‘Santiago de Chiquitos’ – The Gateway to the Paradise *** U bram Raju

Do Santiago de Chiquitos, polozonego na uboczu Ruta 4 (23 km od Robore), przybylismy wczesnym wieczorem. Miasteczko (lub raczej wioska) znajduje sie u stop Serrania (wzgorza) Santiago, a prowadzi do niego kreta, asfaltowa i bardzo dobrze oznaczona droga. Mielismy troche czasu i swiatla slonecznego na zapoznanie sie z tym urodziwym miejscem – spokojnym, czystym, zorganizowanym (!), pelnym przyjaznych ludzi pozdrawiajacych przyjezdnych na kazdym kroku. Dzieki swemu urkliwemu polozeniu oraz przyjemnemu klimatowi (jest tu troche chlodniej niz w nizej polozonych miejscach Chiquitanii), miasto jest czesto nazywane Antesala del CieloPoczekalnia Niebios. Ciekawostka jest, iz podobno region ten ma wielu dlugowiecznych mieszkancow, ktorym zapewne nie spieszy sie do Nieba, skoro moga cieszyc sie zyciem doczesnym w tak pieknych okolicznosciach przyrody;)

_MG_4521 DSCN0268

Santiago de Chiquitos zostalo zalozone w roku 1754, jako dziesiata misja jezuicka. Od samego poczatku istnienia stacjonowal tu garnizon, ochraniajacy mieszkancow przed wrogo nastawionymi plemionami Zamucos i Guaycurus. Zreszta, jeszcze w 1944 roku Indianie ze szczepu Ayoreo zamordowali czterech protestanckich misjonarzy z USA w niedalekim miescie Robore. Tradycjia jest kontynuowana, bo dzis w wiosce funkcjonuje szkola militarna.

Niebezpieczne czasy walki plemion jednak minely i dzis Santiago de Chiquitos uznawane jest za najbezpieczniejsze miasto Boliwii. Zycie w wiosce plynie w spokojnym tempie, a skupia sie ono wokol glownego placu, przy ktorym wieczorami mieszkancy wystawiaja grille, przygotowujac proste przysmaki, lub przechadzaja sie po placu, zamienionym na uroczy park.

Przy placu znajduje sie rowniez kosciol, ktory jednak nie zachwyca jak pozostale swiatynie jezuickie. Jego budowe ukonczono w 1771 roku, ale po tym jak jezuici zostali wygnani z Boliwii, popadl on w ruine, bedac pozniej trzykrotnie odnawiany.

boliviainmyeyes

Ale nie o kosciele chcialam pisac a o tym, co znajduje sie tuz za granicami miasteczka – park Reserva Departmental Valle Tucavaca. Dolinie Tucavaca obejmuje najlepiej zachowany fragment suchego lasu w Ameryce Poludniowej, uznawany za najbardziej dziewiczy tropikalny suchy las na swiecie. Szmaragdowo zielone polacie lasu (wcale nie takiego znowu suchego) stapiajace sie z blekitnym horyzontem nieba, mozna podziwiac z El Mirador, punktu widokowego na szczycie Serrania Santiago.

Chiquitano

Jak wspomnialam w pierwszym wpisie —> klik, jest to jedyny doskonale oznaczony szlak w okolicy, na ktory bez problemu mozna sie wybrac samodzielnie. I tak tez uczynilismy, wyruszajac z samego rana w piesza wedrowke, ktora rozpoczela sie trzy -kilometrowym marszem szeroka piaszczysta droga, wsrod tysiecy motyli.

Chiquitano

boliviainmyeyes

Tu musze wspomniec o naszym specjalnym towarzyszu, ktorym byl duzy czarny pies o poetycko brzmiacym imieniu Sombra (Cien), nalezacy do kucharki z restauracji Churapa. Po tym jak znikal i pojawial sie przed nami na kolejnych odcinkach trasy, bylo widac, iz nie byl to jego pierwszy raz w funkcji przewodnika:)

Spacerkiem dotarlismy do podnoza gory i rozpoczelismy godzinna wspinaczke. Trasa nie jest najciezsza, ale trzeba uwazac na osuwajace sie kamienie. Najpierw dotarlismy do malego punktu widokowego, na ktorym zrobilismy sobie mala przerwe.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

A po kilkunastu kolejnych minutach bylismy na samym szczycie, otoczeni przez pionowe skaly, przypominajace miejscami ruiny antycznej fortecy. Nie, na Duzym Miradorze sie nie skonczylo, postanowilismy pojsc dalej, caly czas podziwiajac to niesamowite miejsce, z ktorego kazdej strony, jak okiem siegnac, rozposcierala sie szmaragdowa dzungla. Pochmurne niebo oslanialo nas przed sloncem, lagodna bryza ochladzala powietrze, a nad glowami szybowaly jastrzebie (?).

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Wedrowke zakonczylismy chyba w najbardziej fotografowanym miejscu, z ktorego widac skalna wieze. Raz zdarzylo nam sie zejsc ze szlaku, zapuszczajac niemal do samych jaskin (ktorych fanami, jak wiecie, nie jestesmy).

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

Droga w dol byla troche trudniejsza, nawet Sombra nie chcial isc juz jako pierwszy, i jakby dluzsza.

boliviainmyeyes

Moze dlatego, ze zblizal sie czas obiadu, o ktorym przypominaly nam burczace brzuchy? Po drodze poszlismy ‘na pachte’ (tak sie u nas mowilo na ‘podkradanie owocow z drzew sasiadow), zrywajac owoce achachairu (tu nazywane tamarindo) oraz zbierajac dojrzale rzeczne mango z pobocza drogi. Tak, grudzien to w Santiago sezon na mango!

boliviainmyeyes

Drzewo Mango!

P.S. El Mirador to tylko jedno z cudownych miejsc w okolicach Santiago de Chiquitos wartych zobaczenia. Niestety my tym razem nie dotarlismy do naskalnych malowidel, ukrytych w jaskiniach i posrod gestego lasu, licznych wodospadow czy skalnych lukow. Coz, trzeba bedzie tam powrocic!

***

We arrived in Santiago de Chiquitos, located on the sideway of the Ruta 4 (23 km from Robore), in the early evening. The town (or rather village) is situated at the foot of the Serrania Santiago (hill), at the end of serpent, paved and well marked road. We had some time to familiarize with this pretty town before sunset, finding it as a quiet, clean, organized (!), full of friendly people greeting visitors at every step, place. Thanks to its location and pleasant climate (it is a little cooler here than at lower altitudes of Chiquitania), the city is sometimes called Antesala del Cielo – Heaven’s Waiting Room. Interestingly, there are many long-lived residents in the region, who probably aren’t in a hurry to get to the eternal heaven, since they can enjoy life in such beautiful natural circumstances ;)

Santiago de Chiquitos was founded in 1754 as a 10th Jesuit mission. From the very beginning, the garrison was stationed in the mission, protecting its residents against hostile tribes of Guaycurus and Zamucos. Moreover, even in 1944 Indians Ayoreo murdered four Protestant missionaries from the United States in the nearby town Robore.
The tradition continiues as today there is a military school in the village too.

However, the dangerous times have seemed to pass and today Santiago is considered to be the safest city of Bolivia. The life in the village flows at leisurely pace, and focuses around the main square where residents make a barbecue in the evenings, preparing simple dishes, or stroll around the plaza, converted into a charming park.

boliviainmyeyes

In the square stands a church, which, however, does not impress as the other Jesuit temples. It was completed in 1771 but after the Jesuits were expelled from Bolivia, it fell in ruine, being later renewed three times.

boliviainmyeyes

But it’s not the church I wanted to write about but the town’s surroundings – Chiquitano tropical dry forest, which is a part of the protected park Reserva Valle Departmental Tucavaca. In fact, Tucavaca Valley has the best preserved fragment of dry forest in South America, as well as the most pristine tropical dry forest in the world. The emerald green expanses of forest (not so dry after all) merging with azure horizon of the sky, can be enjoyed from the El Mirador, a lookout point at the top of the Serrania Santiago.

As I mentioned in the first post about Chiquitania ––> click, it is the only well-marked trail in the area, easily accesable without the guide. And so, we sett off in the morning beginning with 3 kilometers’ march on the wide sandy country road, among the thousands of butterflies.

boliviainmyeyes

and sleeping/dead squirells

Here I have to mention our special companion –  a large black dog called Sombra (Shadow), belonging to the cook of the restaurant Churapa. After his disappearance and reappearance at certain points of the trail, we knew that it wasn’t his first time as a guide :)

boliviainmyeyes

After a peaceful walk we reached the foot of the mountain and started one hour climb. The route is not the hardest, but you have to watch out for falling rocks. First, we got to a Small Viewpoint, where we had a wee break.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

And after a few more minutes, we were at the top, surrounded by vertical rocks, that at places looked like the ruins of the ancient fortress. No, we didn’t stop at this Big Mirador, but we decided to go on, admiring the amazing views of an emerald jungle. Cloudy sky shrouded us from the sun, mild breeze cooled the air, and hawks (?) were soaring above our heads.

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

boliviainmyeyes

I think we finished our wandering at the most photographed spot, from where you can see the rock tower. Once we happened to get off the trail, venturing almost to the caves (that we aren’t the fans of).

boliviainmyeyes

The way down was a little more difficult, even Sombra didn’t want to lead us any longer.

boliviainmyeyes

Maybe because it was the lunch time? Along the way, we collected some fruit of achachairu (here called tamarindo?) and picked up ripe river mangos from the side of the road. Yes, December in Santiago de los Chiquitos is the season for mangoes!

boliviainmyeyes

P.S. El Mirador is just one of the wonderful places around Santiago de Chiquitos. Unfortunately, this time we didn’t see cave paintings or numerous waterfalls and rock arches hidden in the forest. Well, we have a multiple reasons to go back!

10 thoughts on “‘Santiago de Chiquitos’ – The Gateway to the Paradise *** U bram Raju

  1. www.lkedzierski.com - blog o podróżach says:

    widok z góry wygląda na prawdę bardzo ciekawie no i te przepiękne malutkie motylki po drodze… fajnie..

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s