‘La Ciclovía’ *** Rowerem po Cochabambie

W koncu, po niemal 2 latach na boliwijskiej ziemi, kupilismy rowery!

DSCN1788

Co prawda, wielu okazji do pedalowania nie mamy – glownie ze wzgledow bezpieczenstwa wolimy poruszac sie na nogach lub pojazdami czterokolowymi, ale doszlismy do wniosku, ze weekendy w Cochabambie, gdzie zjezdzamy mniej wiecej raz w miesiacu, sa na tyle spokojne, ze warto zainwestowac w jednoslady. Przez ostatnie 2 lata ominelo nas kilka ‘dias del peaton‘ (—–> klik), kiedy to najwieksze ulice miasta przejmuja rowerzysci i piesi, ale niestety nie mielismy szansy cieszyc sie swoboda poruszania, bowiem nie ma w Cochabambie ani jednej wypozyczalni rowerow (!). Teraz zas nie musimy juz czekac na nastepne dni bez samochodu, bowiem odkrylismy la Ciclovía, czyli miejska sciezke rowerowa!

Ciclovia ma 25 km dlugosci i zaczyna sie w polnocno-zachodniej czesci miata, w dzielnicy Cala Cala. My dolaczamy do sciezki na ok. 5 kilometrze, kolo Palacio Portales, okrazajac kosciol La Recoleta i jadac kawalek pod gorke:)

DSCN1836

Przyznam, sciezka ta pieknie wyglada na mapie, ale niestety rzeczywistosc nie jest juz taka kolorowa. Powstala ona z mysla o promowaniu ekologicznego stylu zycia w miescie ktore od lat zmaga sie z wysokim zanieczyszczeniem powietrza, ale tylko garstka zapalencow uzywa jej w celach rekreacyjnych. Przez nastepne 20 kilometrow musimy uwazac na dziury w nawierzchni, druty wystajace z tunelow pod mostami, galezie zagradzajace droge, oraz innych uzytkownikow tj. rowerzystow, pieszych i psy, ktorzy nie zawsze znajduja sie po dobrej stronie sciezki.

Jak to czesto bywa w Boliwii, ktos kilkanascie lat temu wpadl na genialny pomysl wybudowania takiej trasy turystycznej, ale tuz po otwarciu zapomniano o jej istnieniu…

Przez rzeke Rocha przejezdamy zadaszonym mostem, ktory wyglada jak pociag! A pozniej wjezdzamy w ciemny wawoz – znak, ze jestesmy u podnoza wzgorza San Pedro, ktory za zakretem odkrywa przed nami panorame miasta.

DSCN1783 DSCN1785

Ta czesc trasy jest chyba najbadziej ekscytujaca ze wzgledu na widoki, jak rowniez naturalne przeszkody – ciasne zakrety, porosniete zielenina wdzierajaca sie na sciezke. W pewnym momencie trasa sie konczy, ustepujac gorze cementu i blokom betonu,  ale mozna ja kontynuowac po przejsciu dwoch zakretow:)

DSCN1786

Najprzyjemniej jest w okolicach Teleferico, czyli kolejki liniowej wozacej turystow do Cristo de la Concordia, wzdloz ktorej ulozone sa rowniez schody dla bardziej wysportowanych. Niestety sielanka nie trwa dlugo, i po chwili znow walczymy z dziurami w asfalcie i kolczastymi galeziami.

W koncu dojezdzamy do Laguny Alalay! Coz za widoki! Szybko zjazdzamy z gory po dlugim metalowym moscie, i juz jestesmy na brzegu tego pieknego acz sztucznego akwenu.

DSCN1792 DSCN1794 DSCN1800

Trasa wiedzie dookola jeziora i po drodze mijaja nas dziesiatki rowerzystow i biegaczy. Kiedys, w poblizu Alalay zbudowano kilka boisk do pilki noznej i baseballu, ale dzis tylko nieliczne z nich sa czynne. Po drugiej stronie mijamy bramy ‘Country Club‘ dla bogaczy. Co chwila zatrzymujemy sie aby podziwiac widoki i pstryknac kilka zdjec.

DSCN1802 DSCN1804 DSCN1806 DSCN1810

Co jakis czas przyspieszamy, by jak najszybciej przejechac przez kanaly bedace zrodlem niemilych zapachow. Mijamy jeszcze pole golfowe, rowerzyste, ktory przystanal aby poczytac ksiazke, watahe psow i dzieci, i w koncu zatrzymujemy sie na bazarku z owocami, ktory zwiastuje koniec trasy.

DSCN1815 DSCN1820

DSCN1832

DSCN1831

Nie zdajemy sobie sprawy, ze przejechalismy ponad 20 km, ale czujemy w kosciach, ze chyba juz nie damy rady wrocic do domu rowerami, tym bardziej, ze trzeba bedzie jechac pod gorke. Lapiemy wiec taksowke, ladujemy w niej jakos nasze rowery i za 23 bs. ruszamy z powrotem:)

DSCN1835

* Niestety, sciezka ta zostawiona samej sobie, w najblizszej przyszlosci moze stac sie nieprzejezdna. Momentami czulismy sie rowniez niepewnie, szczegolnie przejezdzajac ciemnymi tunelami, gdzie czuc bylo odor moczu oraz alkoholu. Mowi sie rowniez duzo o ‘cleferos’ (narkomanach) rabujacych turystow w drodze do Chrystusa. Trzeba wiec miec sie caly czas na bacznosci. Ja wzielam ze soba tylko moj maly aparat i stary telefon. Freddy zas mial kilkanascie boliwianos w kieszeni i gaz pieprzowy na wszelki wypadek. Najlepiej jest jednak ‘wziac ze soba’ kilku znajomych dla towarzystwa, co tez zamierzamy uczynic w przyszlosci:)

* Nie ma w Cochabambie wypozyczalni rowerow (przynajmniej na dzien dzisiejszy), ale mozna kupic calkiem porzadny jednoslad w La Cancha juz za niecale 500 bs. Za bardziej wyczynowe rowery trzeba jednak zaplacic ponad 200 $.

* Nasi znajomi organizuja wyczynowe wyprawy rowerowe do Parku Tunari i byc moze niedlugo otworza agencje z prawdziwego zdarzenia. Wiem, ze taka juz istnieje w miescie, ale nie nalezy ona do najtanszych.

* Jazda rowerem po miescie to sport tylko dla odwaznych. Kierowcy nie respektuja tu nawet pieszych, a co dopiero rowerzystow!

***

Finally, after almost two years, we bought bicycles! The truth is, there isn’t many opportunities to go cycling in Bolivia – mainly from security reasons we prefer to get around on foot or by four-wheeled vehicles, but we came to the conclusion that the weekends in Cochabamba, where we go roughly once a month are quiet enough to give it a try. Over the last two years we have missed some ‘dias del peaton, when the streets are taken over by cyclists and pedestrians, but unfortunately we did not have a chance to enjoy total freedom, because we couldn’t rent a bicycle! Now, we don’t have to wait for the next day without a car, because we have  found  la Ciclovia – the city’s bicycle path!

Ciclovia is 25 km long and begins in north- western part of the city, in the district of Cala Cala. We join the path at about 5 kilometer, near the Palacio Portales, circling the church of La Recoleta and riding up the hill :)

I admit this cycling route looks beautifully on the map, but unfortunately the reality isn’t so colorful. It was created to promote the natural lifestyle in this highly polluted city, but now is used only by handful of people. For the next 20 kilometers we have to be careful of holes in the surface, the wires protruding from tunnels under bridges, branches obstructing the passage and other road users such as cyclists, pedestrians and dogs, who do not always use the right side of the path.

As it often happens in Bolivia, someone long time ago  came up with a brilliant idea to build such a tourist route, but shortly after the opening, they forgotten about its existence …

There is a bridge on the Rocha river, which looks like a train! And later we enter the dark gorge at the foot of the hill of San Pedro, and after first bend we can see the city’s panorama. This part of the route is probably the most exciting because of the views, as well as natural obstacles – tight turns and overgrown greens encroaching on the path. At some point, the asphalted path ends, being obstructed by the pieces of cement and concrete blocks, but it starts back again after two corners. The nicest path is in the area of Teleferico, or cable car, taking tourists to Cristo de la Concordia, where also stairs were built for the more athletic people. Unfortunately this idyll does not last long and after a while we fight again with with holly asphalt and thorny branches.

DSCN1777

Finally we reach the Laguna Alalay!What a view!

DSCN1823

We ride down fast the long metal bridge and suddenly we are on the edge of this beautiful yet artificial water reservoir. The route goes around the lake and along the way we meet dozens of cyclists and runners. Long ago, several football and baseball pitches were built along the lake, but today only a few of them are still in use (surprise, surprise). On the other side of the road we pass the gate of ‘Country Club‘ for the rich. We stop many times to admire the views and snap a few pictures, accelerating from time to time to cross as fast as possible smelly water channels. We pass a small golf course, a cyclist who stopped to read a book in the most picturesque place, a pack of dogs and children and finally we reach the fruit market, located at the end of the route.

DSCN1826

We have no idea that we have traveled over 20 km, but we feel in the bones that we could not make it home on the bikes, especially that some part of Ciclovia would be up the hill. So we catch a taxi, somehow place in our bikes and for 23 bs. we drive back :)

* Unfortunately, the path is being neglected, and in the near future it may become impassable. At times we felt also insecure, especially passing through dark tunnels where we could smell odor of urine and alcohol. It is also known, that sometimes ‘cleferos’ (drug addicts) robb tourists on the way to Cristo. So one need to be on the watch all the time. I only brought with myself small camera and an old phone., while Freddy had some bolivianos and pepper spray in his pocket, just in case. It is best, however, to take along some friends for the company, what we intend to do next time :)

* There is no bike rental place in Cochabamba (at least for now on), but you can buy pretty neat bicycle in La Cancha for just under 500 bs. Of course, for more professional equipment you must pay more than $ 200.

* Our friends are organizing a competitive cycling in the Tunari and perhaps soon they will open the agency specializing in  mountain biking. I know that there is one run by foreigners, but it ain’t cheap.

* Riding the bike in the city is only for courageous. Drivers don’t respect pedestrians, not to mention cyclists!

DSCN1833

4 thoughts on “‘La Ciclovía’ *** Rowerem po Cochabambie

  1. Artur Sikora (@artursikora) says:

    Mimo iz z Twoich opowiadan trasa jest niebezpieczna to wydaje sie byc niezmiernie interesujaca. Swiadcza o tym rowniez zdjecia. No i oczywiscie rower powinien byc podstawowym srodkiem lokomocji praktycznie wszedzie. Swietny artykul!

    Like

  2. boliviainmyeyes says:

    Dzieki Artur! Musze dodac, ze na poczatku trasy zatrzymywalam sie na zdjecia tylko w tych bezpieczniejszych miejscach, a i tak Freddy mnie poganial, ze nie powinnam:) Dlatego tez wiekszosc widokow pochodzi z koncowki przy Lagunie Alalay – najpiekniejszym chyba miejscu w Cochabambie, szczegolnie w pochmurne dni:)

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s