On the Way to Porongo *** W drodze do Porongo

W ubiegla niedziele postanowilismy wybrac sie na wycieczke do miasteczka Porongo, oddalonego o zaledwie 15 km od Santa Cruz de la Sierra. Wlasnie, tylko 15 km a podroz zajela nam niemal godzine!

Ale zacznijmy od poczatku: z mojej ulubionej mapy (ktora obecnie sklada sie z 4 kawalkow;) wynikalo, ze ‘autobus’ do Porongo odchodzi z okolic ‘Mercado Ramada’, chociaz samego srodka transportu od poczatku nie bylam pewna – zreszta zobaczcie sami dlaczego:

DSCN0886

Po 15 minutowym spacerze do bazaru Ramada i okolo 15 minutowym oczekiwaniu z 15 innymi ludzmi, z ktorych nikt zdawal sie nie wiedziec o ktorej godzinie przyjedzie ‘autobus’, czesc pasazerow zrzucila sie na taksowke, a czesc bobiegla w dol ulicy. Podejrzewalismy, ze dostali cynk o ‘autobusie’ i postanowili zajac sobie miejsca siedzace. I to bylo prawda, tylko zamiast autobusu przyjechala mala ciezarowka (zupelnie taka jak na mapie, nawet kolory sie zgadzaly!), zapelniona pasazerami – siedzacymi i stojacymi. Bylismy swiadkami scen dantejskich – czekajacy z nami ludzie zaczeli biec za ciezarowka i wskakiwac na przyczepe w biegu. W tym momencie oboje z Freddim spojrzelismy na siebie i zgodnym glosem postanowilismy zlapac taksowke:)

Nie kosztowala az tak duzo, bo tylko 50 bs. I wyruszylismy – minelismy centrum, przejechalismy przez most i wyschniete koryto rzeki Pirai, minelismy bogate kondominia i Biocentro Guembe, i podazalismy dalej piaszczysto – kamienista, miejscami podtopiona droga. Tak, 50 bs. za taka dluuuuuga i ‘niespokojna’ podroz to naprawde niewiele, zwazywszy na ryzyko zlapania gumy czy zepsucia amortyzatorow taksowki, ktore i tak byly dosyc wiekowe.

I dojechalismy. Spodziewalam sie czegos w rodzaju Cotoki – ale zamiast gwarnego miasteczka z niedzielnym bazarem zastalismy senne, przestronne i jakze urocze miejsce!
Cos mi sie wydaje, ze miasteczko to zachowalo swoj charakter tylko dzieki trudnej przeprawie z Santa Cruz (do Cotoki prowadzi autostrada), ale dowiedzielismy sie, ze wladze maja w planach budowe asfaltowej drogi w 2014. Dobrze wiec, ze znieslismy trudy ‘podrozy’ i mielismy okazje przyjzec sie spokojnemu zyciu mieszkancow Porongo i jego niezmienionej od czasow kolonialnych architekturze.

Ta niewielka osada zostala zalozona w 1714 roku przez zakonnika Santiago de Rivero, jako Misja ‘San Juan Bautista de Porongo’. W rogu ogromnego placu, ktorego jedna czesc stanowi pelnowymiarowe boisko do pilki noznej porosniete trawa, stoi drewniany kosciol z rozlozystym spadzistym dachem, tak typowym dla jezuickich kosciolow misyjnych na tym terenie.

DSCN0884

Chociaz stylistycznie nalezy on do zespolu ‘Misiones Jesuiticas de Chiqutos’objetych ochrona UNESCO, kosciol w Porongo jest o wiele skromniejszy od swoich slawnych siostrzanych kosciolow Chiquitanii (o ktorych jeszcze zapewne przeczytacie w przyszlosci). W jednonawowym wnetrzu, podpartym drewnianymi kolumnami, mozna podziwiac drewniany barokowy oltarz i imponujaca ambone.

DSCN0869

DSCN0871

Przed skwarem dnia mozna schonic sie w cieniu rozlozystych ‘babincow’, a jak sie znudzi, to mozna wejsc po kretych schodach na drewniana dzwonnice, a nawet ‘zabic’ w jeden z trzech, nadgryzionych zebem czasu dzwonow. Wszystko to stoi otworem dla garstki przybyszow.

DSCN0879 DSCN0874

DSCN0880

DSCN0883

Po zwiedzeniu kosciola, mozna wybrac sie na przechadzke wokol ogromnego placu, kryjac sie w cieniu bardzo starych drzew, podziwiajac otaczajace plac budynki z dekoracyjnymi drewnianymi portykami i bogata dekoracja malarska.

DSCN0862

DSCN0863

Przy okazji mozna zakupic achachairu (od grudnia do marca), pogawedzic z przyjaznymi sprzedawczyniami, a nastepnie zjesc owoce odpoczywajac na lawce w cieniu drzew lub przy zimnym piwie w malym sklepiku ukrytym w cieniu portyku. Mozna jeszcze poglaskac psa, a po posilku umyc rece w jednym z kranikow, dostepnych na placu:)

DSC00308

Perfekcyjne miejsce na niedzielne popoludnie! Tak blisko a jednoczesnie tak daleko…

Wycieczka do Porongo nie obyla sie bez ‘osbistej tragedii’ – otoz podczas fotografowania kosciola (pierwszego przystanku w Porongo) wyczerpala sie bateria w moim ‘Nikonie Coolpix’. Oczywiscie, powinnam byc przygotowana na taka okazje, ale jak to bywa w zyciu, nie bylam. Tak sie tez zlozylo, ze resztki baterii zuzylam na bezwartosciowe spontaniczne pierwsze zdjecia (przeklenstwo aparatow cyfrowych), a kiedy przeszlam do uwiecznienia rzeczy ciekawych, juz nie mialam czym… Lustrzanke zostawilam w domu, dla bezpieczenstwa, wiec ostatnia deska ratunku okazala sie stara komorka z 2 – mega pixelowym aparatem – zawsze to cos:) Reszta widokow zostala uwieczniona w mojej glowie, a to najwazniejsze!

***

Last Sunday we decided to take a trip to the town of Porongo located just 15 km from Santa Cruz de la Sierra. Exactly, only 15 km away and the journey took us almost an hour!

But let’s start from the beginning: my favorite map (which currently consists of 4 peaces;) showed that the ‘bus’ to Porongo is leaving from the area beside ‘Mercado Ramada’, however I wasn’t sure what kind of transport that is from the very beginning as the map featured something looking like a truck.

After 15 minutes walk to the bazaar Ramada and about 15 minutes of waiting with 15 other people, none of whom seemed to know what time the ‘bus’ is coming, some of the passengers had shared a taxi, while the others run down the street. We suspected that they got a tip that the ‘bus’ is close and decided to go ahead to take seats. All of that was true, and soon we saw in a distance a small truck (the same as on the map, even the colours were matching!), full of people – sitting or standing up. We were witnesses to hair-raising scenes- previously waiting with us people started to race to the truck, jumping on the trailer in a run. At this point, we looked at each other and decided to catch a taxi instead :)

It wasn’t so expensive at the end – it cost 50 bs. So we went – we passed the city center, went through the bridge Urbo and the dried out riverbed of Pirai, passed by some rich condos and Biocentro Guembe, following sandy, rocky and in places flooded road. Yes, 50 bs. for such a looong and ‘anxious’ journey is really not much, considering the risk of taxi breaking down on a way.

Before we got there I was expecting to see something like Cotoca – but instead of the bustling town with Sunday bazaar we found ourselves in a sleepy, quiet and very charming place!

It seems to me that Porongo kept its original character only because of commuting problems  with Santa Cruz (Cotoca is connected with a big city by highway), but we learned that the authorities have plans to build an asphalt road in 2014. We were lucky then to have an opportunity to see Porongo in its natural state.

This small colonial village was founded in 1714 by Fray Santiago de Rivero as a Mission of “San Juan Bautista de Porongo ‘. In one corner of the huge square courtyard stands a wooden church with sloping roof, so typical for the Jesuit churches in the area.
Although stylistically it belongs to the  “Misiones Jesuitas de Chiqutos’, protected by UNESCO, Porongo church is much more modest than his famous sister’s temples of Chiquitania. One-aisle interior, supported by simply carved wooden columns, houses baroque altar and impressive wooden pulpit.
You can also hide from the heat under wide porch or you can climb the winding wooden stairs to the bell tower. All of this is open to visitors.

After visiting the church, you can take a stroll around the huge square, in the shade of very old trees and admire the surrounding buildings with decorative wooden porticoes and often decorated with frescoes.
In a meantime, you can buy some achachairu (form december to march), chat with friendly vendors, then eat fruits resting on a bench in the shade of trees or enjoying a cold beer in a nice little shop hidden in the shade of the porch. You can even pat the dog and wash your hands after a meal in one of the taps on the square :)

Perfect place for Sunday afternoon! So close and yet so far ...

Unfortunately, during the trip to Porongo I had an unexpected incident – when shooting the church (the first stop in Porongo), the only battery in my ‘Nikon Coolpix’ went dead. Of course, I should be prepared for such occasion, but as in life, I wasn’t. Also, the battery  was spontaneously consumed while taking worthless  first images (the curse of digital cameras), and when I moved on to shoot interesting things, it died… Just to clarify, I left my DSLR home for safety reasons, so as my last resort I used an old cell phone with 2 MP camera – always something :) The rest of the beautiful views has been immortalized in my mind, and this is the most important!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s