Frutas *** Owoce

Na sobotnim bazarze w Cochabambie (Mercado America) mozna znalezc prawie wszystkie owoce: jablka, gruszki, truskawki, banany, mandaryny i inne cytrusy, winogrona, melony i arbuzy, brzoskwinie, etc. My robimy z nich codziennie przepyszne bomby witaminowe – przeciery i soki.

­­

Pomiedzy popularnymi owocami zdarzaja sie odmiany niemal calkowicie nieznane w Polsce jak czirimoja (Annona, Cherimoya, u nas znany jako flaszowiec) – owoc w ksztalcie serca, ukryty pod smocza skora. Od pierwszego sprobowania stal sie on ulubionym owocem Freddiego – dla mnie jednak jest za slodki. No wlasnie – soczysty, kremowy miazsz czirimoji mozna porownac do smaku ananasa z mango. Czirimoja, mimo iz pochodzi z Ameryki Poludniowej, jest bardzo droga – za kilogram (owoc sredniej wielkosci) placi sie 20 – 25 boliwianos (przypomne tylko, ze zarobki w Boliwii zaczynaja sie od okolo 6bs. na godzine). Bardzo popularne w Boliwii sa natomiast lody o smaku czirimoji. Nie musze dodawac, iz sa strasznie slodkie:)

IMG_2797

Innym ciekawym owocem jest marakuja oraz inna odmiana tego owocu – granadilla. Ten tropikalny owoc ma twarda skorke i nieokreslonego koloru miazsz z pestkami, ktory wcale nie wyglada apetycznie, ale smakuje jak przedojrzaly agrest! Mnaim, mniam.

Dzis na bazarze dostalismy w prezencie (przy zakupie truskawek) – karambole. Uwielbiam te nazwe – przypomina mi znana z pewnej polskiej kreskowki o smoku Wawelskim – karambe:) Ten gwiazdzisty owoc smakuje smakuje jak jablko, gruszka i wszystkie owoce cytrusowe razem wziete, czyli jednym slowem jest bardzo kwasny (karamba! az mi skora zeszla z warg)! Posiada rowniez przepiekny zapach.

Karambola nie pochodzi z Ameryki Poludniowej, ale z Indonezjii! No prosze, jaki ten swiat maly:)

W prezencie, za zakupy u innego sprzedawcy, dostalismy podluzny owoc cytrusowy, w srodku przypominajacym marakuje, ktory skrzywil moja twarz jak szklanka soku z cytryny. Niestety, jego nazwy nie pamietam. Na bazarze poinformowano nas, iz z jego miazszu przygotowuje sie ozezwiajacy ( a jakze!) napoj, z dodatkiem duzej ilosci cukru.

Zakochalismy sie natomiast w papai, przede wszystkim ze wzgledu na cene, choc musze przyznac, iz nie byla to milosc od pierwszego wejrzenia czy sprobowania. Smakiem przypomina mi melona, tyle ze pomaranczowego. Z wygladu papaja wyglada niepozornie, czesto nieapetycznie, zwlaszcza gdy jest poobijana, i pokryta wlasciwa sobie zielona plesnia, ale jej dobroczynne wlasciwosci mowia same za siebie: bogata jest w witaminy A,C,B i rozne inne zdrowotne pierwiastki.

_MG_2007

Przepadamy takze za innym egzotycznym owocem – mango, pachnacym ‘swierkowo’. Owoc pochodzacy z Azji, jest bardzo rozpowszechniony w Ameryce Poludniowej, gdzie mozna spotkac rozne rodzaje: od czerwono- pomaranczowego, ktore znamy w Europie, po tzw. ‘rzeczne mango’, ktore jest male i zielone. Przez ostatnie dwa miesiace, mango goscilo na naszym boliwijskim stole codziennie, jako bardzo pozywne i smaczne sniadanie. Niestety, sezon (grudzien-styczen) juz sie skonczyl i juz nas na nie nie stac – dzis jedno mango kosztuje 10 bs., w sezonie 2bs. – zaczelismy wiec jesc jablka, banany (najtansze owoce w Boliwii – 10 za 3 bs.) i sliwki ‘wegierki’, ktorych zbior wlasnie sie rozpoczal.

_MG_1284

Ostatnio, dzieki blogowi Pojechanej (do Chin), poznalam nazwe kolejnego dziwnego owocu, jakim jest jablko nerkowca (lub nanercza zachodniego, badz jablko cashew). Przyznam, kiedy zobaczylam to dziwne czerwone jablko z czyms co przypomina zielona fasole na spodzie, nie za bardzo wiedzialam, z czym to sie je i w rezultacie w ogole tego nie sprobowalam. Po ukrojeniu kawalka, nie pachnial on apetycznie (skojazenie mialam z owocem noni). A szkoda, bo podobno owoc zawiera duzo witaminy B i C, a przygotowuje sie z niego marmolady, galeretki, badz je na surowo. Dzieki Bogu nie ruszalam jednak tego orzecha, bo sok z jego skory jest zracy! Okazuje sie rowniez, iz jablko wcale nie jest owocem, tylko zgrubiala czescia lodygi, a orzech, nie jest orzechem, tylko nasionem! Skomplikowane.

IMG_9582

Na koniec poczciwy kokos, ktorego moze nie jemy w calosci, a jedynie pijemy jego sok, zawierajacy proteiny, antyoksydanty, witaminy, mineraly itp. Ciekawostka jest, iz nazwa ‘coco’ z portugalskiego, znaczy tyle co glowa lub czaszka, a woda kokosowa to w zasadzie zawiesina endospermy:) Na straganie mozna poprosic o otwarcie skorupy owocu, co nie jest wcale takie skomplikowanie, ale trzeba wiedziec jak sie do tego zabrac, i poprosic o slomke. Cena – okolo 8 bs. Pyszne, orzezwiajace i zdrowe. A w domu, po rozbiciu skorupy na kawalki, mozna zjesc jego bialy, aromatyczny miazsz – doskonale zrodlo blonnika.

IMG_3888

Czegoz nie ma w slonecznej przez caly rok Cochabambie!! Otoz, nie ma: pomaranczy (choc caly czas widujemy je na ulicach, gdzie kobiety robia z nich swiezy sok i rozwoza go wozkami), jagod, wisni, porzeczek… No ale, cos za cos:) Czasem mozna spotkac maliny, ale ich ceny sa astronomiczne.

Niestety, mieszkancy Boliwii zdaja sie nie doceniac tej obfitosci owocow i bardzo rzadko je jedza – jezeli juz to w formie dodatku do deserow. Za to bardzo popularne sa tutaj owoce sztuczne – z gliny, szkla, papieru, ktorymi dekoruje sie stol.

Prawda, ze te swieze wybladaja lepiej?

Polecam lekture artykulu Kochamy Peru – zycie w dawnej krainie Inkow’ o innych egzotycznych owocach, ktore saniemal zupelnie nieznane w Europie, a ktore w tej czesci swiata spotyka sie na kazdym bazarku!

***

On Saturday’s bazaar in Cochabamba (Mercado America) you can find almost all kinds of fruit: apples, pears, strawberries, bananas, mandarins and other citruses, grapes, melons etc., from which we always prepare delicious daily vitamin bombs – smoothies and juices.

IMG_8936

Among the popular fruit, there are almost completely unknown in Poland varieties like cherimoya – heart-shaped fruit with peel like dragon skin. From the first try, it became Freddy’s favorite, but it is too sweet for me. Its lush, creamy flesh can be compared to the taste of pineapple with mango. Chirimoya, although it comes from South America, is very expensive here – per kilo (fruit of medium size) we pay 20 – 25 bolivianos (the earnings in Bolivia start at about 6 BS. per hour), so it’s rather rarely treat. Very popular, however, is chirimoya-flavoured ice-cream, sold in every good heladeria.

_MG_1337

Another interesting fruit is the passion fruit and its ‘sister’ ‘granadilla‘. This tropical fruit has a hard skin and flesh of indeterminate color with seads, which does not look appetizing, but tastes to me like a very ripe gooseberries! Yummy.

Today at the bazaar we got as a gift (with the purchase of strawberries) – carambola. I love that name! I have not tried this starry fruit yet, but apparently it tastes like an apple, pear and citrus fruits all together! (After writing the last sentence I ran to the kitchen, and I can now confirm that karambola tastes like …… unripe gooseberry! It’s so sour that I lost the skin on my lips :)

As a gift for purchases from other vendors, we’ve got oblong citrus fruit (which name I do not remember), with soft flesh, almost like passion fruit, that frowned my face like a glass of lemon juice.They say, however, that it is used to prepare a refreshing drink, with a lot of sugar, of course!

One of our favourite fruits became papaya mainly because of its price, as it wasn’t a love from the first taste. It tastes to me like a bit like melon. Looks simple in appearance, often quite unappetizing, especially when it is battered and covered with green spots of mould (harmless as they say), but its beneficial qualities speak for themselves, as papaya is full in vitamin A, C, B and other healthy stuff.

We fell in love also with other exotic fruit – mango, tasting and smelling like a ‘Christmas tree’. Mango, although native to Asia, is very popular in South America, and many different specias grow here – from orangy-red that we know best, to small grin ‘river-mangoes’, that are quite small. For the last two months, we have been eating mango every day for breakfast. Unfortunately, the mango season (December-January) is over now and we can’t afford it anymore – today one mango, imported from Chile or Peru, costs 10 bs. and only 2 bs. in a season. So we started eating apples, bananas (the cheapest fruit in Bolivia – 10 for 3 bs.) and plums, whose season has just begun.

Recently, thanks to blog of Pojechana (to China), I learnt a name of another strange fruit, which is the cashew apple. I admit, when I saw a strange red apple with something that resembles green bean on the bottom, I had no idea how to eat it, of what is it and as a result, I have not tried it. After cutting a  piece, it didn’t smell appetizing (just like a noni fruit). It’s a  pity, because apparently this fruit contains a lot of vitamin B and C, and can be eaten raw or as jam and jelly. Thank God, however, that I didn’t touch the nut, as its skin juice apparently is very irritating to the skin! It turns out, that the apple isn’t fruit at all – only thickened part of the stem, and a nut, is in fact a seed! Complicated.

At the end – good old coconut. We don’t eat it whole and only drink its juice, containing proteins, antioxidants, vitamins, minerals, etc. Interestingly, and the name ‘coco‘ in Spanish, means the head or skull, and coconut water serves as a suspension for the endosperm of the coconut during its nuclear phase of development :) At the market, you can ask to open the shell of the fruit, which is not all that complicated, but you have to know where to start, and ask for a straw. Fresh coconut is about 8 bs. Delicious, refreshing and healthy. And at home, after breaking its shell into pieces, you can eat the white, fragrant flesh – excellent source of fiber.

Cochabamba, sunny and warm all year round, seems to have everything! Well, almost: we can’t buy oranges (although I see them on the streets, where women make fresh juice), blueberries (sometimes you can buy them, but at astronomical prices!), cherries, currants … You just can’t have everything, can you?

Is it interesting that Bolivians don’t eat much fruit (nor vegetables) – unless as a part of a dessert. And very often you can see fake fruit on the kitchen’s table – made of ceramics, paper or plastic. I prefer real ones, don’t you?

IMG_9635

IMG_9332

Cheers! Salut! Na zdrowie!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s