The Children of Quechua *** Dzieci Keczua

W srode, wraz ze studentami Uniwersytetu San Simon w Cochabambie i ich charyzmatyczna nauczycielka jezyka keczua, udalismy sie do malej szkoly podstawowej  na obrzezach miasta: Instituto Technico Vocaciona Franz Tamayo (Nucleoñata). Studenci przygotowali teatralne przedstawienia popularnych bajek w jezyku keczua – co bylo w zasadzie egzaminem koncowym przedmiotu.

Keczua był językiem urzędowym imperium inkaskiego aż do jego upadku, a po konkwiście do jego rozpowszechnienia przyczynili się misjonarze, przyjmując go za oficjalny język ewangelizacji. Obecnie językiem keczua posługuje się ok. 10 mln osób, głównie w Andach, od Argentyny, przez Ekwador aż po Kolumbię, a w Peru oraz Boliwii jest on jednym z języków urzędowych (obok hiszpańskiego i ajmara). Z języka keczua wywodzą się takie polskie wyrazy, jak inka, lama, puma, kauczuk, kondor czy guano. Wiekszosc mieszkancow Cochabamby i okolic stanowa rdzenni indianie Keczua, jest to wiec jezyk, ktory moza uslyszec na ulicy czy jarmarku, choc czesto w polaczeniu z hiszpanskim.

Jezyk keczua podobno nie jest trudny do opanowania (kiedy dostalam do przeczytania fragment podrecznika, nauczycielka byla zaskoczonaz jaka latwoscia wymawiam wyrazy:), ale jest w nim kilka dzwiekow, ktore dla mnie sa nie do opanowania (np. typowo francuskie ‘r’). Jedynymi wyrazami, ktore udalo mi sie zapamietac z lektury, to ‘tata’ i ‘mama’!

(polecam mini-slownik keczua Beaty Pawlikowskiej: http://www.beatapawlikowska.com/diary,text,1691.html)

Dojazd do szkoly zajal nam okolo 30 minut (auto)busem miejskim, ktory moze pomiescic okolo 10 osob, jezdzacym regularnie na wyznaczonych trasach, choc bez oficjalnego rozkladu jazdy. Za bilet poza miasto zaplacilismy 3 pesos (czyli okolo 1,50 zl).

Kiedy przybylismy na miejsce, dzieci przywitaly nas z pewna nieufnoscia, ktora po krotkim czasie zamienila sie w w czysta radosc. Szczegolnym zainteresowaniem cieszyl sie moj aparat i moja jasna skora:) Coz, tutaj jestem okreslana mianem ‘gringa’, co nie ma pejoratywnego znaczenia, a raczej jest wyrazeniem prostego faktu, ze nie jestem z tad.

Dzieci tak zafascynowane byly moim aparatem, z wielkim obiektywem, ze co chwila prosily mnie o zrobienie im zdjecia – coz, mnie prosic nie trzeba – bylam w swoim zywiole:)

W pewnym momencie zrobilo sie jednak tak gesto, ze musialam schowac aparat i zrobic sobie przymusowa przerwe. W trakcie przedstawien, postanowilam ‘ukryc’ sie przed dziecmi na schodach, co dalo mi takze okazje fotografowania ich reakcji na to, co dzialo sie na scenie.

Byl to bardzo udany dzien dla wszystkich, zarowno studentow uniwersytetu jak i uczniow i pracownikow szkoly. Dla mnie byl to czas do zadumy, nad trudnymi warunkami, w ktorych tym dzieciom przyszlo sie uczyc (nauczycielom tez nie jest latwo). Niesamowite jest jednak to, ze mimo skromnych warunkow bytowania, dzieci te byly pelne radosci i ufnosci w stosunku do przybyszow, a takze owej ‘dzieciecej niewinnosci’, ktora niestety zatracili mali mieszkancy bogatego Zachodu.

Wiecej zdjec tutaj: http://www.behance.net/gallery/The-Children-of-Quechua/4383561

***
You can find more pictures and text in English on my ‘Behance’ site: http://www.behance.net/gallery/The-Children-of-Quechua/4383561.
Thanks!

One thought on “The Children of Quechua *** Dzieci Keczua

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s