Visiting New York *** Z wizyta w Nowym Jorku

Z okazji Nowego Roku Aymara, mielismy dlugi weekend, z ktorym trzeba bylo cos zrobic. Dlugo planowana podroz do Tarija spalila na panewce z powodu drogich biletow lotniczych… W miedzyczasie do Santa Cruz przywedrowaly wiatry znad argentynskiej pampy i temperatura drastycznie spadla do 10 stopni – a wraz z nia spadl deszcz.

Moze wiec do Cochabamby? Eh, tam wybieramy sie za tydzien, wiec bez sensu.

Prognoza pogody przewidywala okienko z lepsza pogoda na sobote, wiec moze do Chiquitanii? Niestety, znajomy hotelarz w Santiago de Chiquitos wspomnial na fejsie, ze nigdzie juz nie ma wolnych miejsc! No tak, trzeba ‘bukowac’ z wyprzedzeniem.

No to moze do Samaipaty? Bylismy tam niedawno, ale nie zwiedzilismy Parku Amboro. Przez dwa dni probowalismy dodzwonic sie do resortu polozonego w parku – El Refugio los Volcanos, ale nikt nie podnosil sluchawki… W koncu, w sobote rankiem postanowilismy jechac tam na wlasna reke – udalismy sie wiec na postoj Trufis do Samaipaty i widzac tylko jedna pusta taksowke (taksowka rusza kied sie zapelni) zapytalismy, ile kosztowalby taki prywatny kurs. Kierowca popatrzyl na Freddiego, potem na mnie i oswiadczyl, ze 250 bs. Freddy zapytal retorycznie – w obie strony? Taksowkaz usmiechnal sie chytrze i powiedzial, ze w obie strony zawiezie nas za 400 bs., ale nie bedzie na nas czekal. ??? Dodam tylko, ze miejsce, do ktorego chcielismy sie udac lezy mniej wiecej w polowie drogi do Samaipaty, do ktorej kurs prywatny kosztowal nas 120 bs. w jedna strone. Freddy zapytal dlaczego tak drogo, w koncu kurs standartowy kosztuje tylko 30 bs. od osoby. Na to pan taksowkaz dodal, ze w jego aucie zmiesci sie 5 pasazerow. Ah! A ten piaty to na dachu, czy w bagazniku?– zagadnal Freddy patrzac na samochod.

Na tym zarcie skonczyla sie nasza wycieczka do Parku Amboro – a chciwy taksowkaz pewnie czekal jeszcze przez pol dnia na swoich pasazerow, a moze wciaz na nich czeka? – tego mu w kazdym razie zyczylismy.

W takim razie, moze wybierzemy sie do misji jezuickich – nablizsza San Rafael znajduje sie tylko 75 km od Santa Cruz. Dzwonimy po taksowke, a tam nam mowia, ze sie nie da, bo droge zalalo…

Czyli jednym slowem – zostajemy w miescie. I co dalej? – idziemy do Zoo! Krotka wycieczka Micro, poprzedzona zakupem najnowszych dvd na bazarze, okazala sie trafem w dziesiatke, bowiem ogrod byl niemal pusty – kto w koncu idzie do zoo w tak brzydka pogode? (okienko pogodowe jedak sie nie otworzylo). Tym razem zachwycily nas szczegolnie aligatory plywajace w akwarium razem z zolwiami.

_MG_3703 _MG_3726 _MG_3727

_MG_3760

Nie obylo sie rowniez bez leniwca, ktorego spotkalismy tym razem kolo klatki z kondorem:)

_MG_3768

Po takim spacerze troche zglodnielismy i postanowilismy poszukac restauracji w pobliskim centrum handlowym, z ‘brzydsza siostra’ Statuly Wolnosci na dachu – w Nowym Jorku:)

_MG_3778

Jedzenie bylo przecietne, ale  za to ilez mielismy radosci probujac seansu w symulatorze 5D! Przyznam, symulowany roller-coaster przysporzyl nam niemal takich samych emocji jak ten prawdziwy w Disneylandzie – niesamowite co sie da osiagnac za pomoca ekranu 3 D i ruchomej platformy z siedzeniami:) 5-ty D to zapewne woda ze spryskiwaczy zraszajaca nas podczas ‘przejazdu’ przez wode i przedmioty rzucane pod nogi, kiedy akurat ‘przejezdzalismy’ przez pajeczyne z wielka tarantula…:)

Tym samym nasz dlugi weekend zostal uratowany – moze nie zobaczylismy niczego nowego, ale milelismy ubawu po pachy:) Jednoczesnie zdalismy sobie sprawe z tego, ze lepiej jest nie zwiedzac zachodnich rejonow Boliwii w czasie zimy, ktora na wschodzie kraju okazuje sie najlepsza pora roku do podrozowania. Tropikalna Santa Cruz zamienia sie w tym czasie w ponura mokra miescine, z ktorej trudno jest sie wydostac…

***

Because of the Aymara New Year, we had a long weekend and we wanted to do something interesting. Long-planned trip to Tarija fizzled because flight tickets were too expensive … In the meantime, Santa Cruz were hit by winds from the Argentine Pampas and the temperature dropped drastically from 25 to 10 degrees. It started raining as well.
So maybe to Cochabamba? Eh, we are going there next weekend, so it doesn’t make any sense.

Weather forecast predicted window of better weather for Saturday, so maybe to Chiquitania? Unfortunately, a friend, who has a hotel in Santiago de Chiquitos mentioned on Facebook that there is no  vacancies anywhere! Yeap, you need to book in advance.

Maybe to Samaipata? We were there recently, but haven’t visited the Amboro Park. For two days we tried to get in touch with the hotel located in the park – El Refugio los Volcanos, but there was no answer … Finally, on Saturday morning we decided to go there on our own, so we went to Trufi – stop and seeing only one empty taxi we asked its driver how much is a private course. The driver looked at Freddie, then at me and said that 250 bs. Freddy asked rhetorically – ‘return‘? The driver smiled slyly and said that return would cost 400 bs., but he won’t wait for us. I will only add that the place we wanted to go is located (roughly) halfway to Samaipata, where the private course costs 120 bs. one way. Freddy asked why so expensive, if a standard course costs only 30 bs. per person and taxi is for four passengers. The driver added that 5 passengers. Really! ‘So the fifth sits on the roof or in the trunk?‘ – asked Freddy looking at the car. (Some trufis take 2 passanges in front, but it’s illegal.)

With this joke ended our trip to Amboro. And as for a greedy taxi – driver – he must have waited probably another half a day for passengers to fill – up his car, or perhaps he is still waiting for them?

In that case, maybe we could go to the Jesuit missions? – closest San Rafael is located only 75 km from Santa Cruz. We called a taxi only to learn that the trip is impossible, because the way is flooded …

We didin’t go to Tarija, didn’t go to Amboro Park, didn’t go to Chiquitania – so we went to the zoo:) A short trip with Micro, preceded by buying the latest DVD on the market, turned out great, because the garden was almost empty. Who in the end go to the zoo in such bad weather? This time,  we were especially impressed by alligators swimming in the aquarium with turtles. We met also our friend sloth, walking around condor’s cage:)

After that we decided to look for restaurant in the nearby shopping center ‘crowned’ with the ‘uglier sister’ of Statue of Liberty – New York. The food was mediocre but we went for a session in the 5D simulator and I admit, simulated roller-coaster was almost the same exciting as the real one at Disneyland! Amazing what they can achieve using 3 D screen and a mobile platform with seats :) 5th D was probably the water sprinkled at us during the ‘journey’, and objects thrown under our feet when going through the web with huge tarantula … :)

This saved  our disastrous long weekend – trapped in a city, we didn’t see anything new, but had a lot of joy observing animals and riding fake roller-coaster:)

In the same time we learnt that it is better not to plan any trips to West part of Bolivia during the winter – interestingly, winter months are the best to travel across Eastern regions. Tropical Santa Cruz changes during winter months in a cold and dump city with no way out!

_MG_3678

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s