‘Miradores’ of La Paz *** ‘Widokowki’ La Paz

Po porannej wizycie w szpitalu, gdzie zalecono mi jak najszybciej opuscic La Paz z powodu choroby wysokosciowej, udalismy sie na lotnisko, aby przebukowac bilety powrotne. Czulam sie juz lepiej, ale wiedzialam, ze nastepnej nocy ‘nie przezyje’, wiec gdy okazalo sie, ze najwczesniej mozemy poleciec poznym wieczorem, postanowilismy skorzystac z okazji by pozwiedzac jak najwiecej.

Aby za bardzo sie nie meczyc, zapytalismy przyjaznego taksowkarza, czy moglby nas obwiezc po wszystkich punktach widokowych i za ile. Stanelo na 50bs. za godzine, na co przystalismy (choc pewnie daloby sie jeszcze zejsc z ceny) i od razu wybralismy sie na wyboista przejazdzke po bezdrozach La Paz.

Przyznam, kiedy Eddie wywozil nas na obrzeza miasta, czulam pewnien niepokoj – pelno slyszy sie tutaj historii o turystach oszukanych przez taksowkarzy, wywozonych do nikad i rabowanych. Niepokoj zniknal jednak, kiedy dojechalismy na pierwszy punkt widokowy i naszym ooczom ukazala sie panorama miasta – piekna acz niekompletna z powodu grubej warstwy chmur przykrywajacej slynne osniezone szczyty gory Illimani. Nic jednak nie moglismy na to poradzic – pogody sie nie wybiera!

_MG_2622

_MG_2629 _MG_2642

Zaraz potem dotalismy do miradora z krzyzem, z ktorego widok rozciagal sie na 3 strony swiata. Niestety nie pamietam nazwy tego miejsca, ale na pewno warto je odwiedzic, poniewaz jak sie pozniej okazalo, byl to najlepszy punkt widokowy w miescie.

_MG_2658 _MG_2655

_MG_2650

Po zalatwieniu spraw w hotelu i obiedzie, wyruszylismy do ‘Valle de la Luna’ (‘Dolina Ksiezycowa’). Podroz poza miasto okazala sie bardzo przyjemna – moglismy bowiem odetchnac pelna piersia, co w ruchliwym centrum nie jest mozliwe, oraz podziwiac roznokolorowe formacje skalne. Valle de la Luna oraz  Valle de las Animas wygladaja jak pustynie stalagmitow. Naprawde piekny widok, szczegolnie kiedy jasne skaly kontrastuja z blekitnoniebieskim niebem, ktorego przeblyski mielismy szczescie doswiadczyc wlasnie w tym miejscu.

_MG_2701 _MG_2699  _MG_2724 _MG_2729 _MG_2735  _MG_2753 _MG_2760

W drodze na ostatni mirador rozmawialismy, jakim cudem miasto rozbudowalo sie tak bardzo, zwazywszy, ze lezy ono na podlozu skladajacym sie w duzej mierze z … gliny. Jadac waskimi kanionami co roz zerkalam w gore, patrzac na wille i proste domy wiszace nad przepascia. Jakie szczescie, ze La Paz nie nawiedzaja trzesiena ziemi!

_MG_2679  _MG_2652

_MG_2681 _MG_2682

Oststnim punktem widokowym byl ‘Mirador Kili Kili’ – wychwalany przez pania w Informacji Turystycznej. Przyznam, ze nasz taksowkarz Eddie byl lepiej poinformowany. Kili Kili, lezy najblizej centrum, jednak widok z niego jest bardzo ograniczony. Mozna za to obserwowac z niego zycie ‘zwyklych’ mieszkancow La Paz.

_MG_2781

Mowi sie, ze im wyzej, tym biedniej, ale takich widokow bogaci mieszkancy centrum La Paz nie posiadaja. Parafrazujac slynnego ‘Idot Abroad’, ktory podczas jednej ze swych wybraw stweirdzil, ze ‘lepiej jest mieszkac w dziurze z widokiem na palac, niz w palacu z widokiem na dziure’, przyznaje, ze cos w tym jest:)

***

After a morning visit in the hospital, where doctor recommended me to leave La Paz as soon as possible due to altitude sickness, we went to the airport to re-book our tickets. I felt better already, but I knew that I wouldn’t survive next night so high, so when it turned out that at the earliest we can go late in the evening, we decided to take advantage of the opportunity and see as much of the city as possible.

In order to use the time the best and keep safe, we asked a friendly taxi driver if he could take us to some ‘vistas‘ for a good price. He agreed to show us around for 50 bs. per hour (though probably it was possible to get off of the price bit) and  so we went on a bumpy ride through the outskirts of La Paz.

I admit, when Eddy – the driver had taken us to the poor suburbs, I felt a bit anxious, remembering stories about tourists cheated by taxi drivers, driven in the middle of nowhere and robbed. Anxiety however disappeared when we got to the first viewing point and before our eyes appeared an amazing panorama of the city – beautiful yet incomplete due to thick clouds covering the famous snow-capped Illimani. But we could do nothing about it – you can’t choose the weather!

Soon after we went to the mirador with a cross, from which we could see three sides of the world. Unfortunately I don’t remember the name of the place, but this one is definitely worth a visit (if the clouds do not obscure the mountains:).

After settling matters in the hotel and having a lunch, we went to the ‘Valle de la Luna’ (The Moon Valley). Travelling out of the city was great – at last we could breathe freely, which in a busy city is impossible, and admire the colorful rock formations. Both Valle de la Luna and ‘Valle de las Animas’ look like desert of stalagmites. Really beautiful place, especially when contrasting with the clear blue sky, which we were lucky to experience at last!

On the way to the last mirador, we talked about a big expansion of a city, given that it lies on the ground that consist largely of … clay. Travelling through the narrow canyons, I couldn’t help but glance up the hill, looking for villas and houses hanging over a precipice. What luck that La Paz doesn’t experiences earthquakes!

The last viewpoint was on ‘Kili Kili Mirador’ – praised by the lady in the Tourist Information who said that this is the best one. I must say that our taxi driver Eddie was better informed. Kili Kili, lies closest to the city center, but the sight from it is very limited. You can however watch from there life of ‘ordinary’ inhabitants of La Paz.

It is said that the poorest people live higher up, but on the other hand, wealthy residents of the center of La Paz don’t possess such views! I could paraphrase the famous’ Idiot Abroad ‘, who during one of his travels said that ‘it is better to live in a hole with the view on the palace, than in the palace overlooking the hole‘. I must admit there is something in it :)

2 thoughts on “‘Miradores’ of La Paz *** ‘Widokowki’ La Paz

  1. mamjakty says:

    Piękne zdjęcia! a jak się objawia ta choroba? bóle głowy? można to jakoś wcześniej sprawdzić, czy po prostu dowiem się jak gdzieś się wybiorę?

    Like

  2. boliviainmyeyes says:

    coz, ja juz symptomy bezdechu mialam wczesniej, wchodzac na jakakolwiek gore, ale moim bledem bylo pojechanie do La Paz z nizinnej Santa Cruz, w dodatku samolotem – przeskok wiec byl ogromny. Najlepiej jest pojechac na kilka dni np. do Cochabamby, gdzie mozna sie zaklimatyzowac, a potem autobusem (6 godzin) powoli wjechac na gore (taki jest moj plan, gdy nastepnym razem wybiore sie w te rejony). A objawy? Moga byc rozne: od bolu i zawrotow glowy i trudnosci w oddychaniu do, tak jak u mnie, palpitacji serca. Sa dostepne tabletki, pomagajace w aklimatyzacji oraz mozna pic mate de coca, ale jak to nie pomaga – trzeba zjechac nizej.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s