane kobiety powiedziały nam, ze władze owszem, maja w planach wybudowanie Casa de la Cultura (domu kultury) z prawdziwego zdarzenia, w którym eksponowano by okoliczne wyroby artystyczne, ale do dnia dzisiejszego nic nie zostało w tym kierunku zrobione.

Before our trip to Huayculi, we had an idyllic vision of the beautiful town full of pottery products sold on every corner, as in Cotoka (Santa Cruz) —> click. So you can imagine our disappointment when we found the the village being nearly deserted with small church, traditionally located nearby a small square – the park. Encountered woman told us that the authorities have plans to build the Casa de la Cultura (House of Culture) where the pottery could be exhibit, but to this day nothing has been done in this direction.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Ciekawostka jest, iż Huayculi zawdzięcza swoją nazwę miejscowym złożom gliny, bowiem huayculi w jezyku Quechua znaczy tyle co: “ziemia z gliny”. Niestety, urbanizacja zmniejszyła owe depozyty, i dziś by znaleźć dobrej jakości surowiec, garncarze musza szukać go godzinami w pobliżu rzeki i jezior.

A my musieliśmy  naszukać się garncarzy.

Curiously, Huayculi owes its name to the local clay deposits, as in the Quechua language huayculi means: “the land of clay.” Unfortunately, these deposits decreased becuse of urbanization, and today to find good quality raw material, potters have to look for it near rivers and lakes for hours.

And we, on the other hand, had to look for the potters.

boliviainmyeyes

Wsiedliśmy wiec w samochód i postanowiliśmy na własną rękę poszukać jednej z owych 114 rodzin garncarzy. I co? Znaleźliśmy jeden dom, z napisem ‘Artesania‘, ale właściciela nie było w domu. Zapytaliśmy wiec sąsiadów, a oni zaprosili nas na swoje podwórze, gdzie stal piec garncarski, a wokół niego rozrzucone były gliniane donice i dzbany. Większość z nich potrzaskana na kawałki. Okazało się, ze są to resztki z tego, co w danym tygodniu wyprodukowano i sprzedano, nie mieliśmy wiec dużego wyboru. Znaleźliśmy jednak kilka ładnych okazów: 3 duże donice, 2 mniejsze miski z pokrywka oraz malutki dzbaneczek – wszystko to za jedyne 60 bs., bo kupione ‘por major‘. W Cochabambie, La Paz, Santa Cruz, czy nawet w Brazylii i Peru, dokąd eksportowane są produkty z Huayculi, zapłacilibyśmy kilka razy więcej.

So we got in the car and decided search for one of these 114 families of potters. And we have found one house, with the inscription of ‘Artesania’, but the owner wasn’t home. So we asked the neighbors, and they invited us to their yard, where the simple pottery stove was built, and some clay pots were laying scattered around it. Most of them shattered into pieces. It turned out that these are the remains of what was produced and sold this week, so we had no big choice. However, we found several nice pieces: 3 large pots, 2 smaller bowls with lid and tiny jug – all for only 60 bs., as bought ‘por major’. In Cochabamba, La Paz, Santa Cruz, or even in Brazil and Peru, where the products wrom Huayaculi are exported we would have to pay several times more.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Mimo początkowego rozczarowania, nasza wycieczka okazała się ciekawa. Po drodze zwiedziliśmy bowiem inne okoliczne miasteczka, zakochując się szczególnie w jednym, gdzie spotkaliśmy dwie przyjazne cholity. Niestety, nazwy tej malutkiej kolonialnej wioski nie pomne, bowiem zupełnie nie mam pamięci do języka keczua, a na mapie na próżno jej szukać.

Despite the initial disappointment, our trip was interesting. On the way we visited other nearby villages, falling in love especially whith the one where we met two friendly cholitas. Unfortunately, I forgot the name of this tiny colonial village, because I don’t have good memory to Quechua language, and you won’t find it on the map.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Przegapiliśmy również zjazd do Huayculi, kończąc w hałaśliwym mieście Cliza, które nie bardzo mnie zachwyciło (cos mi się wydaje, ze wylądowaliśmy akurat w jego nowej dzielnicy), a w drodze powrotnej zajechaliśmy na chwile do cudownej Taraty, o której pisałam poprzednio —> klik.

We also missed the road to Huayculi, ending in a noisy city of Cliza that didn’t really amazed me (I think that we landed in its new district), and on the way back we stopped by wonderful Tarata —> click.

boliviainmyeyes boliviainmyeyes

Źródło/Source: Los Tiempos.

boliviainmyeyes

Tarata: Bolivian Journey Back in Time *** Boliwijska podroz do przeszłosci

W Tarata już byliśmy – niemal dwa lata temu to małe, senne miasteczko zrobiło na nas duże wrażenie, ale i napedzilło stracha. Pamiętacie staruszkę, chcącą mnie ukamieniować? —> klik.

We have already been in Tarata – almost two years ago, this small and sleepy town made a big impression on us, but also scared us a bit. Do you remember the old lady trying to stone me? —> click.

boliviainmyeyes

Tym razem w Taracie znaleźliśmy się zupełnie przypadkowo, zaglądając tu po drodze z wioski ceramiki (Pueblo de la ceramica) – Huayculi. I przeżyliśmy niemały szok, kiedy zobaczyliśmy zabytkowy plac, który dwa lata temu wyglądał na zupełnie opuszczony, a tym razem tętnił życiem. Kto wie, może trafiliśmy na dzień targowy?

This time we found ourselves in Tarata accidentally, popping in here on the way from the village of ceramics (Pueblo de la ceramica) – Huayculi. We were quite shocked seeing the main square, which two years ago looked completely abandoned, so full of life! Who knows, maybe we came on a market day?

boliviainmyeyes

Poczuliśmy się jak w innym świecie i gdyby nie samochody, prześlizgujące się wąskimi uliczkami historycznego miasta, moglibyśmy wątpić, czy wciąż jesteśmy w XXI wieku. Choć prawdę mówiąc, w czasach kolonialnych, mieszkańcy pochodzenia indiańskiego, w tych okolicach głownie Quechua, nie mieliby wstępu do centrum. Na szczęście dziś takie rasistowskie zasady nie maja prawa bycia, a stare miasteczko kwitnie kolorami tęczy.

We felt like stepping into another world, and if not for cars, slipping through narrow streets, we could doubt whether we are still in the XXI century. Although the truth is that in colonial times, the residents of Indian origin (in this area mainly Quechua) would not be allowed to walk in the center. Fortunately, today such racist rules have no right to be, and the old town blooms with the colors of the rainbow.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

*

Turyści narzekają, ze Cochababamba taka nieciekawa. Cóż, ja bym z tym polemizowała, bo miasto to ma wiele uroczych zakątków . Wielbiciele historii i architektury, oraz książek Gabriela Garcia Marqueza powinni zaś wsiąść w autobus, trufi taxi czy po prostu w taksówkę, i spędzić leniwe ach pełne pięknych wrażeń popołudnie w Taracie, oddalonej o niecałe 35 km od Cochabamby. A na lunch można zatrzymać się nad jeziorem Angostura, gdzie serwują (podobno) pyszne truchas (pstrągi)!

Tourists sometimes complain that Cochababamba is boring. Well, I would have argued with that, because the city has many charming places to see. Lovers of history and architecture however, as well as Gabriel Garcia Marquez magical books, should take a bus, trufi taxi or simply a taxi, and spend lazy afternoon full of beautiful impressions in Tarata, just 35 km away from Cochabamba. And for lunch you can stop at the lake Angostura, where apparently delicious truchas (trouts) are served!

boliviainmyeyes

La Cholita Cochabambina