From Polish Land to Bolivia *** Z ziemi polskiej do Boliwii

W każdym zakątku świata można podobno spotkać Polaków, ktorzy przez stulecia emigrowali poza granice ojczyzny; jedni z przymusu, inni za chlebem, jeszcze inni w poszukiwaniu przygód lub z miłości.

Boliwia raczej nie jawi się zwykłemu zjadaczowi chleba, jako ziemia obiecana (chyba, że mennonitom, którzy przenieśli się tu z Meksyku), a jednak, to tu zapuściło swoje korzenie kilkoro rodaków, którzy nie wyobrażają sobie lepszego miejsca dla ziemi. Co maja wspólnego ze sobą Mileniusz Spanowicz, Radosław Czajkowski i Szymon Kochański?

Otóż, cala trojka para się fotografią! Kto śledzi mój blog z cala pewnością zdążył zauważyć, ze Boliwia to chyba jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na świecie. Ale przecież nie tylko pięknymi krajobrazami człowiek żyje!

They say, Poles live in every corner of the world – for centuries they have emigrated: some were forced to do so, others left the country in search of better life, looking for adventure or because of love.

Bolivia may not appear as the promised land to ordinary people (exception are the Mennonites, who moved here from Mexico), but several compatriots made it their new home and can not imagine a better place to live. So, what have in common Mileniusz Spanowicz, Radoslaw Czajkowski and Szymon Kochański?

Well, all of them are photographers! Who keeps track of my blog could certainly notice that Bolivia is probably one of the most photogenic places in the world. Not only for its beautiful landscapes!

*

Najbardziej znanym polskim fotografem przyrody w Boliwii jest Mileniusz Spanowicz – zootechnik z wyksztalcenia, malarz z pasji, prawdziwy obywatel świata. Ja sama zapoznałam się z jego dokonaniami przez przypadek, siedząc w samolocie z Santa Cruz do Cochabamby i przeglądając magazyn boliwijskich linii lotniczych. Zainteresowała mnie w nim strona ze znaczkami pocztowymi – na jednym z nich widniał jeleń podpisany swojsko brzmiącym imieniem – Mileniusz Spanowicz.

Do Boliwii, która zainteresowała go bogatą przyrodą Amazonii, Spanowicz przyjechał w roku 2003. Tu się osiedlił i założył rodzinę. Dziś pracuje w Parku Narodowym Madidi, współpracując z Wildlife Conservation Society – organizacja zajmującą się ochrona przyrody.  Park Madidi, który uważany jest za najbardziej różnorodny biologicznie rejon na ziemi, wciąż kryje wiele tajemnic. Sam Mileniusz Spanowicz odkryl nowy gatunek jaszczurki! Głównymi bohaterami jego zdjęć, wystawianych zarówno w kraju (Boliwii), jak i za granica (m.in. w Polsce), sa jednak jaguary oraz węże —> o ostatniej wystawie w La Paz.

The most well-known Polish nature photographer in Bolivia must be Mileniusz Spanowicz – zootechnician by education, a painter with a passion, and true citizen of the world. I acquainted myself with his achievements by accident, sitting on the plane from Santa Cruz to Cochabamba and reviewing Bolivian airline’s magazine. I was looking at pictures of postal stamps and there was one with a deer signed  with familiar sounding name – Mileniusz Spanowicz.

Spanowicz, having an interest in rich Amazon nature, came to Bolivia in 2003, where he settled down and started a family. Today, he works in the Madidi National Park and collaborates with the Wildlife Conservation Society. Madidi Park, which is considered the most biologically diverse region on earth, still holds many secrets. Mileniusz Spanowicz, recognized and respected in Bolivia scientist and artist,  is also the discoverer of a new species of lizard! But the main characters of his photographs, exhibited both in the country (Bolivia) and abroad (in Poland among others) are jaguars and snakes —> about the recent exhibition in La Paz.

fot. Mileniusz Spanowicz

fot. Mileniusz Spanowicz

Tak pisze o Polaku o oryginalnym nazwisku, boliwijska ‘La Nueva Cronica’That’s how Bolivian ‘La Nueva Cronica’ writes about the Pole of the original name:

Mileniusz es uno de esos personajes que llega al país y se sumerge en su vida cotidiana y en su cultura hasta convertirse en hijo adoptivo, no por algún decreto o concesión administrativa, sino por su obra de incontestable amor por Bolivia.

Mileniusz jest jedną z tych osób, które pojawiając się w kraju, zanurzają się w jego życiu codziennym oraz w kulturze, stając się przybranym dzieckiem – nie przez jakiś dekret lub koncesje administracyjna, ale przez swoje dzieło niezaprzeczalnej miłości do Boliwii.

Mileniusz is one of those people who, appearing in the (new) country, immerses himself in everyday life and in culture, becoming its adopted child – not by a decree or administrative concessions, but by his work of undeniable love for Bolivia.

fot. Mileniusz Spanowicz

fot. Mileniusz Spanowicz

Z cala pewnością niedługo znów usłyszymy o Mileniuszu Spanowiczu, w planach fotografa i przyrodnika, jest bowiem ekspedycja śladami legendarnego podróżnika Arkadego Fiedlera (Polskatimes.pl).

A tymczasem, ja wciąż czekam na numer telefonu naszego słynnego rodaka, który przekazał on dla mnie mojemu znajomemu z Cochabamby, którego spotkał przypadkiem w Torotoro, a który numer ten gdzieś zapodzial;) Swoja droga, jaki ten świat jest mały!

I am sure that soon we will hear about Mileniusz Spanowicz again, as soon he is planning to follow in the footsteps of the legendary Polish traveler, Arkady Fiedler (Polskatimes.pl).

And I’m still waiting for the phone number of my famous countryman, which he has passed for me to my friend from Cochabamba, who met him by chance in Totoroto, and who the very number somehow misplaced;) By the way, the world is small, isn’t it?

*

Radosław Czajkowski, Boliwijczykom znany jako Radek, również upodobał sobie fotografię przyrodniczą, choć nie stroni także od tej komercyjnej. Całkiem niedawno było o nim głośno w mediach boliwijskich, zostal bowiem laureatem 4 edycji konkursu fotograficznego o zagrożonych boliwijskich gatunkach zwierząt (4º Concurso de fotografía de especies bolivianas en peligro de extinción), dzięki zdjęciu różowych delfinów rzecznych. Ah, jak ja mu zazdrościłam sławy i tego tysiąca dolarów! —> klik;)

Radoslaw Czajkowski, to Bolivians known as Radek, also loves to photograph the nature, but does commercial photography too. Recently, he became a star of Bolivia’s media, as the winner of the 4th edition of the photo contest ‘Bolivian endangered animal species’ (4º Concurso de fotografía de especies en peligro de Bolivianas extinción), thanks to his excellent picture of pink river dolphins. How I envied him both fame and the thousand dollars!

fot. Radoslaw Czajkowski

fot. Radoslaw Czajkowski

Z Radosławem znamy się wirtualnie, oboje jesteśmy bowiem członkami facebookowej grupy zrzeszającej fotografów przyrody w Boliwii, FNB – Fotografos de Naturaleza en Bolivia. Pieknie uchwycone przez Radka boliwijskie krajobrazy możecie podziwiać m. in. w ostatniej publikacji grupy (jak na razie tylko online), gdzie, nieskromnie wspomnę, znajduje się również moje zdjęcie :)  —> BOLIVIA  en 100 fotografias lub na jego profesjonalnej stronie internetowej —> Luz y Sombra. Polecam!

We know each other virtually, being the members of the Facebook group of nature photographers in Bolivia, FNB – Fotografos de Naturaleza en Bolivia. Some of Radek’s works are included in the latest publication of the group (so far only online), where one of my photos found its place:) —> BOLIVIA en 100 fotografias. You can also admire his talent on his professional website —> Luz y Sombra

fot. Radoslaw Czajkowski

fot. Radoslaw Czajkowski

*

No i w końcu Szymon Kochański, do którego dotarłam na samym początku mojej boliwijskiej przygody, dzięki temu, ze prowadzi on bloga —> My Way Around, który do niedawna miał w swoim tytule dopisek: ‘Ambasada Polski w Boliwii’. Niedawno Szymon ustąpił jednak z zacnego stanowiska nieoficjalnego ambasadora, bowiem wyjechał ze swojej adoptowanej ojczyzny. Pewnie nie na długo, bo Boliwia bez Szymona K., czyli najwspanialszego boliwijskiego kowboja, obejść się przecież nie może!

Z fotografii Szymona najbardziej lubię zdjęcia ulic La Paz, gdzie mieszkał przez kilka lat —> klik, oraz z podroży po Boliwii;)

And finally, Szymon Kochanski, who I found at the very beginning of my Bolivian adventure, thanks to his blog —> My Way Around, which until recently had a subtitle of: ‘Polish Embassy in Bolivia’. Szymon must have resigned from this prestigious position of unofficial ambassador, as he left his adoptive homeland. Probably not for long though, because Bolivia without ‘Simon K., the greatest Bolivian cowboy’, cannot do!

From Szymon’s photographs I like the most pictures showing the streets of La Paz, where he lived for several years —> click, and from his journey around Bolivia;)

fot. Szymon Kochanski

fot. Szymon Kochanski

Szymon jest bohaterem wywiadów u wielu polskich podróżników (wpiszcie jego imię w  w google a znajdziecie!), ale prawdziwa fala ‘fejmu’ i ‘hejtu’ spadla na niego w ubieglym roku, po wywiadzie opublikowanym na stronach —> Wyborczej.pl. Ależ się uśmiałam czytając te zawistne komentarze pod artykułem:) Pośmiej się i ty!

Szymon appeared in many interviews (just enter his name in google and you will see!), but the real wave of ‘fame’ and ‘hate’ fell on him last year, after an interview published on pages of national newspaper —> Wyborcza.pl. How I laughed reading the envious comments below the article:)

fot. Szymon Kochanski

fot. Szymon Kochanski

Uwaga! Nie wszyscy Polacy mieszkajacy w Boliwii to fotografowie (choc większość z ich to zdolne ‘bestie’;)
Attention! Not all Poles living in Bolivia are photographers (however most of them are talented ‘beasts’;)

Jaguars’ Paradise of San Miguelito *** ‘Nick’s Adventures’ na ratunek wielkim kotom

Centrum Hodowli Bydła San Miguelito znajduje się zaledwie 180 km od Santa Cruz de la Sierra (lub 3 godziny jazdy samochodem) i jest domem dla…jaguarów. Dlaczego? – ziemia w tej tropikalnej części Boliwii, która nie tak dawno pokryta była lasem, została niemal całkowicie wykarczowana pod uprawę soi. Ranczo San Migelito, jako jedyne w tym regionie posiadające pozostałości pierwotnego lasu, przyciąga wszelkiego rodzaju dzikie zwierzęta, które szukają tu schronienia.

Gospodarstwo posiada w swoim obrębie suchy las Chiquitano, podmokle Pampas oraz wilgotny górski las, będące domem dla niezwykle zróżnicowanej fauny. Oprócz jaguarów, tereny te zamieszkuje 5 różnych gatunków dużych kotów tj.: puma, ocelot, kot Geoffreya, jaguarundi i margay. Występują tam również inne unikalne dzikie zwierzęta, mi.in. nizinne tapiry, mrówkojady olbrzymie, pancerniki, kajmany, pekari, jelenie i wiele innych. Zróżnicowany ekosystem jest i siedliskiem dla ponad 150 gatunków ptaków.

IMG_2143-001

Niestety, ten mały raj okazuje się być także śmiertelna pułapka, zwłaszcza dla wielkich kotów. Chociaż gospodarstwo San Miguelito nie zezwala na polowania, jaguary i pumy giną z rak ranczerów, ponieważ są one postrzegane jako zagrożenie dla bydła.

boliviainmyeyes

Problem jest jednak bardziej złożony i nie ogranicza się tylko do Boliwii, ale całej Ameryki Łacińskiej. Od czasu do czasu słyszę o zabiciu jaguara w okolicach Santa Cruz – w ostatnim miesiącu w pobliskim Warnes. Ludzie mówili, ze zabili zwierzę w samoobronie, ale czy musieli oni publikować swoje uśmiechnięte ‘selfies’ z jego ciałem na Facebooku? Prawdę mówiąc, bardziej mi to przypomniało polowanie dla przyjemności niż z konieczności. Ludzie nie zdaja sobie sprawy, iż jaguary są klasyfikowane jako bliskie zagrożenia wyginięciem. W samej Boliwii nadal można znaleźć je w względnie dużej liczbie, ale sytuacja szybko ulega zmianie. W sąsiedzkiej Argentynie, populacja jaguara spadla do zaledwie 200 osobników i istnieje zagrożenie, ze następne pokolenia będą mogły zobaczyć to zwierzę tylko w zoo. Jaguary w ostatnim stuleciu straciły 40 procent swojego zakresu geograficznego i są obecnie uznane za gatunek wymarły w Urugwaju oraz Salwadorze. Do tej listy mogą wkrótce dołączyć Stany Zjednoczone, Kostaryka, Panama i Nikaragua.

Czy istnieje wiec ratunek dla tych majestatycznych kotów? Czy jaguary i ranczerzy moga spokojnie koegzystowac? Jednym ze sposobów ochrony przyrody na obszarach zaludnionych jest zrównoważona i kontrolowana EKO – TURYSTYKA, która została wprowadzona do San Miguelito przez Nicolasa Mcphee – współwłaściciela i przewodnika biura podroży ‘Nick’s Adventures Bolivia’. Firma Nicka, z siedziba w Santa Cruz de la Sierra, organizuje wycieczki do San Miguelito, tym samym przyczyniając się do zmniejszenia strat spowodowanych przez jaguary/złodziei bydła.

Jak działa eko-turystyka? Nick oddaje duża cześć własnych dochodów z każdej wycieczki na pokrycie szkód spowodowanych przez wielkie koty oraz wspierając jedynego hodowcę w regionie, który zostawił naturalny las na swoim terenie, w zwiększeniu liczebności zwierząt łownych.

A liczby mówią same za siebie: na sześciu okolicznych ranczach straty wynoszą od 60-100 sztuk rocznie, choć jak uważa Nick, większość z nich nie pada ofiarami drapieżników, a złodziei bydła. Gospodarstwo San Miguelito straciło w tym roku 3 krowy. W tym samym czasie zabito tam 1 samice jaguara w ciąży, 1 pume i 1 ocelota. Szacuje się również, iż inne 3 duże koty zostały postrzelone i ranne. Na sasiednich farmach w tym roku zabito co najmniej 2 jaguary. Zazwyczaj rocznie ginie w okolicy San Miguelito od 2-5 jaguarów.

Jedna sztuka zabitego bydła kosztuje około 250 $ – więcej pokrytych strat to mniej zabitych jaguarów i pum (przynajmniej na ranchu San Miguelito). Turyści, którzy decydują się na dana wycieczkę, mogą podziwiać faunę i florę południowoamerykańska w całej swojej krasie, jednocześnie wspierając słuszna sprawę.

Nick dodaje, ze sytuacja w Beni (na północy Boliwii) jest o wiele powazniejsza, bowiem zabijanych jest tam okolo 10 jaguarow rocznie.

‘Na poczatek Boliwia musi utworzyc obowiazkowy rejestr zabitych jaguarów uwzgledniający ich pleć, wagę, stan zębów, wielkość, wszelkie informacje o zmianach fizycznych, deformacjach oraz powod zabicia zwierzecia. Dopiero, gdy rząd oraz stowazyszenia ochrony zwierzat beda mialy pelne pojecie o skali smiertelnosci jaguarów, zaczną one realizowac plan ochrony tych zwierzat przed lokalnym i calkowitym wyginieciem.’

Hodowla zwierzat ubojowych kompatybilna z ochrona srodowiska naturalnego wokol pierwszych prywatnych rezerw Boliwii w San Miguelito od lat wspierana jest przez Wildlife Conserwation Society (WCS). W 2002 roku, WCS rozpoczela systematyczne badania za pomoca ukrytych kamer w Parku Narodowym Kaa – Iya – najwiekszym chronionym suchym tropikalnym lesie na swiecie oraz w San Miguelito. Wyniki badan byly oszalamiajace. Oszacowano, ze w samym parku zyje 1000 jaguarow, stanowiac tym samym najwieksza chroniona populacje jaguarow na swiecie. Ponadto, tylko na terenie San Miguelito, otoczonym krajobrazem rolniczym, znajduje sie 6 jaguarow i 7 pum! Jak juz wspomnialam wczesniej, obszar ten jest rowniez pierwszym w Ameryce Lacinskiej, gdzie potwierdzono obecnosc 6 roznych gatunkow dzikich kotow!

M2E57L189-190R385B305

Nick takze ustawia ukryte kamery w roznych strategicznych czesciach rancza, w ten sposob uzyskujac informacje na temat sciezek poszczegolnych jaguarow, gestosci ich wystepowania oraz obfitosci zwierzyny lownej. Podczas wycieczki turysci pomagaja mu w sprawdzaniu kamer, w montowniu nowych urzadzen, jak rowniez wykonuja oni odlewy gipsowe sladow wielkich kotow oraz szukaja padliny, by sprawdzic, jaka zwierzyna padla lupem drapieznikow.

083-001

Pewnie zastanawiasz sie, czy nalezy sie bac spotkania z jaguarem? Moge Cie pocieszyc – jaguary prawdopodobnie bardziej obawialyby sie spotkania z Toba! W przeciwienstwie do ludzi, wielkie koty zabijaja z koniecznosci, nie dla zabawy. Zreszta, wokol maja sporo smaczniejszych kaskow do wyboru;)

Wiecej na temat projektu Nick’s Adventures Bolivia: www.nicksadventuresblivia.com i http://www.nicksadventuresbolivia.com/san-miguelito-jaoguar-conservation-tour/ (podane strony dostepne sa jedynie w jezyku angielskim).

Aby dowiedziec sie wiecej na temat ochrony jaguarow w Boliwii odwiedz: www.wcs.org, www.news.mongabay.com.

Pdf: http://www.wildexplorations.com/jaguar & http://geog.ufl.edu  (ukryte kamery – pułapki w ochronie zwierząt).

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Nickolasa Mcphee.

***

The Cattle Farm of San Miguelito is located just 180 km from Santa Cruz de la Sierra (or 3 hours’ drive) and hosts the highest densities of…Jaguars found anywhere on the planet. How come? – the land in this tropical part of Bolivia which used to be covered by a dense forest was almost completely cleared for soya fields and the ranch of San Miguelito, as the only property in this region having some of the natural forest remaining, attracts all kinds of wild animals seeking refuge.

These properties consist of Chiquitano dry forest, Pampas wetlands and humid mountainous forest and host a wide array of wildlife. Apart of Jaguars there are other five species of big cats to be seen: Puma, Ocelot, Geoffrey’s cat, Jaguarundi and Margay. Other threatened and unique wild animals include: Lowland Tapirs, Giant Anteaters, Giant Armadillos, Caimans Anacondas, Monkeys, White lipped Peccaries, Brocket Deers and much more. This diverse habitat is a birders heaven too, with over 150 species of birds being recorded.

006-001

Unfortunately, this little paradise turns out to be also a deadly trap especially for Big Cats. Although this farm has a ‘no hunting policy’, many Jaguars and Pumas are killed because they are seen as a threat to the cattle.

San Miguelito Jaguars

This is not only a problem of San Miguelito – but Latin America wide. From time to time I can hear of a Jaguar being killed in the area of Santa Cruz de la Sierra – last month in nearby Warnes. People say they killed it to protect themselves but did they really have to post pictures of their smiley selfies over the body of a dead animal on Facebook? That reminds more of trophy hunting than a self-defense killing. People are not aware that Jaguars are classified as near threatened animals. In Bolivia Jaguars can still be found in relative healthy numbers however this is rapidly changing. In Argentina the Jaguar has gone from being common species to a population of less than 200 and one that is severely unlikely to survive the next generations. Jaguars have lost 40 percent of their geographical range and are now extinct in Uruguay, El Salvador and likely to join the extinction list in United States, Costa Rica, Panama and Nicaragura.

So, how can we rescue the big cats? Can jaguars and cattle farmers co-egsist peacefully? One of the ways of protecting wildlife in populated areas is sustainable and controlled eco-tourism brought to San Miguelito Cattle Station by Nicholas Mcphee – co-owner and tour operator of Nick’s Adventures Bolivia. His travel agency located in Santa Cruz de la Sierra organizes tours to this facility, helping to alleviate the damage caused by jaguar/livestock depredation.

How does eco- tourism work? Nick donates large percentage of his own profit from every tour to the cattle ranch to cover the damages caused by big cats and to support the only farmer in the region who has left the natural forest in increasing the prey abundance.

And numbers speak for themselves: across 6 ranches in the area they lose around 60-100 cattle per year to Jaguar/Puma predation, although Nick believes, a lot of these are not from cats but rather theft. On San Miguelito Ranch they have lost 3 cows this year so far. This year across the ranches, they have killed 1 pregnant jaguar, 1 puma and 1 ocelot. It’s also estimated that 3 big cats were shot and wounded. On the neighboring ranches they have killed at least 2 jaguars this year. Generally around 2-5 jaguars are killed per year. Nick adds that ‘situation in Beni (Northern Bolivia) is far worse, with up to 10 jaguars killed every year per Ranch.

One killed cattle costs its owner about 250$ so every penny counts. More loses covered, less jaguars and pumas killed (at least in San Miguelito Ranch). The math is simple. The tourists who decide to go on that particular tour get to see wild South American fauna and flora, in the same time supporting the great cause.

‘In the very least Bolivia needs a mandatory register of jaguars killed, i.e.: male/ female, weight, condition of teeth, size, physical abnormalities, pregnancy and reason it was shot. If this is done in the very least conservation and government agencies will have an idea of Jaguar mortalities and begin to implement plans to save them from local and permanent extinction’, says Nick.

Wildlife compatible ranching around Bolivia’s first private reserves at San Miguelito for years has been supported by Wildlife Conservation Society (WCS). In 2002 WCS initiated systematic camera trap surveys in Kaa -Iya National Park, the largest protected tropical dry forest in the world and San Miguelito Private Reserve. The results were outstanding. Park’s estimated 1000 jaguars represent the single largest protected jaguar population anywhere. In addition, the small protected area of San Miguelito, located between the agricultural landscapes, consists of 6 jaguars and 7 pumas! As I mentioned before, this site is also the first in Latin America to confirm the presence of 6 wild cat species!

045-001

Nick has also set up camera traps around strategic parts of ranches to obtain information about jaguar routes, densities and prey abundance. While on tour, tourists help him out by checking the camera traps and setting up new ones as well as making plaster molds of jaguar tracks and looking for scat to check what prey was eaten up by big cats.

171-001

Should you be scared of jaguar encounter? Don’t worry, the jaguar would probably be more scared of you! Unlike people, the big cats kill to eat, not for fun. And at San Miguelito they have much more tasty alternatives to choose from;)

To learn more about Nick’s Adventures Bolivia Jaguar Conservation Tour, visit: www.nicksadventuresblivia.com. or http://www.nicksadventuresbolivia.com/san-miguelito-jaoguar-conservation-tour/.

To find out more about jaguar conserwation in Bolivia, visit: www.wcs.org, www.news.mongabay.com (Jaguar in Beni, foto of the day).

Pdf: http://www.wildexplorations.com/jaguar & http://geog.ufl.edu (Jaguar Camera Traps in Animal Ecology).

All photographs cortuesy of Nickolas McPhee.

facebookcoverjaguarscoexist-002

Cotoca’s Secret Ingredient *** Sekretny skladnik obiadu w Cotoce

Kolejny raz zawitalismy w Cotoce, tym razem z okazji Bozego Ciala, w sam raz na obiad. Dzien byl cieply i sloneczny, wiec milo bylo posiedziec sobie na dworze, w jednej z rodzinnych restauracji kolo glownego placu. Przy jednym ze stolow rozstawionym wprost na chodniku, z widokiem na kosciol.

Obiad w Cotoce

Obiad w Cotoce

Lunch in Cotoca

Jak zwykle zamowilismy sosnos i arepas, ale postanowilismy takze sprobowac pieknie pachnacego majadito, gotowanego na ogniu w wielkim blaszanym garze.

DSCN0270

sonso

DSCN0269

majadito

W karcie dan byly rowniez szaszlyki z miesa wolowego oraz zeberka, wprost z rusztu (paquumuto?), ale sobie darowalismy, bo mieso zawsze wydaje nam sie za twarde. Za to do picia zamowilismy sobie zbyt slodkie, ale ozezwiajaco zimne mocochinchi.

mocochinchi

mocochinchi

Caly obiad kosztowal nas jakies 20 bs. od osoby, a majadito bylo najlepszym, jakie mialam okazje kiedykolwiek sprobowac. Na sam koniec, Freddy zauwazyl cos, co moglo byc ‘sekretnym skladnikiem’ tego dania – kucharka jak nigdy nic zgarnela resztki z innych talerzy do wielkiego gara. I zamieszala:)

Nie zostalo nam nic innego, niz odwiedzic naszego znajomego leniwca – ‘sekretnego skladnika’ Cotoki.

leniwiec z Cotoki

leniwiec z Cotoki

P.S. Co ciekawe, pomimo swieta religijnego, miasteczko bylo calkiem wyludnione i … o wiele przyjemniejsze niz w niedziele.

***

So we went to Cotoca again, this time to celebrate Corpus Christi and just in time for lunch. The day was warm and sunny, so it was nice to sit outside, in one of the mamas & papas restaurants nearby the main square, with the view on church. We sat at one of the tables put directly on the sidewalk.

Cotoca

Cotoca

As usual, we ordered some sosnos and arepas, but decided to also try a tasty looking majadito, cooked on the fire in a big tin pot. They also offered skewers of beef and ribs, straight from the grill (paquumuto?), but we gave it a pass as the meat usually is too hard for us to bite. To drink we ordered a very sweet but refreshing mocochinchi.

Lunch in Cotoca

Lunch in Cotoca

Lunch in Cotoca

The whole lunch cost us about 20 bs. per person, and majadito was the best I’ve ever eaten. At the end, Freddy noticed something that could have been the ‘secret ingredient of’ this dish – the cook had scooped the leftovers from the other plate to the big pot. And stirred it in :)

majadito

majadito

There was nothing more left for us but to visit our old friend – the sloth – Cotoca’s secret ingredient.

Where is sloth?

P.S. Despite the religious holiday, the town was quite empty and… nicer than on busy Sundays.

 

Babysitting Little Kenny *** Kenny sam w domu

Moze pamietacie moja notke o zaginionym Chesterze? Coz, mijaja miesiace, a po jamniku naszej sasiadki nie ma sladu… Nie zaprzestala ona jednak poszukiwan, co tydzien wydajac 1000 bs. na ogloszenia w lokalnej prasie i telewizji. Kazdy, kto choc raz posiadal ‘najlepszego przyjaciela’ wie jaka pustka zostaje po jego stracie… Nasza sasiadka przygarnela wiec niedawno szczenie o imieniu Kenny, ktory jeszcze miesiac temy byl kuleczka mieszczaca sie w dloni, a dzis z ciekawoscia odkrywa swiat:)

W zeszlym tygodniu uslyszelismy przerazliwe piski dochodzace z mieszkania sasiadki i kiedy wyszlismy na klatke okazalo sie, ze Kenny zostal sam w domu. Po raz pierwszy. Biedak piszczal, szczekal i plakal przez ponad 2 godziny bez ustanku. Zostawilismy wiec na drzwiach sasiadki notke, ze nastepnym razem, kiedy bedzie musiala zostawic Kennego samego w domu, z radoscia go przygarniemy!

Nasza sasiadka ucieszyla sie z naszej oferty, i wczoraj poznym wieczorem przyniosla malucha, zawinietego w recznik i sweter, do naszego mieszkania.

_MG_8363-2

Przez nastepne 2 godziny czulam sie jak opiekunka do dziecka, probujac wynagrodzic Kennemu rozlake z ‘rodzicem’. Biedny szczeniak tym razem nie plakal, ale bylo mu bardzo smutno. Z tesknoty za swoja Pania, niemal nie opuszczal swojego legowiska, gdzie szukal jej zapachu wwachujac sie w jej sweter. Humor mu sie poprawil, kiedy Freddy wrocil z pracy, i przez chwile razem turlali sie po podlodze. Kiedy przyszla pora kolacji, dalismy mu plasterek szynki na talerzyku i wode w filizance, ale nic nie zjadl… Dobrze mu sie natomiast lezalo na moich kolanach, ogladajac szczekajace psy na Youtube:) Pozniej zas, przydreptal za nami do sypialni gdzie zasnal kolo lozka.

_MG_8352-2 _MG_8383-2 _MG_8415-2 _MG_8439-2

Kenny bardzo sie uradowal, kiedy jego pani po niego wrocila, a ona sama szczesliwa byla, ze bobas nie plakal za nia tak, jak tydzien temu. Ja cieszylam sie natomiast, ze moglam oddac komus taka przysluge, jaka niegdys wyswiadczyla nam ciocia Stasia. Mieszkala ona w naszym domu przez  niemal tydzien, opiekujac sie Misia kiedy rodzice wybrali sie w odwiedziny do siostry! Nigdy nie zapomne, jak mama wowczas narzekala, ze chce juz wracac do domu, bo tam Misia pewnie za nimi teskni. Tesknila, a jakze – tak jak dzieci tesknia za rodzicami. Mama zas po powrocie oswiadczyla, ze juz nigdy nie opusci swojego psa na tak dlugo i jak na razie, skrupulatnie dotrzymuje swojej obietnicy:)

***

Maybe you remember my post about missing Chester, who got lost without a trace? Our neighbour however haven’t stopped searching for him, every week spending as much as 1000 bs. on notices in the local press and television. Anyone who once was lucky to have ‘best friend’ knows what emptiness brings its loss … And so, our neighbor recently took in a puppy named Kenny, who just a month ago could fit in a palm of my hand and today curiously runs around, discovering the world :)

Last week, we heard shrill screams coming from an apartment of our  neighbor and when we went out to check what is going on, it turned out that Kenny was alone in the home. For the first time in his life… So he squealed, barked and cried for over 2 hours straight. We decided to leave a note on the neighbor’s door saying, that the next time she needs to go out we would be happy to babysit him!

Our neighbor took our offer very happily and yesterday she brought to us Kenny, wrapped in a towel and her sweater.

_MG_8389-2

For the next two hours, I felt like a babysitter again, trying to compensate the absence of Kenny’s ‘parent’. Poor thing didn’t cry but was very sad. He was missing his master so much, that he almost haven’t left his bed, where he could snuggle in her sweater, sniffing her scent. His humour improved when Freddy came back from work, and for a moment they were both happily rolling on the floor. When dinner time came, we gave him a slice of ham on a plate and some water in a cup, but he didn’t touch anything … He enjoyed however lying on my laps, watching the barking dogs on Youtube. Later, he followed us to the bedroom and went to sleep beside our bed.

_MG_8400-2 _MG_8431-2

Kenny was very happy when his master came to collect him, and she was happy to hear that her baby didn’t cry this time. I was also pleased, because I could return a favor, that once our aunt Stasia gave to my family. She lived in our house for almost a week, taking care of Misia, when my parents went away to visit my sister! I’ll never forget how my mother complained back then that she wants to go home, because Misia is missing them. And she had – just as children yearn for their parents. I recall my mom saying, that she would never leave her dog for so long again. And she have kept her promise since:)