Salar de Uyuni and Giant Cacti *** Kaktusowa wyspa wsrod morza soli (3669 m n.p.m.)

Nasza przygode z najwieksza pustynia solna swiata (10.000 km 2) zaczelysmy z kolezanka Ester na dworcu autobusowym w Cochabambie, skad wyruszylysmy w poludnie. Podroz do Oruro, ktora zazwyczaj trwa 3.5 godziny, przedluzyla sie do 5, z powodu zlego stanu nawierzchni,* ale nic to – mialysmy sporo czasu do pociagu, odjezdzajacego do Uyuni o 7 wieczorem.** Po lekkiej kolacji (nie wartej opisu) stawilysmy sie w pelnej gotowosci na peronie, gdzie pokierowano nas do pierwszego wagonu, aby zdac bagaze. Tego w planach nie mialysmy, musialysmy wiec napredce wyciagnac wszystkie nasze cieple ubrania z duzych plecakow, po czym okazalo sie, ze owe plecaki zostaly niemal puste:) Po oddaniu bagazu minelysmy pierwszy wagon ‘Ejecutivo‘ pelen gringos i udalysmy sie na poszukiwanie naszego, w klasie ‘Salon’. Nie bylo zle – rozkladane do polowy siedzenia, telewizor, toaleta za drzwiami i mnostwo cholitas ze swoimi wielkimi tobolkami (swoja droga, zastanawiam sie, jakim cudem one wniosly swoje bagaze na poklad?) sprawily, ze 7-godzinna podroz uplynela dosyc szybko. W miedzyczasie obejzalysmy 2 filmy i troszku zmarzlysmy, poniewaz nie bylo ogrzewania. Mimo ciemnosci, moglysmy rowniez poczuc, jak zmienil sie krajobraz, bowiem wagon zapelnil sie pylem.

Do Uyuni dotarlysmy okolo 2 w nocy i okazalo sie, ze musialysmy czekac jakies 15 minut w siarczystym mrozie na nasze bagaze, ktore rozladowywano do jednego pomieszczenia. Tego w przewodnikach nie bylo! Po odebraniu zakurzonych plecakow udalysmy sie na poszukiwanie hostelu. Nie mialysmy nic namierzonego, wiec skierowalysmy swoje kroki w strone pierwszego z brzegu – ‘Hotelu Avenida’. U drzwi spotkalysmy dwojke Brazylijczykow, ktorzy rowniez mieli nadzieje na szybki sen. Okazalo sie, ze wolny jest tylko jeden 4-osobowy pokoj, wiec wszyscy bez wahania zgodzilismy sie na cene 35 bs. od osoby i po 5 minutach, opatuleni we wszystko co sie dalo, bylismy w luzkach. Coz, za taka cene nie mozna oczekiwac ogrzewania w pokoju, nawet przy temperaturze ponizej zera. Ale przynajmniej bylo czysto.

Rankiem, po cieplym prysznicu (!), poszlysmy na poszukiwanie biura podrozy i wybralysmy pierwsze z brzegu ‘Empexsa’ (na tyle zdaly sie moje wczesniejsze internetowe poszukiwania!), ktore wydalo nam sie i tanie, i porzadne, i gdzie wykupilysmy 3-dniowa wycieczke za 700 bs. (100 $). Przy okazji zaprowadzono nas do milej kafejki ‘Nonis’, gdzie zjadlysmy male sniadanie za 10 bs.

Okolo 11 bylismy gotowi do odjazdu naszym 4×4 jeepem, prowadzonym przez przemilego kierowce o imieniu Johnny. Obok nas swa podroz rozpoczeli: Jack i Jessie z Anglii oraz Laurent i Mailise z Francji. Doborowe towarzystwo!

Pelni energii i w dobrych humorach wyruszylismy w strone ‘Cementario de los Trenes’, czyli cmentarzyska starych pociagow, ktore kursowaly kiedys m.in. na trasie Boliwia – Chile, dzis zas stanowia doskonale zardzewiale tlo dla zdjec. A turystow tam niemiara, poniewaz wszystkie wycieczki wyruszaja w tym samym czasie i jada w tym samym kierunku – zdjecia bez ludzi sa wiec niemal niewykonalne.

_MG_3788

Nastepnym przystankiem bylo Colchani, gdzie mozna zaopatrzyc sie w pamiatki – ja zakupilam sporych rozmiarow blok z krysztalow soli za 15 bs., ktory niestety nie przetrwal wyboistej drogi w jednym kawalku…

Po zakupach czas na slynne, wazace tone stozki solne, ktore usypuje sie, by sol wysuszyc i przetwozyc. Pierwszy krok na solnej skorupie, o grubosci nawet 10 m, wykonuje sie z niemala ostroznoscia – oby tylko sie nie poslizgnac! Sol i slonce prawia psikusa naszym zmyslom.
Tutaj po raz pierwszy pozalowalam, ze nie ma pory deszczowej, kiedy to krajobraz przypomina surrealistyczne obrazy Salvadora Dali’ego. A tak, stozek soli jak to stozek soli.***

_MG_3818

Na szczescie poczulam na nowo ekscytacje na widok ‘Isla de los Pescados’**** – wyspy pokrytej wiekowymi kaktusami! Stad Salar naprawde przypomina morze, ktore przeciez kiedys tam bylo, tylko skad sie wziely te ogromne kaktusy?

_MG_3890

Godzinna przechadzka po tym przedziwnym miejscu przyniosla nie tylko niezwykle wrazenia estetyczne, ale rowniez pozwolila spalic kalorie zjedzonego wczesniej lunchu. Daje sie tu we znaki wysokosc powyzej 3653 metrow n.p.m., ale rowniez slonce i zimny wiatr. Dobrze jest miec pod reka krem przeciwsloneczny, bowiem na nic zdaje sie tutaj sombrero. Za to ile radosci ma czlowiek wyglupiajac sie do zdjec!

boliviainmyeyes

Przed dodarciem na miejsce spoczynku, zatrzymalismy sie na Salar jeszcze raz, aby podziwiac zachod slonca. Niestety, nie mielismy duzo czasu (nasz hotel okazal sie hen! daleko), niesamowite kolory nieba ogladalismy wiec zza szyb samochodu.

_MG_3955

Juz po zmierzchu dotarlismy do hotelu zbudowanego z blokow soli, ktory mimo iz calkiem ladny, okazal sie bardzo zimny. Po kolacji w milym gronie i ‘cieplym’ prysznicu (10 bs.) udalismy sie do naszych prywatnych (2-osobowych) pokoi z lazienka i otuleni w spiwory, koce i niezwykla cisze, zasnelismy na naszych solnych lozkach.

* Bilet autobusowy kosztuje od 30 do 40 bs. w zaleznosci od klasy autobusu. Autobusy odjezdzaja mniej wiecej co godzine, ale trzeba udac sie na dworzec wczesniej by kupic bilety.

** Rozglad pociagow wraz z cennikiem mozna znalezc na stronie: http://www.fca.com.bo/contenido.php?seccion=2&subseccion=41. Bilety mozna zabukowac albo na miejscu, albo poprzez biuro podrozy (polecane). Pamietaj, by nie zostawiac plecaka w wagonie bagazowym!

*** Aby zobaczyc Salar ‘pod woda’ najlepiej jest sie wybrac sie do Uyuni w styczniu i lutym. Nalezy jednak spodziewac sie utrudnien na dalszej trasie (choc i nam takiez sie przytrafily z powodu sniegu…). Kierowca opowiedzial nam rowniez historie dwojki Francuzow, ktorzy zgubili sie na Salarze wlasnie w porze deszczowej, kiedy niebo zlewa sie z ziemia, a noca powierzchnia Salaru wydaje sie byc czarna. Szczesliwie, po 3 dni blakania sie po pustyni bez wody, zostali oni ‘odnalezieni’ przez jedna z wycieczek. Na Sala r de Uyuni naprawde mozna sie zatracic!

*** Tak naprawde wyladowalismy na innej wyspie kaktusowej – Isla Incahuasi. Trzeba na niej uiscic oplate za zwiedzanie i korzystanie z toalety w wysokosci 30 bs. (dla krajowcow 15bs.).

 ***

My friend Ester and I started our adventure of the biggest salt desert in the world (10,000 sq km) at the bus station in Cochabamba, whence we set out at noon. Travelling to Oruro, which usually lasts 3.5 hours, was prolonged to 5, because of the poor road conditions.* But we had plenty of time to catch our train, departing to Uyuni at 7 pm. After a light dinner in one of restaurants (not worth mentioning) we set our feet on the platform and we were asked to leave the luggage in a first wagon.** We didn’t have that planned, so we had to hastily take all our warm clothes from large backpacks and after leaving almost empty luggage, we passed first wagon ‘Ejecutivo’ full of gringos and went in search for lover class ‘Salon’. It was not bad – it had comfortable seats, TV, toilet behind the door and a lot of cholitas with their big bundles (by the way, I wonder, how come they brought their luggage on board). 7-hours journey passed quite quickly – in the meantime we watched two movies and got cold as there was no heating. Despite the darkness, we could also feel how landscape has changed, because the air in the train was full dust.

We arrived in Uyuni around 2 am and It turned out that we had to wait 15 minutes in a bitter cold for our luggage, which had been unloaded into one room. That wasn’t in the guide books! After receiving covered with dirt backpacks we went off in search of the hostel. We did not have anything booked, so we directed our first steps towards nearby hotel – ‘Avenida’. At the door we met two Brazilians who also had hopes for a quick sleep. It turned out that there was only one 4-bed room, so everyone without hesitation agreed to the price of 35 bs. per person and after 5 minutes, wrapped up in everything that  we had, we went to sleep. Well, for that price you can’t expect heating in the room, even when temperature falls below 0! But it was clean.

In the morning, after a warm shower (!) we went in search of travel agency and we choose the first one  ‘Empexsa‘, which seemed inexpensive  and decent. After buying three-day trip for 700 bs. ($ 100),  we were taken to a nearby cafe ‘Nonis’, where we had a small breakfast for 10 bs.

Around 11 we were ready to leave in our 4×4 Jeep, driven by lovable driver named Johnny. Next to us were starting their journey: Jack & Jessie from England and Laurent with Mailis from France. Good company!

Full of energy and in good spirits we set off in the direction of ‘Cementario de los Trenes’, the burial site of old trains that once conected Bolivia and Chile. Today they provide perfect rusty backdrop for pictures :) And there was no end of tourists, because all the tours depart at the same time and go in the same direction – therefore photos without people are almost impossible .

_MG_3808

Then we went to Colchani, where we could stock up on souvenirs – I bought a big block of salt crystals for 15 bs., that unfortunately did not survive the bumpy road in one piece …

After shopping, we went to see the famous salt cones – piles weighing a ton each left to dry in the sun before transport to refinery. In the distance Salar reminds of a sea and cloudless sky reinforces this impression. I set my first step on a salt crust (10 m thin) with caution – so I wouldn’t slip! Salt and the sun play trick on our senses:) Here for the first time I wished it was a rainy season, when the landscape looks like surreal images by Salvador Dali. But without water a cone of salt is just a cone of salt.***

_MG_3906

Luckily, I felt a new excitement at the sight of  the ‘Isla de los Pescados’ ****– the island covered with ancient cacti! Hence Salar really looks like the sea, which surely was once there :) Just where are these giant cacti from?

_MG_3894

Hour stroll through this wonderful place has allowed not only for an aesthetic impressions, but also helped to burn calories from lunch. The altitude above 3653 meters above sea level with the sun and the cold wind was rally annoying – it’s good to have a sun cream on hand, because sombrero doesn’t work here:) Amazing also how much happiness brings posing to silly photos!

IMG_1350

 

Before we reached the ​​resting place, we stayed at Salar to enjoy the sunset. Unfortunately, we did not have much time, so we watched amazing colors from behind car windows.

_MG_3944

We arrived at the salt hotel already after dusk. Shelter built from salt blocks even though quite nice, turned out to be very cold. After dinner and a warm shower (10 bs.) we went to our private (two-bed) rooms with bathroom and wrapped in the sleeping bags, blankets and unusual silence, we fell to sleep on ours salty beds.

* Bus to Oruro costs about 30-40 bs, depending on its standard. Busses leave every hour or so but you need to get ticket early enough.

** Timetable and cost of train you can check here: http://www.fca.com.bo/contenido.php?seccion=2&subseccion=41. Tickets can be booked through the travel agencies. Remember – don’t leave your luggage in a luggage wagon!

*** To see Salar ‘under the water’ the best is to come to Uyuni in January/February. That time one need to expect some difficulties during the further trip (however, we also had some due to snow…). Our driver told us about 2 French tourists, who got lost on Salar during the rainy season, when sky merges with the land and at night salty desert is black! They were roaming for 3 days without the water, until one of the jeeps’ found them. Story to remember.

**** In reality we ended up on another cacti island – Isla Incahuasi. To enter the island and use a bathroom you need to pay 30 bs. entrance fee (15 bs. for nationals).

_MG_3866

2 thoughts on “Salar de Uyuni and Giant Cacti *** Kaktusowa wyspa wsrod morza soli (3669 m n.p.m.)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s