Chochís & La Torre – Holy Pagan Place *** Swiete poganskie miejsce I

Chochís to mala wioska lezaca tuz przy trasie Ruta 4, okolo 60 km od Santiago de Chiquitos w kierunku Santa Cruz de la Sierra. Nie sposob nie zauwazyc tego miejsca, bowiem juz z daleka widac na horyzoncie smukla i wysoka czerwona skale, zwana ‘La Torre’ (Wieza).

boliviainmyeyes

Od wiekow, ten granitowy olbrzym byl uwazany za magiczny i swiety. Ponoc miejscowi do dzis wierza, iz skala ta jest punktem energetycznym, a w lokalnych legendach figuruje ona pod nazwa ‘Diabelskiego Zeba’ (La muela del diablo). Sami przyznacie, ze kolos ten, znienacka wyrastajacy z ziemi, wyglada zjawiskowo? (Wedlug mnie o wiele bardziej niz jego starszy brat z La Paz.)

Co prawda, my nie poczulismy jego tajemniczej energii, choc przyznam, ze po powrocie z naszej wyprawy zauwazylam, iz moja kondycja fizyczna ulegla niesamowitej poprawie! A moze to raczej za sprawa katorzniczej acz zakonczonej powodzeniem wspinaczki na ‘Mirador de Chochis’?

W spokojnej i ukwieconej na czerwono wiosce powiedziano nam, ze mozemy tam pojsc sami, bez przewodnika, i ze to tylko 30 minut na piechote. Wskazano nam droge mowiac, ze mamy isc caly czas prosto, pod gore. Prawde powiedziawszy, mielismy nadzieje, ze szlak bedzie podobny do tego w Santiago de Chiquitos, choc obilo nam sie o uszy, ze teren jest bardziej stromy.

_MG_4716

Rzeczywistosc przerosla nasze najsmielsze oczekiwania. Czerwona droga skonczyla sie na torach, za ktorymi byla sciana zieleni. W dali widzielismy cos w ksztalcie znaku, wiec postanowilismy pojsc wzdloz torow, by go sprawdzic. W pewnym momencie pobocze rowniez sie skonczylo, a przed nami byl most kolejowy, a pod nim przepasc.

boliviainmyeyes

Szybka decyzja, nie slychac pociagu, idziemy! Znak wskazywal rozpoczecie szlaku. Ale szlaku niemalze nie bylo widac, bo byl zarsniety tropikalna zielenina.

boliviainmyeys

Aha! To dlatego przewodnicy nosili ze soba maczete!

My ani przewodnika, ani maczety niestety nie mielismy, ale za to towarzyszyl nam Igal, ktory jako jedyny ubrany byl w dlugie spodnie i porzadne buty. Jako jedyny mial rowniez doswiadczenie lazenia po dzungli, tej prawdziwej, w Beni, i jako jedyny nie mial stracha przed nieznanym. Poszlismy wiec za Igalem, ale przez kolejna godzine (!) powtarzalam jak mantre ‘trzeba bylo wziac przewodnika’. Przez godzine przedzieralismy sie przez zarosla, wypatrujac sciezki, oraz druty kolczaste, ktore jakims cudem znalazly sie na trasie. Na trasie, ktora niby byla, a jakby jej nie bylo.

boliviainmyeyes

Chcac nie chcac, wsluchiwalismy sie w odglosy lasu, zagluszane przez glos sprzedawcy dochodzacy z wioski. Normalnie, takie halasy bardzo by mi przeszkadzaly, ale w naszych okolicznosciach byly one pocieszajace – jak sie zgubimy, to po nich trafimy z powrotem do cywilizacji.

W koncu dotarlismy do skaly i rozpoczelismy wspinaczke. Czulam sie tu jakos bezpieczniej niz w dzungli, mimo iz droga latwiejsza nie byla. Wrecz przeciwnie, kruche skaly lamaly sie pod stopami, kilka razy rowniez wyciagalismy do siebie pomocna dlon, lapiac sie konarow i galezi dla zachowania balansu. Pot lal sie z nas litrami, nie przesadzam. Nie pamietam, kiedy ostatni raz pot splywal mi po twarzy, szczypiac w oczy.

I oto bylismy na szczycie, gdzie stal ladny drewniany punkt widokowy. Az trudno uwierzyc, ze ktos kiedys zdobyl sie na trud by go postawic, by potem zapomniec o utrzymaniu i oznaczeniu szlaku!

Warto bylo, zapytacie?

Warto.

Wykonczeni wspinaczka, goracem i stresem, z zachwytem wpatrywalismy sie w ten cudowny widok – zab diabla wyrastajacy z zielonego morza.

boliviainmyeyes

Nie bylismy na miradorze sami – miedzy nami fruwaly dziesiatki helikopterow, ahem, wazek:) A z dzungli pod nami dochodzily dziwne odglosy. Hura! Turysci, pomyslalam. Spojrzalam w dol i znieruchomialam ze strachu, widzac poruszajace sie korony drzew. Freddy jako pierwszy dostrzegl w nich malpy! Odetchnelam z ulga, ale zaraz potem pomyslalam, ze moze te malpy przed CZYMS uciekaja? Moze jaguarem albo innym zwierzem? I jak ja mam teraz zejsc w dol, z powrotem do dzungli pelnej malp i niewiadomego zlego?

boliviainmyeyes

Coz, jak trzeba to trzeba. Powrotna droga wydala mi sie krotsza, pewnie dlatego, ze z gorki oraz, ze sciezka byla juz czesciowo wydeptana. Nawet nie wiecie, jak ja sie cieszylam, kiedy w koncu ujrzalam te tory kolejowe!

Dopiero wowczas zdalismy sobie sprawe, ze po drodze mielismy zobaczyc wodospad o romantycznej nazwie ‘Welon Panny Mlodej’ (Velo de la novia), ale go nie widzielismy. Uslyszelismy odglosy wody po drugiej stronie torow, ale byla to tylko rzeczka. Ruszylismy wiec z powrotem do wioski, po drodze mijajac duzy znak wodospadu, ze strzalka kierujaca w zarosla.

C.d.n.

P.S. W okolicach Chochis, w obrebie Valle de Turuquapá, mozna znalezc przyklady prehistorycznych rytow i malowidel naskalnych, niezliczone naturalne kapielsika oraz wiele pieknych skal. Nie sa one oczywiscie oznaczone na zadnej mapie, wiec by sie do nich dostac, trzeba skorzystac z pomocy przewodnika.

***

Chochís is a small village on the road Ruta 4, about 60 km from Santiago de Chiquitos in the direction to Santa Cruz de la Sierra. There is no way you would miss this place, as it can be seen from far away with its tall red rock on the horizon, called ‘La Torre‘ (Tower).

boliviainmyeyes

For centuries, the giant granite was considered to be magical and sacred. Apparently the locals believe to this day that the rock is the source of the energy, and local legends name it the ‘Devil’s Tooth(La muela del diablo). You must admit that this colossus, suddenly growing out of the ground, looks phenomenal? (According to me a lot more than its more known brother from La Paz.)

boliviainmyeyes

We didn’t feel a mysterious power, however I must say, that after returning from our trip I noticed that my physical condition improved a lot! Or maybe it is rather because of backbreaking though successful climb to the ‘Mirador de Chochis’?

In a quiet and flowery red village we were told that we can go there alone, without a guide, and that El Mirador is only 30 minutes away on foot. Friendly people show us the direction telling to go straight. Honestly, we were hoping that the trail will be similar to that in Santiago de Chiquitos, although we remembered someone saying that the terrain is steeper.

Reality overgrown our greatest expectations. The red road came to an end and we faced the railway truck. Confused, we decided to walk along the track to check out something in the distance that looked like a sign. Then, the terrain ended and we stood in front of the railway bridge built over the precipe. Quick decision, we didn’t hear the train, let’s go! The sign pointed the beginning of a trail. But the trail was hardly to be seen, overgrown by tropical plants.

Aha! That’s why some guides had machetes with them!

We had neither the guide nor machetes. But we had Igal, who was the only one dressed in long pants and a decent shoes. As the only one who had also experience in the real jungle, in Beni, and the only one who wasn’t scared of the unknown. So we followed Igal for the next hour (!). During that time I was repeating like mantra ‘we should have taken a guide‘, struggling through the plants, looking for a path, and barbed wires crossing the route.

Willy-nilly, we listened to the sounds of the forest, drowned out by the voice of a man speaking through the microphone, coming from the village. Normally, such noises are very disturbing to me, but in our circumstances, they were reassuring – if we get lost we could get back to civilization following that same voice.

Finally, we reached the rocks and started our climb. Somehow I felt safer here than in the jungle, though the trail has not been easier. On the contrary, the rocks broke under our feet, several times we also gave each other helping hand, clutching to wooden branches to maintain balance. The sweat was pouring out of our pores, I’m not exaggerating. I don’t remember when was the last time that sweat trickled down my face, stinging my eyes.

And here we were at the top, where the nice wooden lookout stood. It is hard believe that someone once put all this effort to build it, only to forget about the maintenance of the trail!

Was it all worthn it, you ask?

It was.

After all these sweat and stress, we stood there and stared in awe at the magnificent view – a red rock growing out of the green sea.

boliviainmyeyes

We weren’t the only ones on on the Mirador – there were dozens of helicopters, ahem, dragonflies flying among us:) And then we heard some strange noises comming from the jungle below. Hurrah! Some tourists, I thought. I looked down and froze in fear, seeing the tops of the trees moving. Freddy was the first who noticed monkeys jumping in the tree crowns! I breathed a sigh of relief, but then I thought that maybe the monkeys were running away from something? Maybe Jaguar or other beast? And how am I going to go down, back to the jungle full of monkeys and unknown evil?

Well, I had no choice. Our return seemed somehow shorter, probably because we were going down the hill, moving on the partially cleared path. You can only imagine how happy I was when I finally saw the railroad tracks!

That is when we realized that on the way we suppoused to see a waterfall called romantically the ‘The Bride’s Veil’ (Velo de la novia). We hear the sound of the water on the other side of the tracks, but it was comming from a small river. So we went back to the village, on the way walking past a large sign of the waterfall with arrow pointing out in the direction of the jungle.

C.d.n.

P.S. Outside of Chochis, within Valle de Turuquapá, you can find several examples of prehistoric carvings and paintings, refreshing swimming holes and lots of beautiful rocks. These are not identified on any maps, so to get there you need to find a guide.

3 thoughts on “Chochís & La Torre – Holy Pagan Place *** Swiete poganskie miejsce I

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s