Visiting New York *** Z wizyta w Nowym Jorku

Z okazji Nowego Roku Aymara, mielismy dlugi weekend, z ktorym trzeba bylo cos zrobic. Dlugo planowana podroz do Tarija spalila na panewce z powodu drogich biletow lotniczych… W miedzyczasie do Santa Cruz przywedrowaly wiatry znad argentynskiej pampy i temperatura drastycznie spadla do 10 stopni – a wraz z nia spadl deszcz.

Moze wiec do Cochabamby? Eh, tam wybieramy sie za tydzien, wiec bez sensu.

Prognoza pogody przewidywala okienko z lepsza pogoda na sobote, wiec moze do Chiquitanii? Niestety, znajomy hotelarz w Santiago de Chiquitos wspomnial na fejsie, ze nigdzie juz nie ma wolnych miejsc! No tak, trzeba ‘bukowac’ z wyprzedzeniem.

No to moze do Samaipaty? Bylismy tam niedawno, ale nie zwiedzilismy Parku Amboro. Przez dwa dni probowalismy dodzwonic sie do resortu polozonego w parku – El Refugio los Volcanos, ale nikt nie podnosil sluchawki… W koncu, w sobote rankiem postanowilismy jechac tam na wlasna reke – udalismy sie wiec na postoj Trufis do Samaipaty i widzac tylko jedna pusta taksowke (taksowka rusza kied sie zapelni) zapytalismy, ile kosztowalby taki prywatny kurs. Kierowca popatrzyl na Freddiego, potem na mnie i oswiadczyl, ze 250 bs. Freddy zapytal retorycznie – w obie strony? Taksowkaz usmiechnal sie chytrze i powiedzial, ze w obie strony zawiezie nas za 400 bs., ale nie bedzie na nas czekal. ??? Dodam tylko, ze miejsce, do ktorego chcielismy sie udac lezy mniej wiecej w polowie drogi do Samaipaty, do ktorej kurs prywatny kosztowal nas 120 bs. w jedna strone. Freddy zapytal dlaczego tak drogo, w koncu kurs standartowy kosztuje tylko 30 bs. od osoby. Na to pan taksowkaz dodal, ze w jego aucie zmiesci sie 5 pasazerow. Ah! A ten piaty to na dachu, czy w bagazniku?– zagadnal Freddy patrzac na samochod.

Na tym zarcie skonczyla sie nasza wycieczka do Parku Amboro – a chciwy taksowkaz pewnie czekal jeszcze przez pol dnia na swoich pasazerow, a moze wciaz na nich czeka? – tego mu w kazdym razie zyczylismy.

W takim razie, moze wybierzemy sie do misji jezuickich – nablizsza San Rafael znajduje sie tylko 75 km od Santa Cruz. Dzwonimy po taksowke, a tam nam mowia, ze sie nie da, bo droge zalalo…

Czyli jednym slowem – zostajemy w miescie. I co dalej? – idziemy do Zoo! Krotka wycieczka Micro, poprzedzona zakupem najnowszych dvd na bazarze, okazala sie trafem w dziesiatke, bowiem ogrod byl niemal pusty – kto w koncu idzie do zoo w tak brzydka pogode? (okienko pogodowe jedak sie nie otworzylo). Tym razem zachwycily nas szczegolnie aligatory plywajace w akwarium razem z zolwiami.

_MG_3703 _MG_3726 _MG_3727

_MG_3760

Nie obylo sie rowniez bez leniwca, ktorego spotkalismy tym razem kolo klatki z kondorem:)

_MG_3768

Po takim spacerze troche zglodnielismy i postanowilismy poszukac restauracji w pobliskim centrum handlowym, z ‘brzydsza siostra’ Statuly Wolnosci na dachu – w Nowym Jorku:)

_MG_3778

Jedzenie bylo przecietne, ale  za to ilez mielismy radosci probujac seansu w symulatorze 5D! Przyznam, symulowany roller-coaster przysporzyl nam niemal takich samych emocji jak ten prawdziwy w Disneylandzie – niesamowite co sie da osiagnac za pomoca ekranu 3 D i ruchomej platformy z siedzeniami:) 5-ty D to zapewne woda ze spryskiwaczy zraszajaca nas podczas ‘przejazdu’ przez wode i przedmioty rzucane pod nogi, kiedy akurat ‘przejezdzalismy’ przez pajeczyne z wielka tarantula…:)

Tym samym nasz dlugi weekend zostal uratowany – moze nie zobaczylismy niczego nowego, ale milelismy ubawu po pachy:) Jednoczesnie zdalismy sobie sprawe z tego, ze lepiej jest nie zwiedzac zachodnich rejonow Boliwii w czasie zimy, ktora na wschodzie kraju okazuje sie najlepsza pora roku do podrozowania. Tropikalna Santa Cruz zamienia sie w tym czasie w ponura mokra miescine, z ktorej trudno jest sie wydostac…

***

Because of the Aymara New Year, we had a long weekend and we wanted to do something interesting. Long-planned trip to Tarija fizzled because flight tickets were too expensive … In the meantime, Santa Cruz were hit by winds from the Argentine Pampas and the temperature dropped drastically from 25 to 10 degrees. It started raining as well.
So maybe to Cochabamba? Eh, we are going there next weekend, so it doesn’t make any sense.

Weather forecast predicted window of better weather for Saturday, so maybe to Chiquitania? Unfortunately, a friend, who has a hotel in Santiago de Chiquitos mentioned on Facebook that there is no  vacancies anywhere! Yeap, you need to book in advance.

Maybe to Samaipata? We were there recently, but haven’t visited the Amboro Park. For two days we tried to get in touch with the hotel located in the park – El Refugio los Volcanos, but there was no answer … Finally, on Saturday morning we decided to go there on our own, so we went to Trufi – stop and seeing only one empty taxi we asked its driver how much is a private course. The driver looked at Freddie, then at me and said that 250 bs. Freddy asked rhetorically – ‘return‘? The driver smiled slyly and said that return would cost 400 bs., but he won’t wait for us. I will only add that the place we wanted to go is located (roughly) halfway to Samaipata, where the private course costs 120 bs. one way. Freddy asked why so expensive, if a standard course costs only 30 bs. per person and taxi is for four passengers. The driver added that 5 passengers. Really! ‘So the fifth sits on the roof or in the trunk?‘ – asked Freddy looking at the car. (Some trufis take 2 passanges in front, but it’s illegal.)

With this joke ended our trip to Amboro. And as for a greedy taxi – driver – he must have waited probably another half a day for passengers to fill – up his car, or perhaps he is still waiting for them?

In that case, maybe we could go to the Jesuit missions? – closest San Rafael is located only 75 km from Santa Cruz. We called a taxi only to learn that the trip is impossible, because the way is flooded …

We didin’t go to Tarija, didn’t go to Amboro Park, didn’t go to Chiquitania – so we went to the zoo:) A short trip with Micro, preceded by buying the latest DVD on the market, turned out great, because the garden was almost empty. Who in the end go to the zoo in such bad weather? This time,  we were especially impressed by alligators swimming in the aquarium with turtles. We met also our friend sloth, walking around condor’s cage:)

After that we decided to look for restaurant in the nearby shopping center ‘crowned’ with the ‘uglier sister’ of Statue of Liberty – New York. The food was mediocre but we went for a session in the 5D simulator and I admit, simulated roller-coaster was almost the same exciting as the real one at Disneyland! Amazing what they can achieve using 3 D screen and a mobile platform with seats :) 5th D was probably the water sprinkled at us during the ‘journey’, and objects thrown under our feet when going through the web with huge tarantula … :)

This saved  our disastrous long weekend – trapped in a city, we didn’t see anything new, but had a lot of joy observing animals and riding fake roller-coaster:)

In the same time we learnt that it is better not to plan any trips to West part of Bolivia during the winter – interestingly, winter months are the best to travel across Eastern regions. Tropical Santa Cruz changes during winter months in a cold and dump city with no way out!

_MG_3678

Aymara New Year *** Szczesliwego Nowego Roku 5521!

W roku 2009, boliwijski prezydent Evo Morales, z pochodzenia Aymara, oglosil 21 czerwca świętem narodowym – Nowym Rokiem Aymara.

Zasadniczo, Nowy Rok Aymara to uroczystość przesilenia zimowego. W Ameryce pre-kolonialnej, u rdzennych ludów andyjskich zależnych od rolnictwa, przeprowadzono rytualy religijne w celu uzyskania błogosławieństwa bogów, przede wszystkim Pachamamy (Matki Ziemi) i Inti (Ojca Słońca), ktorzy mieli zapewnic obfitosc zbiorów. Ludy Keczua i Aymara świętowaly dwa razy w roku: z okazji siewow i zbiorow, co zbiegło się z przesileniem latnim i zimowym. Niektóre plemiona amazońskie rowniez swietowaly w tym czasie według wlasnych zwyczajów.

Wedlug tradycji, każdego 21 czerwca, przed wschodem słońca, grupa amautas (kapłanow Aymara) spotyka się w świątyni Kalasasaya, w Tiwanaku , gdzie przygotowuje grzanki (wassail), pali ofiary i poświęca małe lamy. Czekaja oni  na promienie słońca ktore przechodza przez Bramę Słońca, znajdujaca się w tej samej świątyni. Jest to oficjalna  inicjacja nowego cyklu rolnego.

Aymara nie dziela roku na 4 pory i 12 miesiecy. Maja dwa sposoby na podzielenie  czasu: pierwszy to rok słoneczny, który dzieli się na dwa okresy –  letniego przesilenia (grudzień-styczeń) i przesilenia zimowego (czerwiec-lipiec). Ten drugi okres kończy sie właśnie 21 czerwca. Inny sposob to podzial kalendarza na trzy okresy zwane “Pachas ‘ ,podzielone dalej ze wzgledu na klimat.

Według kalendarza Aymara, przekazywanego ustnie z pokolenia na pokolenie, 21 czerwca 2013 r. będzie oznaczać 5521 rok kultury Aymara. Ministerstwo Kultury planuje i promuje uroczystości w La Paz, Cochabambie, Santa Cruz, Uyuni i mniejszych miasteczkach.
W La Paz uroczystości odbywaja sie w Tiwanaku, Sorata, El Alto, Copacabanie, Dolinie Księżyca i Pasto Grande. W Cochabambie, w ruinach Incallajta. W Santa Cruz centrum obchodow jest Samaipata, chociaz ruiny El Fuerte nie sa pochodzenia Aymara.

Z 10 milionów Boliwijczykow, tylko okolo 2 mln osób identyfikuje się jako Aymara, z czego wielu jest naprawdę Metysami (mix Aymara z Europejczykami). Reszta spoleczenstwa nie podziela konieczności obchodzenia Nowego Roku Aymara jako swieta narodowego, a na firmy, ktorych pracownicy nie dostaja wolnego, zostaja nalozone kary pieniezne.

Najistotniejszy argument tych osob, którzy sprzeciwiają się swiecie opiera się na fakcie, że Boliwia nie jest narodem Aymara. W rzeczywistości,  w Boliwii istnieją dziesiątki rodzimych narodowosci i dlatego, ich zdaniem, rytuały tylko jednej z nich dyskryminuja inne bardzo duże grupy etniczne, takie jak Quechua i Guarani. Ich zdaniem Nowy Rok Aymara powinien być ograniczony do regionów rodzimych Aymara czyli, zachodniej Boliwii.

Przeciwnicy wskazuja rowniez na argument konstytucyjny. Nowa konstytucja Boliwii, uchwalona w 2009 za namową obecnego rzadu, ustanawia Boliwie ‘panstwem wielonarodowym’ i gwarantuje poszanowanie zwyczajów i stylu życia każdego i każdej z 36 grup etnicznych zamieszkujących Boliwię. Zmuszanie innych narodowosci do obchodw Roku Aymara jest wiec niezgodne z konstytucja.

Są takze tacy, którzy twierdzą, że nie ma dowodów na to, by lud Aymara kiedykolwiek świętował Nowy Rok przed przybyciem Hiszpanów. Twierdzą, że to ‘swieto’ jest niczym więcej niż obchodami zbioru ziemniaków, które w rzeczywistości nie maja miejsca 21 czerwca. Pierwsze znane pisane zrodla na temat tej uroczystości pochodzi z XVI wieku, kiedy wladca Inków Pachacutec nałożyl obchody Inti Raymi (festiwalu boga słońca) na wszystkich podwladnych. Takze inne pisma z epoki kolonizacji wspominaja wlasnie  swieto Inti Raymi.

Osoby broniace ‘Nowego Roku Aymara’ wyjaśniają, że swieto to jest w rzeczywistości próbą obrony kultury Aymara przed zapomnieniem.Twierdzą, że ceremonia zawiera zwyczaje innych kultur, oraz, co ma rowniez znaczenie ekonomiczne, stanowi wielką atrakcje turystyczna.

Z punktu widzenia archeologii, ​​prawie nic nie wiadomo o kulturze Aymara, jako ze jej  historia nie zostala zapisana i bardzo mało archeologicznych dowodow tej kultury zostało dotychczas odnalezionych.

Ponadto stwierdza sie, ze ludy te zostały podbite przez Inków i w rzeczywistości sama nazwa “Aymara” pochodzi od slowa Quechua używanego do opisania tubylców, którzy nie są Quechua, a zostali deportowani do pracy przymusowej w Imperium Inków. Dlatego też nie ma dowodów na to, że początki tego święta są Aymara. Dodatkowo, miejsce, w którym Nowy Rok Aymara jest swietowany –  ruiny Tiahuanaco, nie są ruinami Aymara, a należą one do Tiwanakotas – zupelnie roznej kultury. Wreszcie, istnieja obawy, zarowno wśród archeologów jak i lokalnych mieszkańców, że ruiny z powodu eksplotacji zostana bezpowrotnie uszkodzone.

Tekst jest redakcja artykulu Aymara New Year in Bolivia’ ze strony http://www.boliviabella.com/aymara-new-year.html.

P.S. Ja mialam okazje, by pojechac na obchody Nowego Roku Aymara 5520 w departamencie Cochabamba, ale troche wystraszylam sie spania w namiocie w temperaturze bliskiej zeru  i w koncu zrezygnowalam. Troche teraz zaluje (szczegolnie okazji do zrobienia zdjec, a jakze!), ale z drugiej strony sama podchodze sceptycznie do tych uroczystosci. Troche mi to przypomina bowiem proby ‘wzkrzeszania’ przez pasjonatow dawno zapomnianych starozytnych ceremonialow  celtyckich (w Stonehenge) czy slowianskich (Noc Kupaly), ktore maja dzis wiecej wspolnego z teatrem niz historyczna rzeczywistoscia.

Z drugiej jednak strony, uwielbiam czasem poczuc na wlasnej skorze dreszczyk emocji zwiazany z mistycyzmem owych pradawnych zwyczajow i legend.

Raising-Hands[1]

Image: http://bolivia.for91days.com/2011/07/03/the-aymara-new-year-at-tiwanaku/

***

On the 17th of June, 2009, by means of supreme decree Bolivian president Evo Morales, of Aymara origin, declared that every 21st of June to be a national holiday to celebrate the winter solstice. On the 7th of June 2010 the law was passed and the holiday is to be called the ‘Aymara New Year’ and must be celebrated as a national Holiday which means that all public and private institutions, companies and schools throughout the entire nation must suspend their activities.

What is this holiday? Basically, the Aymara New Year is a ceremony involving the Winter Solstice. In pre-Colonial America, the native peoples of the Andean highlands depended on agriculture and their agricultural rituals were carried out to obtain the blessings of the gods, above all the Pachamama (Mother Earth) and Inti (Father Sun), to ensure an abundant harvest. The Quechuas and Aymara celebrated two annual festivities: the planting season and the harvest, coinciding with the summer and winter solstices. Some Amazonian tribes also celebrated the solstice, with other rituals and in a different manner, each according to their customs.

However, let’s focus on what this celebration is according to the Aymara. Every 21st of June, from very early in the morning, when dawn is beginning and the first rays of sun have not yet shone, a group of amautas (a type of priest) meets with various ceremonial objects in the Temple of Kalasasaya, in Tiwanaku and they make toasts (wassail), burn offerings, and sacrifice tiny immaculate llamas as they wait for the rays of sun to pass through the Gate of the Sun, located in the same temple. This officially initiates a new agricultural cycle. They don’t measure time by the Western system of 12 months and 4 seasons. They have two ways of dividing their time: the first is a solar year which is divided into two periods, the summer solstice (December-January) and the winter solstice (June-July). The latter ends precisely on June 21st, and on this date one solar year ends and a new one begins. The second manner in which they divide their calendar, is in three seasons called ‘pachas’, each of which is divided further, and this is based on the climate.

Aymara New Year Activities

In a country of nearly 10 million, only about 2 million people identify themselves as Aymara and of those, many are actually mestizo (indigenous/European mix). People throughout the country who are not Aymara are very upset at having the Aymara New Year imposed upon them. In any case, those companies that do not shut down and whose employees work on this date will be fined and will be forced to pay their workers double for the day.According to Aymara timekeeping, whose history has been passed down orally, the 21st of June 2013 will mark the 5,521 th year of the Aymara culture.In La Paz there are usually celebrations in Tiwanaku, Sorata, El Alto, Copacabana, the Valley of the Moon, and Pasto Grande. In Cochabamba, at the ruins of Incallajta, there are ceremonies and rituals to welcome the Aymara New Year.In Santa Cruz, at Samaipata, the winter solstice will is celebrate as an astronomical phenomenon, (although the ruins at Samaipata are also not of Aymara origin).In Potosí, there are typical music and dances at Tahua, a visit to the ruins in Vinto, and at dawn participants go to the island of Tajarete to await the sunrise.

Arguments Against Aymara New Year

Cultural argument: The most vociferous argument made by those who oppose this holiday is based on the fact that Bolivia is not an Aymara nation. In fact, there are dozens of native Bolivian cultures and therefore, they argue, the rituals of only one culture are being imposed upon all the other cultures, some of which are also very large ethnic groups, such as the Quechua and the Guaraní. It’s not that they are against the festivity itself; after all, it’s perfectly understandable that the Aymara culture should continue with its customs. What they are against is the fact that the entire country is being forced to obey with complete disregard for those who are not Aymara, those who are of different ethnic groups, those who are mestizo (mixed race), and worse yet, those who are not even remotely indigenous. Therefore, they argue the Aymara New Year should be limited to the regions where the Aymara population is numerous, in other words, Western Bolivia.

The Constitutional argument: The new Bolivian Constitution, passed in 2009 at the insistence of the current government’s political party, establishes Bolivia as a ‘plurinational’ state, and guarantees respect for the customs and lifestyles of each and every one of the 36 ethnic groups that inhabit Bolivia, no matter how large or small they are. This would make imposing the Aymara New Year on non-Aymara peoples unconstitutional.

Historical argument: There are those who argue that there is no evidence the Aymara ever celebrated a New Year prior to the arrival of the Spanish. They also affirm that this “Aymara New Year” is nothing more than a celebration of the potato harvest which doesn’t actually occur on the 21st of June. The first existing evidence of this celebration is from the 16th Century when Incas Emperor Pachacutec imposed the celebration of the Inti Raymi (the festival of the Sun god) on all people Incas or not, free or colonized, throughout the entire Tawantisuyo, the territory over which the Incas ruled. In addition, writings from the era when the Spanish arrived contain no evidence of an “Aymara New Year” but do mention the Inti Raymi.

The vindictive argument: There are those who explain that, taking into account historical evidence, this celebration is very recent, and is actually an attempt to vindicate the Aymara culture and that these ceremonies were created for this sole objective. They claim that the ceremony uses the customs of other cultures to give it an “ancestral” feel, not to mention what a great tourist attraction it makes. There are also those who argue that elements not native to the Aymara culture are included in order to manipulate ideologies, and that this is actually detrimental to this culture as it corrupts their identity even further.

Archaeological argument: This argument states that almost nothing is known about the Aymara culture as they have no written history and very little archaeological evidence of their culture has been found. In addition, because they were conquered by the Incas they were “Quechua-ized”, and in fact, their very name “Aymara” is actually a Quechua word used to describe natives who are not Quechua, who were deported as slave labor to the Inca Empire. The word is not original to their true ethnic identity and was grossly mispronounced by the Spaniards. Therefore, there is no evidence that the origins of this festivity are Aymara. In addition, the location where they now celebrate this Aymara New Year, the ruins of Tiwanaku are not Aymara ruins. They belong to the Tiwanakotas, a different culture. Finally, there is concern, among archaeologists and local inhabitants of Tiwanaku, that the ruins will be damaged.

This article was reblogged from: http://www.boliviabella.com/aymara-new-year.html.

P.S. I had a chance to take a part in celebrations of the Aymara New Year 5520 in the department of Cochabamba, but I got a little frightened by the vision of sleeping in a tent at a temperature close to zero, and finally I gave up. Now I have some regrets (especially about missing the opportunity to take pictures!) but on the other hand, I am also quite skeptical about it. It reminds me a bit European revival of long-forgotten ancient ceremonies – Celtics (Stonehenge) or Slavic (Kupala Night), which today have more in common with theater than historical reality.

On the other hand, sometimes I love to experience the thrill of mysticism present in these ancient habits and legends.

When Was America Discovered? *** O edukacji w Boliwii slow kilka

Kiedy odkryto Ameryke?

Kiedy rozpoczela sie II wojna swiatowa?

Kiedy Boliwia odzyskala niepodleglosc?

Takie pytania zadalam swoim 14/15 – letnim uczniom na lekcji angielskiego, probujac praktykowac czas przeszly. Po zadaniu pytan po angielsku nie doczekalam sie odpowiedzi, po przetlumaczeniu ich na jezyk hiszpanski – rowniez nie. ‘No dobra, nie musicie podawac dokladnej daty, wystarczy stulecie’ – dodalam zrezygnowana. ‘Nie pamietacie?’ – studenci kiwaja glowami, usmiechajac sie niepewnie pod nosem. Zalamalam sie.

Innego dnia jeden z moich uczniow przyszedl na lekcje z namalowana na ramieniu swastyka. Oczywiscie wiem jakie jest pochodzenie tego pradawnego symbolu oraz jego pierwotne znaczenie, ale jako wrazliwy czlowiek (polskosc pewnie tez ma tutaj znaczenie) swiadoma jestem rowniez jego historycznych konotacji. Kiedy zapytalam ucznia, czy wie, co ten znak znaczy, odpowiedzial, ze nie. Reszta klasy tez nie miala pojecia, poza jedna uczennica, ktora skojarzyla ja z filmem ‘Pianista’, ktory akurat obejrzala w telewizji.  Po krotkim ‘objasnieniu’ poprosilam studenta, ktory jest na marginesie jednym z najslodszych i niewinnych dzieciakow jakie znam, o pojscie do lazienki i zmycie swastyki z ramienia. Pewnie zostawilabym go w spokoju, gdyby powiedzial mi chociaz, ze swastyka jest symboeml solarnym, spotykanym zreszta w kulturach przedkolumbijskich, ale dla ignorancji i bezmyslnego powielania zachowan nie mam cierpliwosci.

Pamietam ze swojej szkoly podstawowej sytuacje, kiedy jeden z kolegow przyszedl na lekcje z ‘wasami Hitlera’ – smiechu bylo co nie miara (uczen ten byl naszym ‘klasowym klaunem’), ale nauczyciel o mal nie dostal zawalu. Po incydencie szkola zorganizowala specjaly apel, a nauczyciele rozmawiali ze wszystkimi uczniami o niestosownosci tego zachowania. Przesada? Moze i tak, ale przynajmniej nikt nie zostal obojetny na to co sie stalo. Zreszta, pamietacie jaki skandal wywolal ksiaze Harry przebierajac sie za oficera SS?

Dla Ameryki Poludniowej historia Europy wydaje sie byc opowiescia o dalekich ladach, zreszta tak jak dla nas historia Inkow czy Majow. Niedawno, na coniedzielnym bazarku rekodziela artystycznego w Santa Cruz odbywajacym sie w cieniu katedry, wypatrzylam ozdoby zywo przypomnajace swastyki III Rzeszy… Nie chcialo mi sie wypytywac sprzedawczyni o znaczenie tego symbolu – ale nastepnym razem nie odpuszcze. Alez sie uwzielam na te swastyke!

Czym wiec mozna wytlumaczyc niewiedze studentow  o najwazniejszych wydarzeniach w historii swiata i Boliwii? Oto jest pytanie!

W Boliwii dzialaja zarowno szkoly prywatne jak i panstwowe. Nie musze dodawac, ze te pierwsze znaczaco roznia sie od drugich – sama mialam okazje odwiedzic ‘amerykanski’ Calvert oraz mala szkole podstawowa na przedmiesciach Cochabamby – kontrast jest przerazajacy. Zreszta, moja ostatnia ( i jednoczesnie pierwsza) wizyta w glownej bibliotece publicznej w Santa Cruz (1,5 mln mieszkancow) pokazala, ze osrodki panstwowe cierpia niesamowicie na brak wsparcia finansowego – ksiazek tam bylo mniej niz w naszej poczciwej Bibliotece Gminnej w Sadlinkach (1,7 tys. mieszkancow).

Moi studenci pochodza z domow raczej zamoznych, uczeszczaja do tych lepszych szkol publicznych, ale mimo iz szpanuja najnowszymi smartfonami i nosza koszulki za 30 $, w glowach raczej za wiele nie maja… Probowalam dopytac sie pracujacych ze mna pedagogow, jaka jest tego przyczyna – wszyscy zgodnie odpowiedzieli, ze szkolom brakuje dobrych podrecznikow a ilosc uczniow w klasie przekracza 40! Prawde mowiac, nie zazdroszcze moim kolegom pracy ani uczniom nauki w takich warunkach.

Ale oczywiscie szkola szkole nierowna, uczen uczniowi rowniez – jeden wie wiecej inny mniej. Takimi ‘wyjatkami od reguly’ sa moi znajomi studenci z Cochabamby, ktorzy mimo przejscia przez te ‘szkoly – fabryki’ zdobyli wysokie wyksztalcenie i to nie tylko na papierku. Jako studenci lingwistyki, wladaja co najmniej dwoma jezykami obcymi i maja szerokie zainteresowania. To samo moge powiedziec o innych studentach panstwowego uniwersytetu, ktorych spotkalam na swojej drodze. A nie jest im latwo – biblioteka uniwersytecka nie posiada tysiecy ksiazek w kilku egzemplarzach, wydziay nie sa skomputeryzowane i czasem jedyna skarbnica wiedzy okazuje sie skserowany podrecznik oraz dobry nauczyciel. Jak widac, dla chcacego nie ma jednak nic trudnego i czasem to wystarczy:)

Wnioski?

Coz, ‘Ameryki nie odkrylam’ – najwazniejsza przyczyna niewiedzy jest przewaznie ignorancja oraz lenistwo. Ten kto jest ciekawy swiata, zawsze znajdzie droge, by go poznac.

A ja na razie planuje dla swoich uczniow pokaz ‘Pianisty’ lub ‘Listy Schindlera’ oraz quiz historyczny z zastoswaniem czasu Past Simple – czas moze prosty i latwy, ale historia niestety jest troche bardziej skomplikowana i czasem ciezka do strawienia.

Zarowno jezyk jak i historia sa tak samo niezbedne do wzajemnego zrozumienia oraz klarownej komunikacji ze swiatem.

***

When was America discovered ?

When did World War II start/end?

When did Bolivia gain its independence?

I asked these questions to my 14-15 year old students during English class, trying to practice the past tense. After asking questions in English I didn’t get any answer, neither did I after translating them into Spanish. ‘Okay, You don’t have to give me the exact date, just a century’ – I added. Nothing?’ – students nodded their heads smiling. I resigned.

The other day one of my students came to class with a swastika painted on his shoulder. Of course I know what is the origin of this ancient symbol and its true meaning, but as a sensitive person (and Polish) I am also aware of its historical connotations. When I asked the student if he knew what the sign means, he did not. The rest of the class also had no idea, except for one student, who saw the movie ‘The Pianist’ showing in TV the night before. After a short ‘explanation’ I asked the student, who is by the was one of the sweetest and innocent kids that I know, to go to the bathroom and wash it off. Probably I would have left him alone, if only he told me that swastika is a (among others) solar symbol, also  common in pre-Columbian cultures, but I can’t stand the ignorance and mindless mimicking.

I remember a situation from my elementary school (long time ago), when one friend came to class with ‘Hitler’s mustache’ – the class was laughting out loud (he was our ‘class clown’), but the teacher almost got heart attack. After the incident, school principal organized special appeal and the teachers were talking to all students about the impropriety of this behavior. Exaggeration? Maybe so, but at least no one was indifferent to what happened. Well, do you remember the scandal with Prince Harry dressing up as an SS officer? We Europeans are quite sensitive in that matter.

For South America however, European history seems to be a story of far-off lands – as for us Inca and Mayan history. Recently, on the Sunday handicrafts market in Santa Cruz, held in the shadow of the cathedral, I spotted neclaces resembling swastika of the Third Reich … I didn’t ask the seller if she knew the meaning of the symbol – but next time I will, just to check.

So, how can students ignorance about the most important events in the history of the world and Bolivia be explained? That is the question!

In Bolivia, there are both private schools and state collegios. Needless to say, the first are significantly different from the latter – I had a chance to visit the ‘American’ Calvert and a small elementary school on the outskirts of Cochabamba – and the contrast was frightening. Moreover, my last (and first in the same time) visit in the main public library in Santa Cruz (city of 1.5 million inhabitants) has shown that in public institutions suffer incredible from the lack of financial support – there was less books than in my old library in Sadlinki (1,7 thousand inhabitants).

All my students come from more affluent homes, they attend better public school, but although having latest smartphones and wearing T-shirts for $ 30, there isn’t muchin their heads… I tried to find out reasons of this situation asking my fellow teachers – all responded the same that schools lack good handbooks and often number of students in the class exceeds 40! I don’t envy my students to study or teachers to work in such conditions.

But of course, one school differs from other and students are not the same one knows more other less. Such “exceptions’ are my friends, students from Cochabamba, who despite of going through these’ schools – factories’, gained the high level of education – not only on the paper. As students of linguistics, they speak at least two foreign languages ​​and have broad interests. The same I can say about the other students of the State University that I met on my way. And it wasn’t easy for them – not the university has a library with thousands of books in several copies, nor the Faculties are computerized and sometimes the only source of knowledge turns out to be photocopied handbook and a good teacher. As you can see, nothing is impossible to a willing mind and sometimes that’s enough :)

Conclusions?

Well, ‘I didn’t discover America’ – the most important cause  of lack of knowledge is ignorance and laziness. Anyone who is curious about the world, always finds a way to learn.

And as for me, I make plans to show movies such as ‘The Pianist’ or ‘Schindler’s List’  to my students and prepare history quiz using Past Simple – the tense may be simple and easy, but unfortunately the history is a little more complicated and sometimes heavy to digest.

Both the language and history, however, are just as necessary for mutual understanding and clear communication with the world.

IMG_3632 (2)

Wietrzyc, czy nie wietrzyc? *** ‘Air’ is the Question

Jeszcze tak niedawno pisalam, ze powietrze w Boliwii jest bardzo czyste. W zasadzie jest to prawda, z pewnymi wyjatkami – miastami.

Mieszkajac w Cochabambie, codziennie moglam obserwowac ‘mgle’ unoszaca sie nad miastem polozonym w dolinie.

IMG_7806

Nie ma w tym jednak nic dziwnego, zwazywszy na ilosc samochodow na ulicach i to, ze powietrze zatrzymywane przez gory nie ma gdzie uciec. Mimo to, smogu nie czuc, chyba ze podczas spaceru w srodku dnia po waskich i zatloczonych ulicach starego miasta i La Cancha.

Kiedy przeprowadzilismy sie do Santa Cruz, jednym z plusow okazala sie otwarta przestrzen (choc z poczatku bardzo tesknilam za gorami!), wilgotne powietrze i wiatr, dajacy wytchnienie w niemilosiernym upale. Oczywiscie, po niemal 2- milionowej metropolii mozna bylo spodziewac sie ciaglych korkow, ale oddychalo sie calkiem swobodnie wlasnie dzieki wiatrom, przewietrzajacym nieustannie to gesto zaludnione miasto.

Sa jednak miejsca w Santa Cruz, w ktorych przydalo by sie zakladac maseczke na twarz (zreszta, widzialam kilka osob noszacych takie oslony) – miejskie bazary, polozone wzdloz bardzo ruchliwych ciasnych ulic, gdzie trzeba doslownie przeciskac sie pomiedzy towarami, ludzmi i przejazdzajacymi samochodami. Trzeba przy tym uwazac, by nie zostac obsiknym przez dzieci, ktore nieskrepowanie zalatwiaja swoje potrzeby na ulicy. Przyznam, cotygodniowa wycieczka po warzywa i owoce, nie jest moim ulubionym punktem tygodnia – w tych miejscach powietrze wydaje sie bardziej lepkie, chodniki brudniejsze, powietrze bardziej smierdzace pomieszanymi zapachami spalin, owocow, miesa, serow, psiej karmy i Bog wie czego jeszcze:)  Tym bardziej z rozrzewieniem wspominamy cudowne, przestronne, czyste ‘Mercado America’ w Cochabambie…

I oto przedwczoraj ujrzalam za oknem miasto osnute ‘mgielka’, a po otworzeniu okna, do  mieszkania wtargnelo powietrze nasaczone spalinami! Tego dnia postanowilam nie wietrzyc mieszkania (a jest to wskazane, bowiem z powodu duzej wilgotnosci powietrza, grzyb nam wychodzi na scianach), ale i tak smog wdzieral sie wszystkimi szparami do wnetrza. Rano mialam lekcje, wiec musialam wyjsc na zewnatrz – na szczescie nie wstrzymywalam oddechu na dlugo, bowiem szkola znajduje sie w odleglosci 2 minut od naszego budynku.

Wchodzac do szkoly, od razu rzucilam do wlascicielki: ‘el aire esta muy mal hoy dia, no?‘, a ona odparla z wielkim zdziwieniem, ze nie zauwazyla… Moj uczen, zapytany o to samo odpowiedzial, ze tez niczego nie czuje, poniewaz sie przyzwyczail, i ze ja musze byc bardzo wrazliwa.

Tak, to prawda – moj organizm reaguje na kazde zmiany dosyc gwaltownie. Temperatura, wysokosc ?- ja zawsze odczuje, chocby najsubtelniejsza roznice. Teraz okazalo sie, ze oprocz bycia ‘zywym’ barometrem i termometrem, zostalam rowniez miernikiem zanieczyszczenia powietrza. Haha, mam jeszce jedna wlasciwosc – wykrywania dziwnych smakow i zapachow w wodzie pitnej – dzieki temu nigdy, ale to przenigdy nie jestem w stanie wypic wody z kranu bez grymasu na twarzy. Przyznam, jest to troche uciazliwe…

Idac za ciosem, postanowilam poszukac informacji  – jak bardzo faktycznie zanieczyszczone jest powietrze w Boliwii. Trafilam na kilka statystyk (tutaj), ale musimy pamietac, kazde miejsce jest rozne, a juz na pewno Santa Cruz, jako najwieksze miasto Boiliwii podwyzsza wszelkie wskazniki.

Statystyki te uwzgledniaja tylko PM 10, czyli zanieczyszczenie spowodowane przez dym, brod, grzybyi polen, pomijajac PM 2.5, czyli zaieczyszczenie metalami ciezkimi, spowodowane przez pozary i wytop metali (szczegolnie w rejonie Oruro).

Nie bede sie bawila w jednostki pomiarowe, podam wiec tylko liczby i wnioski. Srednia swiatowa wynosi 71, co uwazane jest za srednie stezenie zanieczyszczen. Najbardziej zanieczyszczonym krajem jest Mongolia, ktora zbliza sie do granicy bardzo niebezpiecznego stezenia, w srodku plasuja sie Indie, gdzie stezenie zanieczyszczen okresla sie jako niezdrowe dla wrazliwych osob a Indiom depcza po pietach Chiny. Chinom zas – Boliwia, gdzie stezenie zanieczyszczenia okresla sie jako umiarkowane. Ciekawostka jest to, ze nawet Brazylia czy Chile, kraje o poteznym przemysle, maja lepsze wskazniki niz Panstwo Wielonarodowe. Dla porownania, Polska jest w gorszej sytuacji niz Francja, ale i tak jakosc powietrza okreslana jest jako ‘dobra’. Najczystrzym powietrzem ciesza sie zas mieszkancy Estonii.

Oczywiscie, prawdziwe pomiary zapewne roznia sie troche od tych przedstawionych przeze mnie – ale mysle, ze daja one pewne pojecie o swiecie, w ktorym zyjemy.

Z Wikileaks dowiedzialam sie, ze w roku 2006 w Cochabambie odbyla sie miedzynarodowa konferencja zorganizowana przez organizacje pozarzadowa Swisscontact,  poruszajaca problem zanieczyszczenia powietrza w miastach. Jednym z celow konferencji bylo zwrocenie uwagi wladzom na ten naglacy problem, jak i pokazanie sposobow walczenia z kontaminacja powietrza. Wedlug Banku Swiatowego, 70 % zanieczyszczen w Boliwii pochodzi z samochodow, z ktorych tylko 1/3 zdaje testy na emisje spalin… Zwazywszy, ze ponad 50 % ludnosci panstwa mieszka w miastach, ilosc samochodow wzrasta z kazdym rokiem. I nie sa to oczywiscie nowe pojazdy – wiekszosc samochodow osobowych (w tym taksowek) jak i autobusy miejskie i dalekobiezne, sa pojazdami po przejaciach.

Podsumowanie konferencji z udzialem takich panstw jak Chile, Meksyk, Brazylia i Ekwador, nie okazalo sie jednak zbyt optymistyczne dla samej Boliwii, ktorej przedstawiciele rzadu zupelnie zlekcewazyli zaproszenie w udziale. A bez politycznego wsparcia, niestety nie uda sie wiele zdzialac.

Boliwia podjela jednak pewne dorazne srodki neutralizacji smogu – w Cochabambie na przyklad, samochody nie moga wjezdzac do centrum w poszczegolne dni, aby zapobiec wiekszej kontaminacji najbardziej ruchliwej czesci miasta. Poadto, poszczegolne miasta organizuja ‘Dia del Peaton’ – czyli dzien bez samochodow, kilka razy w roku. Mialam okazje uczestniczyc 2 razy w ich obchodach w Cochabambie, gdzie ulice od rana zapelniaja sie rowerzystami, spacerowiczami. Miasto organizuje festyny, cale rodziny z dziecmi wychodana ulice, grajac w pilke, badmintona. Raj na ziemi. Az nie chce sie isc spac, by obudzic sie nastepnego dnia przy dzwieku klaksonow…

P.S. Moj student wspomnial jeszcze, ze powietrze w Santa Cruz pogarsza sie we wrzesniu, kiedy okoliczne lasy i sawanny trawione sa przez pozary. Chyba wiec jednak bede musiala zainwestowac w maske na twarz a la Michael Jackson:)

***

Not so long ago I wrote that the air in Bolivia is very clean. In fact, it it true, with some exceptions – cities.

Living in Cochabamba, every day I could watch the ‘fog’ hovering over the city in the valley. However, considering the amount of cars on the streets and that the air is trapped by the mountains and has nowhere to go, contamination isn’t anything strange. Still, I found the air relatively clean, unless wandering through the narrow and crowded streets of the old town and La Cancha.

When we moved to Santa Cruz, one of the things we liked was the open space (although in the beginning he longed for mountains!), moist air and wind, giving some rest in the relentless heat. Of course, in nearly two – million metropolis one could expect continuous traffic jams, but we also could breathe quite easily thanks to winds constantly ventilating this densely populated city.

They are places, however, where you see people wearing face masks – urban markets located along very busy narrow streets where you have to literally squeeze between the goods, people and cars. You also must be careful not to be sprinkle by children who uninhibited piss right on the street:) I admit, shopping for vegetables and fruits is not my favorite point of the week – in these places the air seems to be more viscous, sidewalks dirtier and air more smelly. In these moments we miss wonderful, spacious and clean ‘Mercado America’ in Cochabamba …

And then two days ago I saw through the window the city covered with fog, and when I opened the window, the air mixed with exhaust entered the apartment! That day I decided not to air the apartment (because of high humidity there is a mold on the walls, so it’s rather important to do so), but the stench of smog broke into via all the cracks in the walls and windows. This morning I had a class  but fortunately I didn’t have to hold my breath for a long time, because the school is located only 2 minutes from our house.

When I entered the office, I immediately asked the owner: ‘el aire esta muy mal hoy dia, no?’ and she said with great surprise that she didn’t notice … I asked my student the same question and he replied that he doesn’t feel anything as he got used to it, and that I have to be very sensitive.

Yes, that is true – my body reacts to every change quite rapidly. Temperature, height? – I always feel any subtle difference. It turned out that besides being a ‘living’ barometer and thermometer, I am also a meter of air pollution. Well, I have one more property – I detect strange tastes and odors in drinking water so I am never able to drink tap water without a grimace on my face. I admit, it’s a little tedious …

Going with the flow, I decided to look for information – what’s the actual air pollution in Bolivia. I found some statistics, but we must remember that every place is different, and certainly Santa Cruz, the largest Bolivian city augments any pointers.

Figures include only a PM 10 – the pollution caused by the smoke, dirt, mold, pollen, omitting the PM 2.5, which is caused by fires and metal smelting (especially in Oruro region).

The global average is 71, which is considered ‘moderate’. The most polluted country is Mongolia, which is approaching the limit of hazardous concentration of pollutants. For example in India, air quality is defined as ‘unhealthy to sensitive people’. India is closely followed by China and China by Bolivia, where air quality is considered as moderate. Interestingly, even Brazil or Chile, a countries with powerful industry, have better indicators than Pluronational State.

Just to compare, Poland is in a worse position than France or Germany but still ‘good’ enough comparing with the Asian and South American countries. According to these statistics, the cleanest air is in Estonia.

Of course, the true measures probably are a bit different from those described by me, but I think they give you some idea of ​​the world we live in.

I read that in 2006 in Cochabamba there was an international conference organized by the NGO Swisscontact, dealing with the problem of air pollution in cities. One of the objectives of the conference was showing ways of fighting this problem. According to the World Bank, 70% in Bolivia pollution comes from cars, from which only the third pass the exhaust emissions test … Considering that more than 50% of the state population lives in cities, the number of cars is increasing every year. And of course there are very few new cars – most vehicles, including taxis as well as city buses, are ‘well used’.

Summary of the conference that hosted participants from countries such as Chile, Mexico, Brazil and Ecuador, has not turned out to be too optimistic for Bolivia, as its government representatives completely ignored the invitation. And without political support it’s almost impossible to make a big changes…

Bolivia has undertaken, however, some ad hoc measures to neutralize smog – in Cochabamba, for example, cars are not allowed to enter the center on certain days to prevent further contamination of the city’s busiest part. Also, council of every city organize ‘Dia del Peaton’ – a day without cars, few times a year. I had the opportunity to participate two times in celebrations in Cochabamba, where the streets get filled with cyclists, walkers, families entertained by festivals, people playing football and badminton in the middle of the main road. Heaven on Earth! It’s sad going to sleep, to be waken up the next day by the sound of horns …

P. S. My student mentioned also, that the air in Santa Cruz deteriorates in September, when the surrounding forests and savannas are fighting with the fires. So I guess, I’ll have to invest in a face mask a la Michael Jackson after all :)

International Children’s Day *** Dzien Dziecka

Dzis ‘Dzien Dziecka’, ktory w Boliwii obchodzony jest 12 kwietnia – z tej okazji zycze wszystkim dzieciom cudownego dnia, przepelnionego radoscia, smiechem i zabawa:) Myslami jestem dzis z moimi kochanymi siostrzenicami, za ktorymi jeszcze bardziej dzis tesknie!! Buziaki i usciski od cioci Danusi:)

Polska 2012print1

Today is ‘Children’s Day’ in Poland (in Bolivia ‘Día del Niño’ is celebrated on April 12) – and I would love to take this opportunity to wish a beautiful day to all the children in the world – full of joy, laughter and fun:) On this day I miss my lovely nieces more than ever and I am sending them my love, hugs and kisses.

In Bolivia Children’s Day is celebrated similar to Polish one – with special activities at schools, special event’s being organized in the cities. I would like to remind this wonderful place that takes care of children in Cochabamba Centro Educativo y Recreativo ”Nonna Maria y Tina”  on daily basis.

This picture of ‘bautiful smiley faces’ is from my last year’s project: The Children of Quechua’ .IMG_3438

Unfortunately, not all the children can enjoy their childhood – please take a moment to see a beautiful yet very sad gallery of pictures by Steve McCurry: Stolen Childhoods‘. Maybe there are some children around you that need some attention or just a good word and smile?