Sucre III – Dzisiaj ja, jutro ty *** Today It’s Me, Tomorrow You

Dokad teraz?

Przegladajac mape przy pysznym sniadaniu, postanawiam odwiedzic pobliskie Muzeum Etnograficzne, przy Calle Espana. Juz wczesniej zwiedzalam te okolice, ale jakos przegapilam znak. Poza tym, w poblizu znajduje sie piekny kosciol, ktoremu chcialam zrobic kilka zdjec.

Muzeum okazalo sie ‘butikowe’ (ale za to bezplatne) – zaledwie dwie sale pograzone w ciemnosci, a wsrod ekspozycji kilkadziesiat tradycyjnych masek (uzywanych przede wszystkim w tancach), z roznych regionow Boliwii. Jedne pieknie podswietlone, inne nie. Niestety nie mozna bylo robic zdjec, wiec nie moge podzielic sie wrazeniami estetycznymi, a jedynie odowolac sie do wpisu z Urkupiñy, w ktorym zamiescilam zdjecia z parady tanecznej.

Ogladanie roznobarwnych masek o fantazyjnych formach z bliska, to zupelnie inne doswiadczenie oraz lekcja w pigulce o geografii i tradycjach, a takze roznicach tego ‘wielonarodowego’ kraju: ogromne, kolorowe, plastikowo – szklane maski z Diablady i Los Tobas, jak i zupelne inne w swym charakterze maski z Tarijy (poludniowy kraniec Boliwii) – drewniane, bardziej przypominajace Afrykanskie. Sa rowniez maski zrobione z tkanin (przypominajace pacynki) oraz z … czaszek zwierzat.

Wychodzac z muzeum, skrecilam w lewo i odwiedzilam (kolejny raz) jedyny kosciol, ktory wydaje sie byc zawsze otwarty -‘San Francisco’ z polowy XVI w. Od razu zwrocilam uwage na  portrety olejne (zapewne) patronow swiatyni w przedsionku, zaraz potem na ogromny pozlacany barokowy oltarz glowny i przepiekne zlocone kasetonowe sklepienie.

Kosciol franciszkanski usytuaowany jest pomiedzy ‘Plaza Juan Frias’ – odgrodzonej od ruchliwej ulicy pobielanymi arkadami, a ‘Museo Historico Militar’ – na ktorego dziedzincu mozna zobaczyc starodawne armaty jak i model malego samolotu, a takze….targi ksiazek. Nawet nie probowalam szukac wejscia do srodka, poniewaz nie interesuja mnie za bardzo militaria.

W okolicy bazaru przy Calle Ravelo znaduje sie kilka malutkich sklepow z pamiatkami, w ktorych sprobowalam wykorzystac swoje nowo nabyte umiejestnosci w targowaniu. I co? Udalo sie calkiem niezle, niezbyt dobrze wyszlam tylko na plecionym pasku, za ktory zaplacilam 28 bs. (zeszlam z 40bs.) – by chwile pozniej kupic calkiem podobny, a nawet lepszy za 20bs.! (tym razem powiedzialam, ze mam tylko 20  w kieszeni i ani ‘centavo‘ wiecej:) Swoja droga, piekne sa te recznie plecione paski, ale jeszcze nie doszlam do tego, jak sie je powinno nosic, poniewaz ich koncowki sa troche nikonwencjonalne.

Niedaleko znajduje sie uroczy barokowy kosciolek ‘San Miguel’, schowany w cieniu wielkiej zeliwnej (i oczywiscie zamknietej) bramy. Co mnie w nim urzeklo? – cudownie naiwnie prymitywne plaskorzezby zdobiace elewacje. Golym okiem widac tutaj owy metysaz form sztuki narzuconej przez konkwistadorow i sztuki pierwotnej, Inkaskiej. Naprawde urocze:)

Na leniwe popoludnie warto jest wybrac sie do Parku ‘Simon Bolivar’ – ulubionego  miejsca zakochaych par, dzieciakow wspinajacych sie na miniature wiezy Eiffla (ktora wcale nie przypomina oryginalu) i studentow praktykujacych tance tradycyjne. Park zapelnia sie muzyka szczegolnie po zmroku, a po drodze mozna podziwiac wspaniale oswietlone neoklasyczne budowle ‘Gran Teatro Mariscal’ i ‘Corte Suprema’ (sadu), a takze ‘koscielna’ fasade Szpitala Sw. Barbary.

Podobno niedaleko mozna zwiedzic nieczynna stacje kolejowa ze starymi pociagami, ale gdy przeczytalam, ze grasuja tam bezpanskie psy, postanowilam ominac te atrakcje.

Na troche dluzszy spacer wybralismy sie na najstarszy w Boliwii cmentarz, na ktorym spoczywaja zarowno prezydenci, piekni i bogaci jak i zwykli mieszkancy Sucre. Za drobna oplata (nie pamietam ile, ale nie bylo to duzo) mozna znalezc przewodnika (wystarczy popytac okolicznych dzieci, a zaraz kogos przyprowadza), ktory opowie o najbardziej ‘wartosciowych’ nagrobkach i osobistosciach, ktorzy pod nimi spoczywaja.

Prawde mowiac, miejsce to niewiele rozni sie od cmentarza publiczego w Cochabambie – cmentarz jest tylko troche mniejszy i moze bardziej zadbany (choc nawet pomniki prezydentow smuca suchymi kwiatami), ale zauwazylam, ze z powodu braku miejsca budynki rowniez tu ida w gore.

Brama cmentarna zegna nas (czy wita, jak kto woli) dajacym wiele do myslenia napisem: ‘Dzisiaj ja, jutro ty’.

A wiec do jutra! 

***

Where to next?

While viewing a map and eating breakfast, I decided to visit the nearby Ethnographic Museum, on Calle Espana. I have seen the area earlier, but somehow I missed it. Besides, museum is located near to the beautiful church, so I I had another opportunity for some pictures.

Museum turned out to be a ’boutique’ one (but at least it was free of charge) – just two dark rooms with many traditional masks (used in dances) from different regions of Bolivia. Some beautifully lit, some not. Unfortunately, it’s prohibitet to photograph there, so I can’t share my aesthetic thrill, but only send you to my post of Urkupiña, in which I posted pictures from the parade.

Watching these multicolored masks with fancy forms from up close, it’s a completely different experience and a great lesson of geography and bolivian traditions, so varied in this ‘multinational’ country.
I’ve seen huge, colorful, plastic and – glass made masks of Los Tobas and Diablada dancers and completely different in character mask from Tarija (Southern Bolivia) – wooden, that reminded me African ones. There were also masks made of fabric (resembling puppets) and of animal … sculls.

After I left the museum, I went to visit (once again) the only church that seemed to be always open – ‘San Francisco’ from the mid-sixteenth century. I immediately turned my attention to oil portraits of the temple patronsin the vestibule and  soon after that I was starying at the huge gold-plated Baroque high altar.

Franciscan Church is located between ‘Plaza Juan Frias’ – separated from the busy street by white arches and ‘Museo Historico Militar’, with the old cannons and a small model aircraft on its courtyard, as well as book fair. I wasn’t even trying to get inside as I am not interested in military.

Beside the local bazaar on Calle Ravelo you can find several tiny souvenir shops ad stands, where I tried to use my newly acquired skills of bargaining. And? It worked pretty well, I just wasn’t entairly happy with the braided belt, for which I gave 28 bs. (first price was 40bs.) when a moment later I bought quite similar one for 20bs.! (this time I said that I only have 20 in my pocket and not a “centavo” more :) By the way, these are beautiful hand-woven belts, but I still can’t figure out how they should be worn as they have very unconventional ends.

Nearby I saw a charming baroque church of ‘San Miguel‘, tucked away from the street in the shadow of a tall iron gate (of course closed). What was so caprivating in it? – wonderfully naive primitive reliefs on the facade. With the naked eye can be seen here mix of forms imposed by the conquistadors and ancient Inca art. Really cute :)

On a lazy afternoon, it is worthwhile to walk to the ‘Simon Bolivar Park’ – favorite place of couples, kids climbing on the miniature Eiffel Tower (which does not resemble the original) and students practicing traditional dances. Park fills up with the music especially after dark, when the neoclassical buildings of ‘Teatro Gran Mariscal ‘and’ Corte Suprema “, as well as ‘ecclesial ‘façade of St. Barbara Hospital are beautifully lit. Apparently, it is aso possibile to visit an old railway station nearby, but as I read something about strain dogs there, I decided to bypass this attraction.

For a little longer walk you can go to the oldest Cemetery in Bolivia, with graves of presidents, beatifull and rich as well as an ordinary residents of Sucre. For a small fee (I do not remember how much, but it wasn’t much) you can find a guide (just ask around some local children and they will bring you someone), who will talk about the most ‘valuable’ graves and the people under them. In fact, the place isn’t much different from a public cemetery in Cochabamba – is’s just a little smaller and maybe better kept (although even presidential monuments were covered with dry flowers), but I also noted that due to lack of space, new buildings are going up here too.

Cemetery in Sucre says goodbye (or welcome, if you prefer) with somehow unoptimistic (but how true!) words on its gate: “Today it’s me, tomorrow you’.

So, see you tomorrow!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s