Sucre IV – Niespodzianki blizsze i dalsze *** Closer and Farther Surprises

Wracajac ze zwiedzania atrakcji turystycznych miasta, spacerowalam po rynku starajac sie zabic troszke czasu, ktory mi pozostal do obiadu ze znajomymi. Przechodzac obok jakiegos urzedu, postanowilam wejsc do srodka i zapytac, czy moge pozwiedzac i zrobic zdjecie ogromnego witraza, ktory przyciagnal moja uwage. Ku mojemu zdziwieniu, pan straznik nie mial nic przeciwko, a nawet wiecej – zaprowadzil mnie na gore, gdzie moglam sfotografowac wieze jakiegos kosciola!

Przyznam, ze bylam z siebie bardzo zadowolona, nie tylko z uwagi na to, ze udalo mi sie zwiedzic miejsce, ktorego nie bylo na mapie, ale dlatego, ze potrafilam bez wiekszych problemow poprowadzic konwersacje w jezyku hiszpanskim! Tak – po 2 miesiacach intensywnej nauki moge poslugiwac sie nowym jezykiem – co prawda pokaleczonym, ale najwazniejsze, ze sie dogadam:)

Tak przy okazji zauwazylam niestety, ze wraz ze wzrostem znajomosci hiszpanskiego, zanikly moje zdolnosci porozumiewania sie po wlosku, no ale coz – cos za cos……

Idac za ciosem, weszlam w kolejna brame, by tym razem znalesc sie na przestronnym oszklonym dziedzincu, z blyszczaca posadzka przypominajaca tafle wody. Po chwili zblizyl sie do mnie pan, pytajac w czym moze mi pomoc. Zapytalam wiec, co to za miejsce i czy moge popstrykac troche zdjec, po czym dowiedialam sie, ze kiedys w budynku miescil sie bank, a obecnie nalezy on do uniwersytetu. Po opowiedzeniu milemu panu skroconej wersji mojego zyciorysu, dostalam wolna reke na sfotografowanie obiektu:) Piekne to miejsce, nieprawdaz?

Po chwili stalam zas w bramie budynku rzadowego, z ktorego zostalam odprawiona z kwitkiem dzien wczesniej, pytajac o zgode na krotkie zwiedzanie. Magiczny musial byc to dzien (badz moj lamany hiszpanski tym razem brzmial bardziej przekonywujaco), bowiem pan straznik powiedzial, ze tak! Moglam wiec wejsc do srodka, na dziedziniec i porobic zdjecia. Na zakonczenie dowiedzialam sie, ze w przeciagu kilku tygodni dostepny bedzie dla zwiedzajacych dach budynku, z ktorego bedzie mozna podziwiac panorame miasta. Bede o tym pamietac przy nastepnej wizycie:)

Innym razem, spacerujac po bocznych uliczkach Sucre, weszlam w brame budynku, ktory okazal sie byc Wydzialem Prawa – i oto przede mna widnial niemal zupelnie pusty i ogromny dziedziniec – miejsce nie tylko piekne, ale przede wszystkim zupelnie odciete od gwaru miasta.

Ostatniego dnia mialam szczescie wybrac sie na wycieczke, zorganizowana na zakonczenie konferencji lingwistycznej, przez studentow uniwersytetu w Sucre, ktora zaoszczedzila mi duzo czasu i pieniedzy (placilam wstepy dla miejscowych, nie dla gringos), ale takze dala mozliwosc spedzenia czasu w gronie przyjaciol. Chociaz jak sie pozniej okazalo – moj zapal do robienia zdjec wyalienowal mnie z grupy przez wiekszosc czasu.

Najpierw udalismy sie do ‘Glorietty‘ –  polozonego za miastem zamku, bedacego spadkiem po czasach wielkiego bogactwa i swietnoci miasta ery republikanskiej. Dzis budowla ta miesci sie w obrebie szkoly kadetow, ale dostep do niej jest dosyc swobodny.

Pamietacie ‘ Palacio Portales’ w Cochabambie? Otoz, Trip Advisor pisze o nim, jako ‘bezgustnym polaczeniu stylow architektonicznych’. Nie zgadzam sie zupelnie z ta opinia, mysle takze, ze autorzy tego komentarza nie widzieli ‘Glorietty’ – ktora jest najdziwniejsza budowla, jaka przyszlo mi kiedykolwiek ogladac. Meskla gotyku, renestansu, baroku, klasycyzmu i elementow architektury arabskiej w ogromnej skali. Jedna czesc budynku przypomniala mi nawet koszary w Kwidzynie – na szczescie owe nie posiadaja dodatku w postaci minaretu, gorujacego nad caloscia.

Tak pastwie sie nad gustem dawnych wlascicieli, a musze wspomniec, ze ich historia jest dosyc ciekawa. Malzenstwo Francisca Argandoña i Clotildy Urioste, ktore wzbogacilo sie na kopalni srebra, zalozylo wlasny bank oraz przejechalo niemal cala Europe (Francisco zostal nawet ambasadorem Boliwii we Francji), spotykajac sie z wybitnosciami owczesnego swiata i przenoszac Oswiecone idee na grunt boliwijski. Jedno trzeba im przyznac – wycieczka w ich posiadlosci, to jak przekrojowa lekcja z zakresu historii architektury i historii stosunkow politycznych XIX wieku.

Ciekawostka jest to, ze Francisco i Clotilda zostali uznani oficjalna bulla papieska za jedyna pare ksiazeca w historii Boliwii. Poniewaz nie mieli wlasanych dzieci – utworzyli w poblizu zamku sierociniec opiekujacy sie ponad setka dzieci. Na pamiatke ich dobrego serca, mozemy ogladac dzis pomnik, postawiony tuz przed glownym wejciem do zamku (ciekawe, ze jest na nim przedstawiony jedynie Francisco).

Przyznaje jednak, ze ta eklektyczna budowla zaskakuje swoim niezwykle ‘fotogenicznym’ wnetrzem – ktore zaspokoiloby kilkadziesiat sesji fotograficznych, szczegolnie w klimacie ‘couture’.

*

Po drugiej stronie miasta ulokowana jest fabryka cementu.

Nie byloby w tym jednak nic ciekawego, gdyby nie fakt, ze odnaleziono na jej terenie slady dinosaurow, ktore dzis mozna ogladac w specjalnie na te okazje wybudowanym ‘Parco Creatico’. Wspaniale miejsce dla dzieci, ktore moga do woli dotykac ‘zywych rozmiarow’ figury wielkich jaszczurow. Same slady, widoczne na pionowej scianie jedynie przez lunete (lub dobry zoom:) nie robia wielkiego wrazenia, chyba ze jest sie paleontologiem. Mnie bardziej podbal sie szkielet dinozaura, wystawiony w jednej z sal muzeum.  Najbardziej oblezony byl zas sklepik z pamiatkami, w ktorym rowniez ja zakupilam pocztowki.

I to by bylo na tyle z Sucre – miasta o wielkiej historii i wspanialej architekturze, niezwyklym rekodziele, przemilych straznikow, zamknietych kosciolow, przepiekniej w swej brzydocie Glorietty i dinozaurow. Jest to jedno z tych miejsc, do ktorych chce sie wracac – w koncu jest tam tyle jeszcze do zobaczenia – blizej i dalej!

***

Returning from visiting tourist attractions, I was walking through the market place, trying to kill a little time, which I I had left to the lunch with friends. Passing next to some office, I decided to enter its gate and ask if I can get a quick peak and take some pictures of a huge stained-glass window, which attracted my attention. To my surprise, Mr. Guard had nothing against it, and even more – he took me upstairs, where I could take a picture of some tower!

I must admit that I was very pleased with myself, not only due to the fact that I managed to visit this place, which was not on the map, but because I could without major problems lead the conversation in Spanish! Yes – after 2 months of intensive studies I am able to use the new language – quite broken, but most importantly, understandable :)

Unfortunately I’ve also noticed that with increasing knowledge of Spanish, my ability to communicate in Italian is disappearing, but well – something for something…

Following up, I decided to enter another gate, to find myself this time in the spacious glass-enclosed courtyard, with a glossy floor, resembling water pool. After a while some man came up to me, asking what he can help me with. So, I asked, what is this place and if I can take some pictures. I found out that the building once housed a bank, and now it belongs to the university and after telling him a short version of my resume, I got a free hand to photograph the object :)

After a while I stood in the gate of a government building, to which I was denied an access the day before, asking for permission to enter. It had to be magical day (or my broken Spanish this time sounded more convincing), because the guard said – yes! So I could enter the mansion and its courtyard to take pictures. Leaving, I found out that within a few weeks the building’s roof will be available for visitors, from where they would be able to admire the panorama of the city. I will remember that for my next visit :)

Another time, walking around the side streets of Sucre, I entered the gate of the building, which turned out to be the Faculty of Law – and here in front of me was almost completely empty and huge courtyard – a place not only beautiful, but also cut off from the bustle of city life.

On the last day, I was lucky to take a trip organized by the students of the University of Sucre, which saved me a lot of time and money (I paid admission for locals, not for gringos), but also the opportunity to spend time with friends. However, as it turned out – my enthusiasm for taking pictures alienated me from a group for most of the time.

First, we went to ‘Glorietta’ – a castle located outside the city that is a legacy of the great wealth of Republican era. Today this building is located within the cadet school, but access to it is quite easy.

Do you remember ‘Palacio Portales’ in Cochabamba (https://boliviainmyeyes.wordpress.com/2012/05/10/palacio-portales-39/)? Well, Trip Advisor writes about it as ‘kitschy’ combination of architectural styles”. I totally disagree with this opinion. I also think, that the authors have not seen ‘Castillo Glorietta’ – which is the strangest building that I’ve ever seen. Blend of Gothic, Renaissance, Baroque, Classical and Arabic architecture in a large scale. One part of the building reminded me even of barracks in Kwidzyn – fortunately these do not possess the additions the form of a minaret…

Ok, I might laugh at the taste of the former owners but I have to mention that their story is quite interesting. Marriage of Francisco Argandoña and Clotilda Urioste, became rich thanks to the silver mines; they set up their own bank, travel across Europe (Francisco was the ambassador of Bolivia in France), met the contemporary celebrities and brought back the enlightened ideas to Bolivians. There are some positives in this place – one trip to the castle is like a cross-sectional lesson of the art, architecture and history of political relations in the XIX century.

It’s also interesting that Francisco and Clotilda were considered by an official papal bulla the only royalty in the history of Bolivia. Also, because they didn’t have their own children – they built near the castle an orphanage, taking care for over 100 children. In memory of their good hearts, the statue was erected just before the main entrance to the castle (interestingly it depicts only Francisco).

I must say that this eclectic building has very surprisingly ‘photogenic’ interior – which would satisfy tens of fashion photo shoots, especially in a atmosphere of ‘couture‘.

On the other side of the city, the cement factory is located. There would be nothing interesting, if not for the fact that in this place were found footsteps of dinosaurs, which today can be viewed in a specially built for the occasion, ‘Parco Creatico’.

This is a great place for kids, who can touch ‘life size’ figures of those gigantic lizards. Foot marks, visible on the vertical wall only through a telescope (or with a good zoom :) are not very impressive unless you are a paleontologist. I liked more skeleton, exhibited in one of the rooms. The most crowded place in a museum was a souvenir shop, where I bought some postcards myself.

And that’s all from Sucre – a city of great history and wonderful architecture, unusual handicrafts, nice guards, closed churches, beautiful in its ugliness Glorietta and dinosaurs. This is one of those places to which I would like to come back – in the end, there is so much more to see – closer and farther!

One thought on “Sucre IV – Niespodzianki blizsze i dalsze *** Closer and Farther Surprises

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s